Dariusz Wieteska nie owijał w bawełnę. Z charakterystycznym poczuciem humoru opowiedział fanom, jak wyglądała jego droga do obecnej formy. Nie obiecywał błyskawicznych rezultatów ani cudownych metod. Wręcz przeciwnie - podkreślił, że jego przemiana to efekt konsekwencji i wielu lat systematycznej pracy.
To właśnie jemu zaufał. Efekty mówią same za siebie
To właśnie pod okiem Marcina Łopuckiego - utytułowanego kulturysty, trenera personalnego, a prywatnie męża Katarzyny Skrzyneckiej - aktor od lat pracuje nad swoją formą.
Wieteska nie ma wątpliwości, że właśnie regularna praca z doświadczonym szkoleniowcem pozwoliła mu osiągnąć obecny wygląd.
- Wystarczyło chodzić na siłownię od 2011. A od 6 lat ćwiczyć pod okiem trenera Marcina Łopuckiego. A! No i odstawiłem pieczywo, a cappuccino zamieniłem na czarną kawę - napisał z przymrużeniem oka.
Nie tylko mięśnie. Największą zmianę odczuł gdzie indziej
Aktor zaznaczył, że nowa sylwetka nie jest dla niego najważniejsza. Znacznie bardziej ceni poprawę kondycji, większą ilość energii i lepsze samopoczucie. Przyznał również, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.
- Jeszcze dużo pracy przede mną, ale kondycja skoczyła - wyznał.
Jak podkreślił, warto trenować nie tylko dla wyglądu, ale przede wszystkim dla zdrowia i dobrego samopoczucia.
Fani nie mogli przejść obok tego obojętnie
Wpis aktora szybko przyciągnął uwagę internautów. Wielu doceniło nie tylko imponującą metamorfozę, ale także jego szczerość i dystans do siebie.
Na zakończenie aktor zwrócił się także bezpośrednio do swoich obserwatorów z krótkim pytaniem:
- Ćwiczysz trochę czy masz w planach?
Wieteska nie obiecuje cudów i nie sprzedaje recepty na idealną sylwetkę. Pokazuje coś znacznie trudniejszego - że najlepsze efekty rodzą się z cierpliwości. Skoro sam przyznaje, że wciąż ma przed sobą kolejne cele, niewykluczone, że fani "Na sygnale" zobaczą go w jeszcze lepszej formie.










