Nowy rok szkolny zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim wracają sprawdziany, kartkówki i stres przed wywiadówkami. Nie wszyscy znani aktorzy wspominają czasy szkolne jako pasmo sukcesów. Wśród aktorskiej elity są tacy, którzy wagarowali, dostawali najniższe oceny, zmieniali szkoły albo musieli powtarzać klasę. Nie zniszczyło im to życia, a dziś ich nazwiska zna cała Polska.
Stefan Friedmann wyleciał z liceum. Maturę zdał za drugim razem
Stefan Friedmann zaczął występować przed kamerą bardzo wcześnie i zdecydowanie lepiej czuł się na planie filmowym niż w szkolnej ławce. Miał zaledwie 14 lat, gdy zagrał w "Godzinach nadziei". Przed osiągnięciem pełnoletności wystąpił jeszcze w "Warszawskiej syrence", "Kaloszach szczęścia" i "Miejscu na ziemi". Do tego miał stałą rolę Gienka w radiowych "Matysiakach".
Przy tak napiętym grafiku pogodzenie pracy z nauką z pewnością nie było łatwe. Nauczyciele nie zamierzali jednak traktować nastoletniej gwiazdy łagodniej niż pozostałych uczniów. Największą zmorą przyszłego aktora okazała się matematyka.
Friedmann zawalił rok, musiał powtarzać klasę, a następnie został wyrzucony z warszawskiego VI Liceum Ogólnokształcącego im. Tadeusza Reytana. Ostatecznie przyjęło go XXXIV Liceum im. Karola Świerczewskiego, dzisiejsze LO im. Miguela de Cervantesa.
Na tym jego edukacyjne kłopoty się nie skończyły. Maturę zdał dopiero za drugim podejściem. Po latach wyznał, że długo było mu z tego powodu wstyd.
- Sprawiłem tym przykrość rodzicom i dziewczynie - wspominał.
Co ciekawe, historia w pewnym sensie powtórzyła się w przypadku egzaminu aktorskiego. Uprawnienia zawodowe Friedmann również zdobył za drugim razem, eksternistycznie. Szkolne niepowodzenia nie przeszkodziły mu później stworzyć dziesiątek ról filmowych, teatralnych i radiowych.
Bartosz Opania powtarzał klasę. "Nie należałem do orłów w nauce"
Bartosz Opania także musiał powtarzać klasę, ale w jego przypadku problemy nie wynikały wyłącznie z braku chęci do nauki. Aktor zmagał się z dysleksją, dysortografią i dyskalkulią. Był również leworęczny, co w czasach jego dzieciństwa nie zawsze spotykało się ze zrozumieniem nauczycieli.
- Nie należałem do orłów w nauce, ale większość moich problemów wynikała z tego, że jestem dyslektykiem, dysortografikiem i dyskalkulikiem, w dodatku leworęcznym - tłumaczył w jednym z wywiadów.
Zaległości narastały, aż w końcu Opania został wyrzucony ze szkoły. Bardzo przeżyła to jego matka.
- Wylała morze łez, kiedy dowiedziała się, że nie poradziłem sobie w szkole - wspominał.
Przyszły aktor zdołał jednak zmobilizować się, nadrobić materiał i zdać maturę. Wiedział, że bez świadectwa dojrzałości nie będzie mógł ubiegać się o przyjęcie na wymarzone studia aktorskie. Dopiął swego i ukończył warszawską szkołę teatralną.
Adam Woronowicz oblał matematykę i musiał powtarzać klasę
Adam Woronowicz dorastał na białostockim Osiedlu Przydworcowym. W jego przepełnionej szkole nauka odbywała się na trzy zmiany, więc zdarzało mu się wracać do domu późnym wieczorem. On sam zresztą znacznie chętniej niż do zeszytów zaglądał do sklepu muzycznego, gdzie godzinami odsłuchiwał rockowe nowości z pirackich kaset.
Był ministrantem, ale - jak sam przyznawał - wcale nie oznaczało to, że należał do wyjątkowo grzecznych chłopców.
- Byłem ministrantem. W ogóle wszystkich ministrantów u nas w parafii było chyba ze 300. Nie musieli mnie namawiać, strasznie chciałem. Absolutnie nie kłóciło mi się to z tym, że na co dzień byłem niezłym łobuziakiem - opowiadał po latach.
Woronowicz wolał biegać z kolegami po osiedlu, niż ślęczeć nad książkami. W końcu zawalił matematykę i musiał powtarzać klasę. Znacznie bardziej niż szkolne równania fascynowały go muzyka i kino. Ogromne wrażenie zrobiły na nim "Gwiezdne wojny", które zobaczył w białostockiej "Syrenie".
Z czasem osiedlowy łobuziak odnalazł swoją drogę. Ukończył warszawską szkołę teatralną i został jednym z najbardziej cenionych polskich aktorów.
Magdalena Schejbal trzy razy zmieniała liceum. W końcu ją wyrzucono
Magdalena Schejbal jako dziecko była nieśmiała, ale w okresie dojrzewania przeszła sporą metamorfozę.
- Z nieśmiałej dziewczynki przeistoczyłam się w osobę otwartą na świat - wspominała.
Wraz z pewnością siebie przyszedł czas buntu. Przyszła aktorka trzy razy zmieniała liceum, eksperymentowała z wyglądem, a ogolona głowa zdecydowanie nie pomagała jej w kontaktach z nauczycielami. W trzeciej klasie uzbierała aż 120 nieusprawiedliwionych godzin.
- W trzeciej klasie szkoły średniej zostałam wyrzucona ze szkoły za brak dyscypliny i ogłady. Prawdopodobnie jednak gdybym nie wyglądała tak, jak wyglądałam, skutki mogłyby być łagodniejsze - oceniała po latach.
Schejbal nie zdała również z fizyki i zaczęła się obawiać, czy w ogóle uda jej się przystąpić do matury. Marzyła wówczas o dziennikarstwie, ostatecznie jednak poszła w ślady rodziców i została aktorką.
Dorota Naruszewicz z renomowanego liceum trafiła do zawodówki
Wyjątkowo krętą drogę do matury przeszła Dorota Naruszewicz. Początkowo dostała się do jednego z najlepszych warszawskich liceów - szkoły im. Jana Zamoyskiego. Zawaliła jednak pierwszą klasę. Kiedy po raz drugi próbowała ją ukończyć, poszło jej jeszcze gorzej i została usunięta ze szkoły.
- Wyrzucono mnie z jednego z najlepszych liceów w Warszawie. Trafiłam do szkoły zawodowej. Myślałam, że to porażka, a okazało się początkiem czegoś ważniejszego - wyznała po latach.
Ponieważ żadne inne liceum nie chciało jej przyjąć, rozpoczęła naukę w Zasadniczej Szkole Zawodowej Rzemiosł Artystycznych. Zdobyła zawód tkacza maszynowo-ręcznego, ale nie zrezygnowała z marzeń o maturze. W tym czasie zakochała się, a uczucie - zamiast odciągnąć ją od nauki - dodało jej siły do walki.
- Moje dni wyglądały tak: 5:15 - pobudka. Autobus na dworzec. 7:15 - pociąg z Dworca Śródmieście do Józefowa. 8:00 - praktyki. 16:00 - koniec zajęć dziennych w Józefowie. 16:00-21:00 - wieczorowa szkoła w Warszawie. W jednej puszczali mnie wcześniej, w drugiej przymykali oko na spóźnienia. Tak przez dwa lata. Oj, to nie były łatwe lata... - relacjonowała.
Naruszewicz zdała w końcu maturę eksternistycznie, a potem dostała się do szkoły teatralnej. Dziś nie wstydzi się swojej wyboistej edukacji. Przeciwnie - jest z niej dumna.
- Powtarzam moim córkom: z każdej porażki można się podnieść. Mamy prawo się potknąć i błądzić. Nie musimy iść prostą drogą, by dojść do celu - przekonuje.
Aktorka jakiś czas temu skierowała również ważne słowa do młodzieży rozpoczynającej kolejny rok nauki:
- Twoja droga nie musi być prosta. Ważne, żeby się nie zatrzymywać.
Patrycja Soliman nie zdała do ósmej klasy. "Wagarowałam i pyskowałam nauczycielom"
Patrycja Soliman nie próbuje upiększać swoich szkolnych wspomnień. Otwarcie przyznaje, że jako nastolatka dawała się nauczycielom mocno we znaki.
- Wagarowałam i pyskowałam nauczycielom. Byłam okropna. Moją mamę regularnie wzywano do szkoły - mówiła w jednym z wywiadów.
Jej bunt przybrał takie rozmiary, że nie zdała do ostatniej klasy szkoły podstawowej.
- Nie zdałam do ósmej klasy, a to już jest wyczyn, żeby kiblować w podstawówce. W którymś momencie wyrzucono mnie ze szkoły - wspominała.
Trudno byłoby wtedy przypuszczać, że sprawiająca problemy wychowawcze dziewczyna zostanie cenioną aktorką teatralną. Soliman ukończyła Akademię Teatralną w Warszawie, występowała na ważnych stołecznych scenach i zdobyła uznanie również dzięki rolom filmowym oraz serialowym.
W szkole ponosili porażki. Później odnieśli sukces
Historie Stefana Friedmanna, Adama Woronowicza, Doroty Naruszewicz czy Patrycji Soliman mają wspólny mianownik. Każde z nich potknęło się na szkolnej drodze, lecz żadne nie pozwoliło, by jedna oblana klasa, zła ocena czy decyzja nauczycieli przesądziła o całym życiu.
I chyba właśnie słowa Doroty Naruszewicz są najlepszą puentą tych historii: "Twoja droga nie musi być prosta. Ważne, żeby się nie zatrzymywać". Bo świadectwo z czerwonym paskiem może być powodem do dumy, ale jego brak z pewnością nie jest wyrokiem na przyszłość.














