Wiedziała, że mąż ją zdradza. Odpłacała mu pięknym za nadobne
Helena Norowicz - jedna z najstarszych aktywnych zawodowo polskich aktorek, znana m.in. z kultowej "Stawki większej niż życie" i "Na Wspólnej" - przez sześćdziesiąt lat kochała tego samego mężczyznę. Mariana Pysznika (pamiętamy go z roli Gravesa w "Klanie") wciąż, choć minęło już sześć lat od jego śmierci, nazywa miłością swojego życia, mimo że zdarzało się jej przyprawiać mu rogi. On też nie był święty - doczekał się nawet dziecka z dziewczyną, z którą ją zdradzał.
Helena Norowicz bardzo przeżyła śmierć męża. Gdy Marian Pysznik odszedł, długo nie umiała odnaleźć się w świecie bez niego.
"To bardzo dotkliwe stracić kogoś, z kim było się tyle lat" - powiedziała "Vivie!", a zapytana, czy można "oswoić" nieobecność kogoś, kogo kochało się przez ponad sześć dekad, stwierdziła, że jest to bardzo trudne, ale jednak możliwe.
"Mnie bardzo pomogło to, że w czasie naszego małżeństwa sporo czasu spędzaliśmy osobno. Ale czuję się bardzo samotna" - wyznała.
Helena Norowicz i Marian Pysznik poznali się podczas studiów na wydziale aktorskim łódzkiej Filmówki. On od razu stracił dla niej głowę, ona przez wiele miesięcy go ignorowała, bo podobał się jej ich starszy kolega z uczelni.
"Tamten był żonaty. Starał się zawsze przy mnie być. Zauważyła to pani prorektor i powiedziała: 'Helena, nie zawracaj sobie nim głowy, rozejrzyj się na swoim roku, pomyśl o Marianie'" - opowiadała aktorka na łamach "Twojego Stylu".
Marian Pysznik przez dwa lata zabiegał o uwagę Heleny, zanim w końcu znalazł drogę do jej serca. Gdy zachorowała, odwiedzał ją w akademiku, interesował się stanem jej zdrowia, całe godziny siedział przy jej łóżku.
"Rozczulał mnie" - wspominała Norowicz w cytowanym już wywiadzie.
"Na naszym roku studiowały zaledwie cztery dziewczyny, a że Helena była wśród nich najśliczniejsza, to mogła przebierać w chłopakach jak w ulęgałkach. Ja nie miałem wątpliwości, że żadna inna się do niej nie umywa" - wyznał mąż aktorki w rozmowie z "Panią".
Gdy w 1958 roku Helena i Marian odbierali dyplomy ukończenia Filmówki, od paru miesięcy byli już małżeństwem. Wierzyli, że spędzą ze sobą resztę życia i tak też się stało.
"Żeby wytrwać ze sobą tyle lat, potrzeba mądrości, i muszę przyznać, że większość tej mądrości jest tutaj po stronie kobiety. Żona potrafiła zrozumieć mnie, bardziej prymitywnego, i miała sporo tolerancji dla wyskoków zapaleńca" - powiedział Pysznik pod koniec życia w rozmowie z "Panią".
Helena Norowicz, dopiero gdy owdowiała, zdecydowała się wyznać prawdę o swym małżeństwie.
"Nasz związek był trochę dziwny. Byliśmy bardzo do siebie przywiązani, ale to nie przeszkadzało Marianowi w nawiązywaniu flirtów i romansów. A ja go nie kontrolowałam. Mówiłam, że jesteśmy ludźmi wolnymi i jeżeli chcemy być ze sobą, to będziemy" - opowiadała dziennikarce Onetu.
91-letnia Helena Norowicz nie kryje, że zdarzało się jej przyprawiać mężowi rogi, ale usprawiedliwia się tym, że odpłacała mu tylko pięknym za nadobne.
"W pewnym momencie poczułam się przez Mariana opuszczona, próbowałam wchodzić w jakieś układy z innymi mężczyznami, ale trudno to nazwać romansami" - powiedziała "Vivie!".
Aktorka umówiła się z mężem, że jeśli któreś z nich uzna, że nie jest im razem po drodze, powie o tym drugiemu.
"Kiedyś byliśmy krok od rozstania, ale rozważyliśmy jego cenę i postanowiliśmy regenerować miłość" - wspominała, goszcząc w podcaście "Świat Gwiazd".
"W pewnym momencie pojawiła się taka dziewczyna, która urodziła mu dziecko. To raczej była wpadka. Ja powiedziałam, że on ma wszelkie prawa tym dzieckiem się zajmować i być ojcem" - wyznała Mateuszowi Szymkowiakowi.
Marian Pysznik nie zamierzał zostawić żony dla matki jego córki. Uznał, że jednak Helena jest dla niego najważniejsza. Był z nią aż do śmierci. Odszedł 20 lutego 2020 roku.