Jan Himilsbach poznał Barbarę w Wielką Sobotę 1960 roku. Przyszła z koleżanką do kawiarni "U Hopfera", gdzie uwielbiali bawić się warszawscy aktorzy.
Okazało się, że Jan od dawna chciał poznać Basię.
"Obserwował mnie od jakiegoś czasu, a wstydził się sam mnie zaczepić" - opowiadała po latach w rozmowie z autorką książki o gwiazdorze kultowego "Rejsu".
"Na pierwszy rzut oka wcale mi się nie spodobał. Taki chłopak z nizin, z biedy. Nie kwapiłam się początkowo, żeby umówić się z nim na kawę. Ale Jasio zakochał się we mnie od pierwszego wejrzenia i nie zamierzał łatwo zrezygnować" - wyznała.
Tylko on umiał rozśmieszyć ją do łez
Basia była 25-letnią panną z dobrego domu, pracowała, marzyła o rodzinie. Wszystkie przyjaciółki ostrzegały ją, że z Janem nie będzie szczęśliwa.
"Kiedy wychodziłam z pracy, czekał na mnie na ulicy z orkiestrą cygańską. To było urocze, kolorowe, niespotykane w tamtych czasach, a poza tym Jasio miał bardzo dużo wrodzonego wdzięku. Więc w końcu uległam. Zaczęliśmy się spotykać" - wspominała Barbara Himilsbach, dodając, że zdecydowała się na ślub z Janem, bo był jedynym mężczyzną, który potrafił rozśmieszyć ją do łez.
"Gdyby nie pił, bylibyśmy naprawdę wzorowym małżeństwem" - stwierdziła po śmierci męża.
"Basica" przez wiele lat próbowała nakłonić ukochanego, by rzucił albo chociaż ograniczył picie.
Zdarzało się, że zamykała go w domu na klucz, żeby nie mógł się wymknąć do pobliskiego baru ani wpuścić do środka kolegów, ale za każdym razem udawało mu się ją przechytrzyć.
Gdy wychodziła z mieszkania, kumple rurką podawali mu wysokoprocentowe napoje przez dziurę po uprzednio wymontowanym z drzwi wizjerze.
Żona nigdy nie przestała go kochać
Barbara Himilsbach wiedziała, że Jan nigdy nie wygra z uzależnieniem, ale robiła wszystko, by jego skutki były dla niego jak najmniej dotkliwe. Nigdy nie wypuszczała go z domu z pustym żołądkiem, ograniczała mu dostęp do pieniędzy.
Po tym, jak lekarze zdiagnozowali u aktora chorobę Buergera, czyli przewlekłe zapalenie zakrzepowo-zarostowe tętnic i żył obwodowych, przez pewien czas był trzeźwy.
Żona przekonała go, by przeprowadzili się do ich domku letniskowego nad Zalewem Zegrzyńskim, gdzie po prostu nie miał okazji do picia.
Jan nie wytrzymał jednak zbyt długo w abstynencji.
15 listopada 1988 roku wszystkie media w Polsce poinformowały o jego śmierci.
Kilka dni wcześniej, podczas suto zakrapianej imprezy na Powiślu, Jan nagle stracił przytomność. Współbiesiadnicy myśleli, że zasnął. Tymczasem miał atak serca, a że nikt nie udzielił mu pomocy, zmarł. Miał 57 lat.
"Ani się człowiek obejrzy, a życie mija. Bardzo za Jasiem tęsknię. Śni mi się po nocach. Wierzę, że kiedyś się z nim spotkam" - wyznała Barbara Himilsbach na kartach książki "Rejs na krzywy ryj".
"Był miłością mojego życia, więc wszystko mu wybaczałam" - dodała.
"Basica" przeżyła Jana o ćwierć wieku. Odeszła pod koniec lutego 2013 roku. Jej ostatnim życzeniem było spocząć obok męża w rodzinnym grobie na cmentarzu na Wólce na warszawskich Bielanach.








