Zdzisław Leśniak był u szczytu sławy, gdy kompletnie stracił głowę dla sporo od niego młodszej Danuty.
Danuta, która przyglądała się, jak pracował na planie filmu "Koncert", rozpoznała w nim Włocha z "Janosika" i Francuza z "Czterech pancernych i psa". W pewnym momencie podeszła do niego, by poprosić o autograf, a on - choć od razu wpadła mu w oko - nie miał dla niej czasu.
Aktor wydał się jej, jak wspominała po latach, apodyktycznym potworem. Przyjęła jednak jego zaproszenie na spektakl w Komedii, w którym grał główną rolę.
Uwiodły ją jego... książki
Po przedstawieniu Danuta poszła za kulisy, by pogratulować Zdzisławowi świetnego występu. Powiedział jej wtedy, że wygląda jak Marilyn Monroe, po czym zapytał, czy wybierze się z nim na randkę. Odmówiła.
"Marilyn Monroe też była piękną kobietą, ale lubiła intelektualistów" - miał stwierdzić, ale nie przekonał ją, by się z nim umówiła.
Leśniak był wtedy, w połowie lat 70., jedną z najbardziej lubianych gwiazd "Podwieczorku przy mikrofonie". Danuta uwielbiała ten program. Z czasem zaczęła też uwielbiać Zdzisława, a w końcu zgodziła się przyjąć jego zaproszenie na kawę.
Aktor zaproponował, by spotkali się w jego mieszkaniu. Była oszołomiona jego liczącym ponad dziesięć tysięcy wolumenów księgozbiorem.
"Uwiodły mnie jego książki" - żartowała w rozmowie z "Życiem na gorąco".
"A jego odkrywałam pomału. Jego szlachetność, ciepło, bogatą i silną osobowość" - dodała.
Ukochana była przy nim do końca
Niespełna trzy lata po pierwszym spotkaniu na planie "Koncertu" Zdzisław i Danuta pobrali się.
Przeżyli razem ćwierć wieku.
"Przy nim czułam się spełnioną i kochaną kobietą. Kupował mi kwiaty, maskotki... Uczył się dla mnie poematów, które recytował mi podczas spacerów" - wspominała Danuta Leśniak w cytowanym już wywiadzie.
"Największe szczęście mojego życia, że mogłam dojrzewać przy kimś takim jak on" - wyznała.
Pod koniec lat 80. Zdzisław Leśniak musiał zrezygnować z pracy.
"Ciężka choroba zabrała go filmowi, telewizji i teatrowi, ale nie poddał się walkowerem. Walczył do końca" - napisała żona aktora w poświęconym mu rozdziale internetowej "Encyklopedii Teatru Polskiego".
Stan Zdzisława pogarszał się z miesiąca na miesiąc. Choroba Parkinsona w końcu przejęła kontrolę nad jego ciałem. Mówił, że tylko miłość Danusi trzyma go przy życiu.
Żona opiekowała się nim do ostatnich dni.
"Zdziś wiedział, że odchodzi na zawsze. Prosił, żeby ułożyła sobie życie z wartościowym człowiekiem. I tak się stało" - opowiadała po śmierci ukochanego "Życiu na gorąco".
"Polski Chaplin" odszedł 22 września 2002 roku we własnym domu. Miał 72 lata.
"Był człowiekiem o niezwykłym temperamencie i fantazji. Człowiekiem prawym i skromnym. Dla mnie i przyjaciół Zdzisio pozostał w pamięci i sercu fascynującą postacią" - napisała Danuta, wspominając męża na łamach "Encyklopedii Teatru Polskiego".









