Stanisława Celińska urodziła się na warszawskiej Pradze dwa lata po wojnie. "Za wcześnie, w nie najlepszym momencie życia rodziców. Ojciec szybko umarł. Nie miałam rodzeństwa" - wspominała.
Z pierwszymi latami życia kojarzyły się jej przede wszystkim głód i wszy. Dopiero po przeprowadzce na wieś odżyła.
"Babcia Janeczka wybiła mi wszy, zapuściła warkocze. Zajęła się mną i mamą. Wieś z jej urokami była wspaniała, ale rwałam się do miasta, do ruchu. Byłam szczęśliwa, kiedy mama - skrzypaczka - zaczęła grać w orkiestrze Domu Wojska Polskiego i dostała mieszkanie w stolicy" - opowiadała aktorka w wywiadzie-rzece.
Kto zaraził ją miłością do aktorstwa?
Stanisława miała 10 lat, gdy na podwórku kamienicy przy Smolnej założyła teatr. Codziennie odgrywała przed koleżankami inną sztukę. Sama je wymyślała...
Pierwszą "prawdziwą" rolę zagrała już dwa lata wcześniej, po pierwszej komunii. W jasełkach, które w salce parafialnej przy kościele na Chłodnej wystawiała jej katechetka, wcieliła się w Heroda.
Po premierze napisała w pamiętniku: "Chcę być aktorką, ale mam taki niski głos. Może jak będę mniej mówić, to mi ścienieje".
Niedługo po 12. urodzinach Stanisława przeczytała książkę o Helenie Modrzejewskiej i postanowiła, że będzie jak ona. Zapisała się do kółka teatralnego, które w domu kultury na Żoliborzu prowadziła żona Romana Kłosowskiego, Krystyna.
"Była cudownym pedagogiem i zaraziła mnie aktorskim bakcylem dosyć poważnie" - wspominała ją w swojej książce. "Potem dostałam się na zajęcia aktorskie do Pałacu Młodzieży, a w końcu wylądowałam w szkole teatralnej" - dodała.
Wiodło się jej i w sprawach zawodowych, i w prywatnych
Na egzamin do stołecznej PWST Stanisława Celińska przygotowała kilkanaście tekstów. Twierdziła po latach, że ten egzamin był dla niej kwestią życia i śmierci. Odetchnęła z ulgą, gdy zobaczyła swoje nazwisko na liście przyjętych na studia aktorskie.
Natychmiast po ukończeniu szkoły teatralnej Stanisława dołączyła do zespołu warszawskiego Teatru Współczesnego, a Andrzej Wajda powierzył jej rolę Niny w "Krajobrazie po bitwie". Po premierze filmu okrzyknięto ją nadzieją polskiego kina i wręcz zasypano kolejnymi propozycjami.
Wiodło się jej również w życiu prywatnym. Co prawda mężczyzna, za którego planowała wyjść za mąż, zostawił ją i wyjechał do Szwecji, ale szybko o nim zapomniała... w ramionach Andrzeja Mrowca. Poznała go w 1971 r. na planie "Wesela", które Lidia Zamkow reżyserowała dla Teatru Telewizji.
"Ujął mnie, gdy pewnego razu czekał na mnie kilka godzin pod salą, gdzie ćwiczyłam rolę. Ćwiczyłam i ćwiczyłam, a on czekał, bo umówiliśmy się, że pójdziemy do kina. Kiedy wyszłam, kina były już zamknięte, ale on postanowił odprowadzić mnie z Woronicza na Żoliborz, gdzie mieszkałam" - wspominała w wywiadzie-rzece.
Zdarzało jej się grać "pod wpływem"
Andrzej zrezygnował dla niej z posady wykładowcy w krakowskiej szkole teatralnej oraz etatu w Teatrze im. Juliusza Słowackiego i przeprowadził się do Warszawy.
"Ślub mieliśmy w kościele Zbawiciela przy placu Zbawiciela w Warszawie" - opowiadała aktorka. "Potem Wajda zaproponował mi rolę Kaśki w 'Weselu', ale odmówiłam, bo postanowiłam sobie, że 'Wesele', podczas którego poznałam męża, będzie moim jedynym" - wyznała.
Wkrótce po ślubie Stanisława Celińska urodziła syna Mikołaja, dwa lata po nim córkę Aleksandrę. Tymczasem grała rolę za rolą i, jak mówiła, zaczęła tracić kontrolę nad swoim życiem.
"Łączenie obowiązków zawodowych z życiem prywatnym przerosło mnie. Żeby sobie z tym poradzić, zaczęłam sięgać po alkohol. Pozwalał mi zapomnieć, że mam coraz więcej różnych spraw na głowie. Nim się spostrzegłam, byłam już na dnie" - opowiadała po latach.
Zdarzało się jej grać "pod wpływem", zdarzało się, że nie pojawiała się na planie czy na próbie. Dostawała coraz mniej ofert pracy, aż w końcu jej telefon zamilkł. "Wydawało mi się, że zawsze będę cudna, młoda, śliczna, i że będą propozycje. A jak zaczęłam zawalać, urwało się to i tamto" - mówiła.
Największą radość dawało jej śpiewanie
Stanisława Celińska nie kryła, że nie pamięta pięciu lat swojego życia, w czasie których rozpadło się jej małżeństwo. Dokładnie za to pamiętała dzień, w którym przestała pić.
"Modliłam się: 'Boże, odejmij to ode mnie'. I Bóg mnie wysłuchał. Nie leczyłam się... Zostało mi to 'odjęte' któregoś pięknego dnia po wielu próbach, modlitwach, błaganiach" - wspominała.
Ostatni raz sięgnęła po kieliszek 26 lipca 1988 roku. Od tamtej pory unikała nawet perfum produkowanych na bazie spirytusu.
Po pokonaniu choroby i rozwodzie Stanisława Celińska wróciła do tego, co od najmłodszych lat sprawiało jej największą radość - do śpiewania.
Miała 16 lat, gdy zgłosiła się do programu telewizyjnego "Dziewięciu najlepszych". Zaśpiewała wtedy "Malowaną lalę" i wygrała. Zaraz po studiach zwyciężyła w konkursie "Debiutów" na festiwalu w Opolu.
Pół wieku później nagrała płytę "Atramentowa", a zaraz potem album "Malinowa", za który dostała Fryderyka. O przemijaniu, nadziei i miłości śpiewała własnymi słowami. "W tekstach, które piszę, jestem prawdziwa ja" - deklarowała.
Potrzebowała tylko chwili odpoczynku
Bilety na koncerty "Naszej Stasi", jak nazywali ją widzowie i słuchacze, sprzedawały się na pniu.
Na maj 2026 roku miała ich zaplanowanych kilka. To nic, że wyjeżdżała na scenę na wózku inwalidzkim i miała coraz mniej siły na niekończące się bisy... Mówiła, że będzie śpiewała, dopóki ludzie będą chcieli jej słuchać.
"Te koncerty i praca nad nową płytą trochę mnie kosztują. Czuję się młodo, ale to już nie to, co kiedyś. Chcę dalej pisać piosenki i śpiewać je ludziom. To mnie napędza. Ważne, by w życiu czuć się potrzebnym. Ja czuję się potrzebna dzięki muzyce" - wyznała kilka tygodni przed śmiercią na łamach "Więzi".
Mimo że aktorka przeczuwała, że jej czas na tym świecie się kończy, myślała, że ma go jeszcze trochę. "Już nie mogę biegać i szaleć, za to mój mózg znajduje się obecnie w lepszym stanie niż dekady temu. Jestem znacznie szczęśliwsza teraz, niż kiedy miałam dwadzieścia lat" - opowiadała w cytowanym już wywiadzie. "Muszę zwolnić. Potrzebuję tylko chwili odpoczynku" - dodała.
Operacja kręgosłupa miała pomóc jej ponownie stanąć na nogi. Wróciła na scenę, ale na krótko, bo tym razem serce zaczęło odmawiać jej posłuszeństwa. Pod koniec kwietnia Stanisława Celińska dostała zapaści i trafiła do szpitala. 12 maja 2026 r., dwa tygodnie po swoich 79. urodzinach, odeszła.










