Znalazł sposób na uniknięcie piekła. Nie do wiary, co planował
Rafał Cieszyński - Mariusz z "Barw szczęścia" i Gibalski z "Ojca Mateusza" - w dzieciństwie najbardziej bał się diabła. Straszyły go nim mama i babcia, gdy psocił. Aktor nie kryje, że to właśnie z obawy przed "tym z rogami" chciał zostać kościelnym. "Myślałem, że praca w kościele zapewni mi bezpieczeństwo" - wspomina.
Rafał Cieszyński spędził dzieciństwo w Rypinie, ale od najmłodszych lat wiedział, że nie zostanie tam na zawsze.
Ojciec często powtarzał mu, że świat stoi przed nim otworem, ale w pogoni za sukcesem nie może zapominać o tym, co naprawdę ważne, a więc o tym, że warto być przyzwoitym.
Mama i babcia, gdy nabroił, straszyły go diabłem.
"Byłem żywym, psotnym dzieckiem. Mama, kiedy żadne argumenty już do mnie nie docierały, ostrzegała mnie, że przyjdzie 'ten z rogami' i mnie zabierze" - opowiadał w wywiadzie dla "Tele Tygodnia".
"Raz powiedziałem jej, że się zabezpieczę i zostanę kościelnym. Myślałem, że praca w kościele zapewni mi bezpieczeństwo. Do kapłaństwa brakowało mi powołania, do bycia organistą zdolności muzycznych. Funkcja kościelnego wydała mi się wystarczająca, by uniknąć piekielnego ognia" - żartował.
Rafał doskonale pamięta podwórko na swoim osiedlu. Jeździł po nim z zawrotną prędkością na rowerze albo wspinał się po rusztowaniach stojących przy nowo budowanych blokach.
"Tata wziął mnie kiedyś na bok i mówi: 'Synek, tak nie wolno, bo jak spadniesz, to będzie masakra'" - wspominał podczas jednej z wizyt w "Dzień Dobry TVN".
Ojciec, choć srogi i wymagający, nigdy na niego nie krzyczał, spokojnie tłumaczył mu, że pewnych rzeczy po prostu nie wolno robić.
Aktor przechowuje w albumie ze zdjęciami fotografię, na której tata wznosi go do góry, a on cieszy się, że lata. W zeszłym roku zabrał ojca do tunelu aerodynamicznego, by razem z nim oderwać się od ziemi.
"Wzbiliśmy się do góry" - pochwalił się w sieci.
Mamę z kolei zaprosił na przejażdżkę motorem.
"Dowiedziałem się, że nigdy nie jechała motocyklem. Zatem śmigamy na mały spacerek i mrożoną kawkę" - napisał pod kadrami ze wspólnej wyprawy.
O mamie Rafał Cieszyński mówi, że jest jego osobistym aniołem na ziemi.
"Kocha jak nikt inny na świecie. Jej największym pragnieniem jest moje szczęście" - wyznał w cytowanym już wywiadzie.
To ona wpoiła mu wartości, którymi wciąż kieruje się, idąc przez życie. Zawsze wspierała go, zachęcała, by podążał za marzeniami. Odziedziczył po niej urodę, skromność, pracowitość i wytrwałość w dążeniu do celu.
O ile młodsza siostra aktora, Natalia, była typową córeczką tatusia, jemu zawsze bliżej było do mamy. Dziś, pytany, czego go nauczyła, twierdzi, że przede wszystkim patrzenia na świat przez różowe okulary.
"Od dziecka byłem raczej optymistycznie nastawiony do życia. Im dłużej żyję w optymizmie, tym mocniej utwierdzam się w tym, że to dobra droga" - stwierdził w rozmowie z Regionalnym Portalem Informacyjnym Beskidzka24.pl.
Odtwórca roli Mariusza Karpiuka w "Barwach szczęścia" dorastał w Polsce lat 80., kiedy o wielu rzeczach można było tylko marzyć. Mama potrafiła wyczarować dla niego dosłownie wszystko.
Gdy pod wpływem filmu "Top Gun" zapragnął zostać pilotem myśliwca, podarowała mu przerobioną ze swojego płaszcza "amerykańską" kurtkę z naszywkami, które dostał od kolegi mającego rodzinę za oceanem. Synowi gotowa była podarować nawet gwiazdkę z nieba. Wymagała tylko, żeby dobrze się uczył, z szacunkiem odnosił się do innych ludzi i nikomu nie wyrządzał krzywdy.
W 2007 roku Rafał poślubił w Las Vegas Alżbetę Lenską. Niedługo potem stanął u jej boku przed ołtarzem w kościele św. Anny na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, by ponownie przysiąc, że nigdy jej nie opuści.
Rodzice aktora pokochali jego wybrankę jak córkę. Razem z synem modlili się, gdy w maju 2018 roku Alżbeta trafiła na stół operacyjny, a jej życie zawisło na cienkim włosku.
Rafał stara się jak najczęściej odwiedzać mieszkających w Rypinie rodziców.
"Rodzina to ostoja, bezpieczna przystań" - napisał.