Jerzy Duszyński był u szczytu sławy, gdy nagle przestał dostawać główne role. Filmowcy nie mieli dla niego propozycji, choć filmy z jego udziałem przyciągały do kin miliony widzów.
"Widocznie popyt na amantów minął. Pozytywni bohaterowie przestali być potrzebni" - stwierdził w rozmowie z "Ekranem".
Był amantem. Nie nadawał się do grania robotników
Załamanie kariery "Duszka", bo tak nazywali go przyjaciele, zbiegło się w czasie z jego rozwodem z Hanką Bielicką. Aktorka tłumaczyła po latach, że Jerzy "przepadł", bo nie pasował do czasów, w jakich przyszło mu żyć.
"Nie jego winą było, że nie nadawał się na bohatera robotniczo-chłopskiego. Za swoją urodę zapłacił w zawodzie ogromną cenę" - powiedziała w rozmowie z autorem książki "Jerzy Duszyński. Sława i przemijanie", Markiem Gałęzowskim.
Podobnego zdania była Danuta Szaflarska, która zagrała z Jerzym w kilku filmach.
"Zaszkodziła mu uroda. To był bardzo zdolny aktor, ale postrzegano go jedynie jako amanta. Nie nadawał się do grania robotników, a na takie postaci było zapotrzebowanie" - tłumaczyła w wywiadzie dla "Życia Warszawy".
Sam Duszyński przypuszczał, że zrujnował sobie karierę decyzją, by nie wstępować do rządzącej Polską Ludową partii, choć był do tego usilnie namawiany.
"Odmówienie życzeniu władz, wyznających zasadę 'kto nie z nami, ten przeciw nam', musiało oznaczać kłopoty" - twierdzi biograf aktora.
Dzięki drugiej żonie spełniło się największe marzenie aktora
Kilka lat po rozstaniu z Hanką Bielicką Jerzy Duszyński zakochał się w młodszej o 20 lat Helenie Urbaniak. Poznał ją w legendarnym SPATiF-ie, gdzie pracowała jako kelnerka.
"Przeżywał bardzo trudny okres zawodowy, pogłębiony niepowodzeniami w życiu prywatnym. Z perspektywy czasu myślę, że nasze spotkanie musiało nastąpić, bo byliśmy sobie potrzebni, żeby wzajemnie się wspierać i łagodzić przykre przeżycia lat poprzednich" - opowiadała po latach, wspominając początki swojego związku z aktorem na kartach cytowanej już książki.
W 1964 roku Helena została drugą żoną Jerzego, a rok po ślubie urodziła mu wymarzonego syna.
Marcin był dla ojca całym światem. Aktor poświęcał synowi cały swój czas i uwagę.
"Jerzy był w Marcinie nieprzytomnie zakochany. Syn odnowił jego życie" - wspominała Helena Duszyńska.
Nie doczekał premiery swojego ostatniego filmu
Na pierwszą po rozwodzie z Hanką Bielicką dużą rolę filmową Jerzy Duszyński czekał prawie ćwierć wieku. W 1977 roku Jerzy Kawalerowicz obsadził go w roli Józefa Piłsudskiego w dramacie "Śmierć prezydenta".
Później zagrał jeszcze w kultowej komedii Stanisława Barei "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" i w jednym odcinku serialu "Doktor Murek". Niestety, nie doczekał premiery żadnej z tych produkcji. Zmarł 23 lipca 1978 roku. Miał zaledwie 61 lat.
Kilka tygodni przed śmiercią aktor zasłabł nagle po nagraniach "Podwieczorku przy mikrofonie" i trafił do szpitala. Badania wykazały, że ma nowotwór płuc. Helena była akurat w Stanach Zjednoczonych, a 12-letni Marcin na letnim obozie. Jerzym opiekowała się siostra Irena i... Hanka Bielicka.
"Jak tylko dowiedziałam się, że jest chory, zaraz pojechałam do szpitala. Zaproponowałam, że zabiorę go do siebie, ale nie chciał" - wyznała w autobiografii "Uśmiech w kapeluszu".
Po pogrzebie Jerzego jego żona Helena zdecydowała się na dobre opuścić Polskę. Poleciała razem z synem do Ameryki. Zamieszkali na Florydzie.
Jedyny syn "Duszka" skończył studia inżynierskie na uniwersytecie w Wisconsin, a na początku lat 90. wrócił do kraju, ożenił się, doczekał córki i dwóch synów.







