Rzucił studia dla teatru
Ojciec Aleksandra Żabczyńskiego był najpierw rosyjskim pułkownikiem, a po odzyskaniu niepodległości doczekał się generalskich wężyków w polskiej armii. Syn jednak nie zamierzał iść w jego ślady. Jak wtedy wielu młodych ludzi, ukończył szkołę podchorążych, ale nie zdecydował się na kontynuowanie kariery wojskowej i został przeniesiony do rezerwy. Jego planem były studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim. Wytrwał na nich rok. Ale to wtedy właśnie zachwycił się teatrem.
- Każde przedstawienie teatralne było dla mnie objawieniem. Aktorów uważałem za ludzi z innej planety - wspominał.
Pierwszą jego nauczycielką aktorstwa była Nina Novilla. Źródła milczą, czy łączyło ich coś więcej niż relacja nauczycielka-uczeń, ale kto wie… Następnie Żabczyński kontynuował edukację w Reducie, eksperymentalnym teatrze Juliusza Osterwy, gdzie poznał Marię Zielenkiewiczównę.
Miłość i przyjaźń w jednym
Maria od początku była zafascynowana Aleksandrem jako mężczyzną i jako aktorem. - Po raz pierwszy zobaczyliśmy się w Reducie na schodach. Było to uczucie od pierwszego wejrzenia. Stanęłam jak wryta. Miałam wtedy 18 lat - wspominała aktorka po latach.
Choć była młodsza, miała od niego większe doświadczenie. Miała też więcej rozsądku, którego jej ukochanemu czasem brakowało. To ona początkowo decydowała, jakie role Aleksander może przyjąć, a jakie odrzucić. Łączyła ich nie tylko miłość, ale i przyjaźń.
W 1923 r. swoje uczucie postanowili przypieczętować, biorąc ślub. On był już wtedy popularnym amantem, znanym głównie ze scen teatralnych. Przedwojenne bulwarówki rozpisywały się o tym ślubie i relacjonowały, że zjawiły się na nim fanki aktora - wszystkie w czerni na znak żałoby.
Romans pełen dramatycznych zwrotów
Węzły małżeńskie były święte, ale nie aż na tyle mocne, by trzymały męża zawsze blisko żony. Aleksander przez całe małżeństwo zdradzał Marię. Zwykle były to jednak tylko przelotne miłostki. Aż wreszcie poznał Lodę Halamę. Ona była wtedy żoną hrabiego Andrzeja Dembińskiego, ale to małżeństwo przeżywało kryzys. Uczucie, jakie wybuchło między Lodą a Aleksandrem, godne było przedwojennych wodewili. Kochankowie kłócili się i rozstawali, potem do siebie wracali, a potem znów kłócili… I tak przez cały rok dawali pożywkę plotkarzom.
W końcu Halama postawiła wszystko na jedną kartę - albo odchodzisz od żony, albo ja odchodzę od ciebie. Wybrał żonę, a Loda… zniknęła. W Polskę poszła wieść, że aktorka popełniła samobójstwo z miłości. Prawda była jednak inna. W tajemnicy pojechała do Częstochowy.
- Trzy dni klęczałam we łzach pod cudownym obrazem, modląc się do Matki Boskiej, żeby zwróciła mi miłość - wyznała po latach.
Matka Boska wysłuchała tych próśb połowicznie - zwróciła, ale nie miłość, a rozsądek. I taki był koniec jednego z najgłośniejszych w tamtych czasach romansów.
Na wojennym szlaku
Gdy wybuchła II wojna światowa, Aleksander Żabczyński przywdział mundur i poszedł walczyć. Brał udział w kampanii wrześniowej, potem był ewakuowany do Rumunii. Wraz z Wojskiem Polskim brał udział w kampanii włoskiej, walczył pod Monte Casino. Po wojnie nie zdecydował się zostać na obczyźnie. Wrócił do Polski i do żony.
- Może nie powinienem przyznawać się, ale gdy jechałem z dworca wśród gęstej mgły o świcie, dorożką przez most Poniatowskiego, taki sam jak dawniej, rozpłakałem się. Znów w Warszawie, moim mieście, tak bezlitośnie zniszczonym, jak żadne z miast, które widziałem - wyznał w jednym z wywiadów.
Do końca życia amant
Powojenna Polska nie była jednak przychylna takim aktorem jak on. Jego elegancja, dystyngowany sposób bycia nie pasowały do tych siermiężnych czasów. Podejrzewano go też o współpracę z zachodnim wywiadem i stale inwigilowano.
- Jest to osoba silnie związana z systemem kapitalistycznym i Polską sanacyjną. Samo pochodzenie, zawód wykonywany przed wojną i stanowisko, jakie zajmował, wskazują, że był on i jest zaciekłym wrogiem Związku Radzieckiego i Polski Ludowej - taka opinia o artyście zachowała się w aktach bezpieki.
Żabczyński znosił to wszystko z wielką godnością. Robił swoje, grał w teatrze, występował w radiu, nie przyjmował ról w produkcjach propagandowych. Dawną sławę wykorzystywał, a jakże by inaczej, przy uwodzeniu kobiet.
Odskocznią była dla niego działka, na którą często jeździł, by "wąchać tam kwiatki", jak żartowali jego koledzy z teatru. 19 maja 1958 r. pojechał tam po raz ostatni wąchać kwiatki z pewną studentką. W nocy miał zawał serca. Dziesięć dni później zmarł w szpitalu.








