Po dyplomie w stołecznej PWST Henryk Bista przez dwa sezony był etatowym "halabardnikiem" w Teatrze Ateneum. Grał niewielkie role i, jak wspominał po latach, zastanawiał się, czy na pewno wybrał dobry zawód.
Zanim zdecydował się na studia aktorskie, studiował przez rok mechanikę na Politechnice Śląskiej, a później architekturę na Politechnice Krakowskiej.
"Coś mnie ciągnęło na scenę. Pojechałem do Warszawy na egzaminy do PWST, nie wierząc, że zostanę przyjęty. Ale dostałem się, więc zrezygnowałem z architektury i przeprowadziłem się do stolicy" - opowiadał w rozmowie z "Wieczorem Wybrzeża".
Po dwóch latach grania "ogonów" w Ateneum Henryk dostał ofertę pracy w Lublinie. Bez żalu opuścił Warszawę.
Na pierwszej randce pożyczył od niej pieniądze, których nigdy nie oddał
Tak się złożyło, że tuż po tym, jak Bista dostał etat w lubelskim Teatrze im. Osterwy, pracę w nim rozpoczęła Urszula Mordzewska.
"Pojechałam tam, żeby zrobić dyplom. Henryk - młody, ale już łysiejący aktor - od razu mi się spodobał. Był naprawdę urokliwy" - opowiadała po latach w wywiadzie dla "Dziennika Bałtyckiego".
Aktor i reżyserka wpadli sobie w oko. Już na pierwszej randce uznali, że chcą być razem.
"Henryk zaprosił mnie do restauracji, ale jak przyszło do zapłacenia za obiad, poprosił, żebym pożyczyła mu parę złotych. Nigdy nie oddał. Ja umiałam dorobić, on natomiast żył z marnej gaży i właściwie na nic mu nie starczało" - wspominała.
"Przez kilka miesięcy finansowałam te nasze obiady, aż w końcu uznałam, że skoro mam za wszystko płacić, to powinien się ze mną ożenić" - żartowała na łamach "Dziennika Bałtyckiego".
Niespełna rok po przeprowadzce do Lublina Henryk Bista został mężem Urszuli. Pobrali się 14 września 1961 roku.
Nie mogli mieć dzieci
Niedługo po tym, jak zostali małżeństwem, zdecydowali się osiedlić w Trójmieście.
Henryk przyjął ofertę dołączenia do zespołu Teatru Wybrzeże, Urszula została wykładowczynią w studium aktorskim przy Teatrze Muzycznym w Gdyni.
Mieszkali w Sopocie. Marzyli o dzieciach, ale niestety nie mogli zostać rodzicami. Ich oczkiem w głowie był czarny pudel królewski Bartek, którego nazywali "pociechą".
Henryk Bista cieszył się sławą mistrza drugiego planu. Najczęściej wcielał się w czarne charaktery, ale nie lubił tego określenia. Wolał, gdy jego postacie nazywano diabolicznymi.
Zobacz również:
Mało kto wiedział, jak wiele wysiłku aktor wkładał w przygotowania do roli. Zaczynał od omówienia jej z żoną - Urszula czytała na głos sztukę, w której miał zagrać, a potem godzinami o niej dyskutowali.
"Nie chodziłam na premiery męża, bo za bardzo się denerwowałam. Ale lubiłam chodzić na próby" - wspominała reżyserka w poświęconej jej mężowi audycji Polskiego Radia.
Urszula Mordzewska nie kryła, że jej ukochany był całkowicie oddany pracy - pasjonował się i żył aktorstwem.
Nie miała mu za złe, że zrzucił na jej barki wszystkie obowiązki związane z prowadzeniem domu. Ważniejsze było, że poświęcał jej każdą wolną chwilę.
"Oboje jesteśmy szalenie domowi. Nie znosimy przyjęć, ale lubimy spotykać się ze znajomymi. Mamy przyjaciół, którzy lubią to, co my: ciszę i spokój" - wyznał Henryk Bista w wywiadzie dla "Dziennika Bałtyckiego".
On pracował, ona czekała w domu
Henryk Bista marzył o własnym mieszkaniu w Warszawie. Męczyły go dojazdy na plany seriali i spektakli Teatru Telewizji kręconych w stolicy.
Na przełomie lat 80. i 90. aktor praktycznie nie bywał w domu. Tylko w 1992 roku zagrał w dziewiętnastu produkcjach.
"Czekałam na niego w Sopocie z jego ulubionym barszczykiem i pierogami" - opowiadała Urszula na antenie Polskiego Radia.
O tym, że Bista zmagał się z ciężką chorobą, wiedziała tylko garstka jego najbliższych przyjaciół. Cierpiał, ale nie dawał tego po sobie poznać. Grał do ostatniej chwili.
Nawet gdy pod koniec życia trafił do szpitala, zdarzało się, że wymykał się do teatru. Ostatni raz stanął na scenie 7 października 1997 roku - w przeddzień operacji, podczas której zmarł.
Urszula, która była miłością jego życia, przeżyła go o dziewięć lat. Odeszła w 2006 roku po długiej chorobie.
Oboje spoczywają na Cmentarzu Komunalnym przy ul. Chopina we Włocławku.











