Za niski i za brzydki na aktora? Przez lata nie mieli dla niego litości

Jerzy Rogalski - niezapomniany porucznik Jaszczuk z "07 zgłoś się" i Antoni Tosiek z "Plebanii" - od dziecka wiedział, co chce robić w życiu. Choć wszyscy wmawiali mu, że jest za niski i za brzydki na aktora, uparł się, że będzie grał. Występuje już ponad pół wieku i ani myśli przestać.

Jerzy Rogalski nie kryje, że nigdy nie miał wątpliwości, jaki zawód chciałby wykonywać, by praca była dla niego przyjemnością. Już jako kilkuletni chłopak postanowił, że będzie aktorem.

Po maturze - na wszelki wypadek - zdawał na dwie uczelnie: do szkoły teatralnej i na politechnikę. Egzamin na wydział aktorski łódzkiej Filmówki prawie zawalił z powodu dykcji i rytmiki.

"Profesor od rytmiki postawił mi dwóję, ale reszta komisji po moim występie leżała pod stołem ze śmiechu. Przyjęli mnie warunkowo" - wspominał po latach w rozmowie z "Dziennikiem Wschodnim".

Reklama

Koledzy ze studiów nie mieli dla niego litości

Jerzy był najniższy i najmłodszy na roku. Miał niespełna 160 centymetrów wzrostu i zaledwie 18 lat, gdy zdobył indeks, po który przyjechał do Łodzi... traktorem.

"Przyjechał traktorem, żeby zostać aktorem" - śmiali się z niego znajomi.

Koledzy nie mieli dla pochodzącego ze wsi chłopaka litości. Raz, tuż przed końcem semestru, ukradli mu indeks, więc musiał od nowa zebrać wszystkie podpisy wymagane do zaliczenia.

Jerzy Rogalski nie bez dumy mówi dziś, że był bardzo dobrym studentem. Żartuje, że miał wielkie szczęście, bo na zajęcia wojskowe - obowiązkowe wtedy na wszystkich uczelniach w Polsce - chodził ze studentami reżyserii: Maciejem Wojtyszko, Tomaszem Zygadło, Andrzejem Titkowem i Jerzym Sztwiertnią. Kolegował się też z Krzysztofem Kieślowskim i Januszem Zaorskim, którzy obsadzili go w swoich etiudach szkolnych - Kieślowski w "Koncercie życzeń", Zaorski w "Spowiedzi".

Odmówił zagrania kultowej później roli

Zanim Jerzy Rogalski obronił dyplom, miał już na swoim koncie role w filmach "Jak rozpętałem drugą wojnę światową" i "Pejzaż z bohaterem". Wkrótce po ukończeniu studiów zagrał w "Chłopach" (w filmie i w serialu wcielił się w brata Jagny) oraz w wielkim hicie początku lat 70. "Wiosna panie sierżancie" i telewizyjnej ekranizacji "Lalki".

W pierwszych latach po studiach Jerzy grał tak dużo, że zdarzało mu się odmawiać przyjęcia roli. Kiedy w 1984 roku Krzysztof Szmagier zaprosił go do udziału w "07 zgłoś się", był bardzo zajęty w teatrze, a poza tym wydawało mu się, że granie milicjanta może sprawić, że widzowie go znienawidzą.

"W tamtych czasach społeczeństwo nie kochało milicji. Zaryzykowałem jednak, choć w ogóle nie wiedziałem, jak grać porucznika Jaszczuka. Krzysztof Szmagier powiedział mi, że mam tak grać, żeby sąsiad, z którym byłem w serdecznych stosunkach, narobił mi na wycieraczkę, jak zobaczy mnie na ekranie" - wspominał aktor w rozmowie z "Tele Tygodniem".

Dobrze czuł się na drugim planie

Występ w bijącym rekordy serialu sprawił, że Jerzy Rogalski niemal z dnia na dzień stał się... antygwiazdą.

"Zdarzało się, że po premierze serialu na ulicy ludzie okazywali mi pogardę. Teraz mam wyrzuty sumienia, że zagrałem Jaszczuka tak, jak zagrałem. To była satyra na milicję" - stwierdził podczas spotkania w studiu TVP Seriale z okazji jubileuszu 40-lecia "07 zgłoś się".

Aktorowi udało się za to skraść serca widzów rolami Staśka Kolasy w "Koglu Moglu" i - kilkanaście lat później - Tośka w "Plebanii". Nigdy nie miał żalu, że reżyserzy obsadzają go w rolach drugoplanowych i epizodycznych, bo tak naprawdę nie zależało mu na masowej popularności. Uważał i wciąż uważa, że nie występy przed kamerą, ale na scenie, są najważniejsze.

Prowincjusz zakochany we wnukach

Jerzy Rogalski od początku kariery konsekwentnie trzyma się z daleka od warszawskich teatrów.

"Jestem prowincjuszem" - żartuje w wywiadach.

Po studiach grał na scenach Koszalina, Słupska, Szczecina i Płocka, a w 1976 roku dostał angaż w lubelskim Teatrze im. Juliusza Osterwy, któremu wierny jest do dziś i w którym poznał kobietę swojego życia - fryzjerkę Elżbietę, z którą wziął ślub i doczekał się dwójki dzieci: syna Dominika i córki Aleksandry.

"Rodzina jest dla mnie najważniejsza. Raduję się moimi dziećmi, wnuczętami: Agatką i Joasią oraz Jankiem, który kończy studia. Ktoś mnie kiedyś spotkał wieczorem i mówi: 'No tak, Rogalski, skończyło się aktorowanie, zaczęło się dziadkowanie'. Sam nie wiem, co przyjemniejsze" - powiedział w najnowszym wywiadzie.

"Chciałbym jeszcze trochę pożyć i być zdrowym na ciele, umyśle i na duchu. Żeby doczekać, jak dorosną moje wnuki" - wyznał na łamach "Dziennika Wschodniego". 

Choć Jerzy Rogalski od kilku lat jest już emerytem, wciąż pracuje w teatrze (na spektakle przyjeżdża na rowerze) i chętnie przyjmuje role w serialach i filmach. Niedawno widzieliśmy go w gościnnym epizodzie w jednym z odcinków "Na sygnale" i w roli Leona Łowatorskiego w serialu "Frost" oraz w filmie "Las".

Źródło: AIM
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL