Dariusz Siatkowski w latach 80. cieszył się opinią jednego z najzdolniejszych polskich aktorów swojego pokolenia. Zanim - tuż przed trzydziestką - zagrał Pawła Zawadę w "Koglu-moglu", miał już na koncie wiele ciekawych ról i uchodził za wschodzącą gwiazdę rodzimego kina i teatru. On sam wcale jednak nie marzył o sławie.
Jako nastolatek planował zdobyć tytuł inżyniera i zrobić karierę w branży budowlanej. Dopiero tuż przed maturą w koszalińskim Technikum Drogowym zdecydował, że nie będzie budował dróg i mostów, lecz poświęci się aktorstwu.
Do krakowskiej PWST dostał się za pierwszym podejściem, a cztery lata później triumfował na II Ogólnopolskim Przeglądzie Sztuk Dyplomowych Szkół Teatralnych w Łodzi. Jury nagrodziło go za kreację w spektaklu "Płaszcz".
Od razu po ukończeniu studiów 24-letni Dariusz Siatkowski dostał propozycję pracy w łódzkim Teatrze im. Jaracza. Złożył mu ją dyrektor Bohdan Hussakowski, który szybko poznał się na talencie młodego aktora.
"Kogel-mogel" przyniósł mu sławę. Po latach mówił o "przekleństwie"
Na kierowanej przez Hussakowskiego scenie Dariusz Siatkowski stworzył swoje najlepsze kreacje, które przyniosły mu dwie Złote Maski i wiele innych prestiżowych nagród.
Gdy w 1988 roku na ekrany polskich kin wszedł "Kogel-mogel", w którym zagrał Pawła Zawadę, krytycy filmowi nie szczędzili mu pochwał, a widzowie pokochali przystojnego absolwenta SGGW.
Sukces filmu Romana Załuskiego oraz nakręconej rok później drugiej części - "Galimatias, czyli kogel-mogel II" - nie sprawił jednak, że aktor został obsypany kolejnymi propozycjami. Po latach wyznał, że rola Zawady okazała się jego "przekleństwem".
"Reżyserzy trochę boją się mnie obsadzać, bo ciągle kojarzę się wszystkim z Pawłem. Nie wiem, czy kiedykolwiek się od niego uwolnię" - stwierdził w wywiadzie dla "Filmu".
Aktor skarżył się, że nawet kiedy występował w sztukach Szekspira, po jego wejściu na scenę z widowni dobiegały szepty: "O, to Paweł z 'Kogla-mogla'".
"Przejawiał upodobanie do ról wyrazistych, ludzkie emocje frapowały go silniej niż ludzkie śmiesznostki. Mężczyźni chorzy na miłość byli mu bliżsi od słodkich kochasiów. Męska siła była podstawową barwą w jego aktorskim instrumentarium" - pisał o nim w "Poczcie aktorów polskich" Witold Filler.
Pilnie strzegł prywatności. "Moją miłością jest teatr"
Dariusz Siatkowski bardzo strzegł swojego życia prywatnego. Rzadko udzielał wywiadów, a jeśli godził się na rozmowę z dziennikarzami, zastrzegał, że będzie mówił wyłącznie o swoich rolach.
Wiadomo, że przez całe życie był singlem. Twierdził, że najbardziej ceni niezależność i wolność oraz że nie nadaje się do związków.
"Moją miłością jest teatr" - powiedział w rozmowie z "Dziennikiem Łódzkim" po premierze sztuki "Klaustrofobia", której realizacją w 2005 roku zadebiutował jako reżyser.
Wśród znajomych miał opinię człowieka niezwykle serdecznego, ale zamkniętego w sobie.
"Trudno pisać o nim 'był', ale dziś nie można już inaczej. Pozornie mroczny, skrywał w sobie wiele ciepła i wrażliwości" - napisał o nim w "Dzienniku Łódzkim" Michał Lenarciński, gdy 13 października 2008 roku dyrekcja Teatru im. Jaracza w Łodzi poinformowała media o przedwczesnej i niespodziewanej śmierci 48-letniego aktora.
Liczył, że serial odmieni jego karierę
Tuż przed śmiercią Dariusz Siatkowski po raz kolejny musiał zmierzyć się z Pawłem Zawadą, od którego - jak sądził - wreszcie udało mu się uwolnić.
Latem 2008 roku niemal wszystkie stacje telewizyjne w Polsce wyemitowały komedię Załuskiego z okazji 20. rocznicy jej premiery. Jubileusz "Kogla-mogla" sprawił, że dziennikarze znów zasypywali Siatkowskiego pytaniami o film i rolę, która przed laty uczyniła go gwiazdą.
Tymczasem aktor od kilku miesięcy wcielał się w detektywa w serialu "Fala zbrodni" i wierzył, że właśnie ta rola pozwoli mu rozpocząć nowy rozdział zawodowego życia. Nie zdążył. Wystąpił zaledwie w siedmiu odcinkach.
Dariusz Siatkowski zmarł podczas pracy przy "Fali zbrodni". Jego ciało znaleziono w pokoju hotelowym w Tuszynie, gdzie został zakwaterowany przez produkcję.
Wokół jego śmierci do dziś krążą legendy
Choć od śmierci Dariusza Siatkowskiego minęło prawie 18 lat, okoliczności jego odejścia wciąż budzą zainteresowanie. Dodatkowe pytania wywołała informacja, że akta sprawy, zawierające m.in. wyniki badań toksykologicznych, opinie biegłych i zeznania znajomych aktora, zaginęły.
Według pojawiających się w mediach informacji prokuratura wykluczyła udział osób trzecich, a śmierć aktora miała nastąpić wskutek zatrzymania krążenia po zażyciu zbyt dużej dawki leków na przeziębienie. Okoliczności te nie zostały jednak oficjalnie i jednoznacznie potwierdzone.
Dariusz Siatkowski spoczął na Cmentarzu Komunalnym w rodzinnym Koszalinie. Choć stworzył dziesiątki ról teatralnych i filmowych, dla milionów widzów na zawsze pozostał Pawłem Zawadą z "Kogla-mogla" - bohaterem, od którego przez lata próbował się uwolnić.










