Załamał się, gdy lekarze kazali mu zakończyć karierę. Walczył do końca

Andrzej May - niezapomniany Stanisław Połaniecki z "Rodziny Połanieckich" - słynął z tego, że gra tylko to, co chce grać. Aktor odrzucał nawet role, o które wręcz bili się jego koledzy. Nie chciał poświęcać aktorstwu więcej czasu, niż było to absolutnie niezbędne. Nie zależało mu na karierze, bo nade wszystko cenił spokój.

Zanim w 1978 roku Andrzej May zagrał rolę życia, czyli Stanisława Połanieckiego w "Rodzinie Połanieckich", miał już na koncie udział w kilku filmach, kilkunastu spektaklach Teatru Telewizji i w pierwszym odcinku "Stawki większej niż życie".

Mało kto wie, że to właśnie jego reżyserzy "Stawki" - Janusz Morgenstern i Andrzej Konic - wybrali do roli Klossa. Odmówił im, bo rola wydawała mu się mało interesująca, a poza tym był akurat zajęty w teatrze.

"Teatr to miejsce, w którym czuję się najlepiej" - wyznał w rozmowie z "Ekranem".

Reklama

Chciał studiować dziennikarstwo, ale odmówiono mu indeksu

Niewiele brakowało, by Andrzej May nigdy nie zdecydował się na aktorstwo.

"Kiedy w 1953 roku ukończył kaliskie Liceum im. Tadeusza Kościuszki, postanowił, że zostanie dziennikarzem. Egzaminy wstępne na dziennikarstwo zdał pomyślnie, nie został jednak przyjęty na uczelnię" - wspominał na łamach "Gazety Poznańskiej" jego bratanek, Wojciech May.

19-letni Andrzej, żeby po tym, jak odmówiono mu indeksu, nie pójść w kamasze, zatrudnił się jako tokarz w kaliskiej Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego. Gdy nadszedł czas kolejnego naboru na studia, postanowił spróbować swoich sił na egzaminach do łódzkiej Filmówki. Dostał się za pierwszym podejściem.

Będąc jeszcze studentem, Andrzej zagrał dwie role - Sypniewskiego w "Krzyżu Walecznych" i Czarnego w "Zamachu" - które przyniosły mu sławę, jakiej mogli mu pozazdrościć koledzy z wydziału aktorskiego.

Po dyplomie, który obronił w 1958 roku, May związał się najpierw z Teatrem Klasycznym w Warszawie, potem ze scenami w Koszalinie i Szczecinie, aż w końcu wrócił do Łodzi.

"W Teatrze Nowym - odnalazł swoje miejsce i swój czas. Tam, pomiędzy 1968 a 1981 rokiem, powstały jego najlepsze kreacje" - twierdzi Wojciech May.

Nigdy nie mówił w wywiadach o rodzinie, choć była dla niego priorytetem

Gdy w 1981 roku Andrzej May objął posadę dyrektora Teatru Dramatycznego w Elblągu, miał już za sobą udział w serialu "Rodzina Połanieckich" oraz jego kinowej wersji zatytułowanej "Marynia".

Popularność, jaka spadła na niego po premierze ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza, wcale go nie cieszyła. Kariera nie była dla niego ważna. Priorytetem była rodzina.

Aktor dwukrotnie stawał na ślubnym kobiercu. W sierpniu 1958 roku ożenił się z aktorką Różą Czaplewską, ale ich małżeństwo nie było udane i po kilkunastu latach zakończyło się rozwodem.

Szczęście Andrzej May znalazł w Szczecinie. "Wylądował" tam w 1984 roku, wkrótce po tym, jak zrezygnował z kierowania elbląską sceną.

Alicja pracowała jako kierowniczka literacka szczecińskiego Teatru Polskiego. May zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia i z wzajemnością, ale ani jemu, ani jej nie spieszyło się do ślubu. Pobrali się 25 czerwca 1993 roku, zaledwie pięć miesięcy przed śmiercią aktora.

Andrzej May nigdy nie mówił w wywiadach o życiu prywatnym. Nie wiadomo nawet, czy miał dzieci.

We wspomnieniach bratanka aktora pojawia się "syn Jacek", ale żadne oficjalne źródła nie potwierdzają, że Jacek May (nieżyjący już architekt i samorządowiec) był synem Andrzeja.

Z kolei "Słownik bibliograficzny teatru polskiego" podaje, że gwiazdor "Rodziny Połanieckich" miał córkę Danutę.

Musiał zrezygnować z pracy, bo po wylewie był częściowo sparaliżowany

Dekadę po zagraniu roli życia w "Rodzinie Połanieckich" Andrzej May miał wylew.

"Lekarze powiedzieli mu wtedy, że czas się wycofać. Burczał poirytowany, że nie będzie siedział w domu, że woli, żeby go szlag trafił na scenie" - wspominał Wojciech May w wywiadzie dla "Gazety Poznańskiej".

Aktor nie chciał słuchać lekarzy. Dopiero po drugim wylewie, po którym był częściowo sparaliżowany, musiał zrezygnować z pracy. Nie mógł się pogodzić z odejściem z teatru, z końcem aktorstwa, reżyserii.

Walczył o odzyskanie sprawności do końca.

"Walczył z chorobą, ze sobą, kto wie, z czym jeszcze. Mogąc prowadzić samochód tylko jedną sprawną ręką, potrafił wybrać się w podróż ze Szczecina do Łodzi" - opowiadał jego bratanek.

Po trzecim udarze Andrzej May nie odzyskał przytomności. Zapadł w śpiączkę, a dwa tygodnie później - 7 grudnia 1993 roku - odszedł. 

Źródło: AIM
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL