Filip Łobodziński trafił do filmu dzięki ważnemu poleceniu
Zanim pojawił się przed kamerą, Łobodziński miał już doświadczenie w dubbingu. Tam poznała go Zofia Dybowska-Aleksandrowicz, która później została drugim reżyserem filmu "Abel, twój brat".
Kiedy Janusz Nasfeter kompletował młodą obsadę, to właśnie ona wskazała mu Łobodzińskiego.
"Zaproponowała mu mnie moja ciotka Zofia Dybowska-Aleksandrowicz" - wspominał po latach aktor.
Historia nie była jednak tak prosta, jak mogłoby się wydawać. Łobodziński musiał przejść zdjęcia próbne i przekonać do siebie Nasfetera. Dopiero wtedy otrzymał rolę Karola Matulaka.
O pokrewieństwie dowiedział się dopiero na planie
Najbardziej zaskakujące wydarzyło się już podczas realizacji filmu. Dybowska-Aleksandrowicz powiedziała chłopcu, że jest jego daleką ciotką.
Wcześniej o tym nie wiedział. Rodzice również zachowali tę informację dla siebie.
Reżyserka poprosiła go też, by nie rozpowiadał o pokrewieństwie. Obawiała się, że ktoś mógłby uznać, że chłopiec dostał rolę wyłącznie dzięki rodzinnej znajomości.
"Nie mów o tym nikomu, bo posądzą mnie o kumoterstwo" - miał wtedy usłyszeć.
Jednocześnie zapewniła go, że ostatecznie zdecydował jego występ podczas prób. Nasfeter miał być pod wrażeniem tego, jak chłopiec radzi sobie przed kamerą.
Po "Ablu" wszystko potoczyło się błyskawicznie
Debiut otworzył Łobodzińskiemu drzwi do kolejnych produkcji. Wkrótce pojawił się jako Duduś Fąferski w "Podróży za jeden uśmiech", a następnie zagrał w "Poszukiwanym, poszukiwanej" Stanisława Barei oraz w "Stawiam na Tolka Banana".
W latach 70. należał, razem z Henrykiem Gołębiewskim, do najbardziej znanych młodych aktorów w kraju.
Paradoksalnie nie planował jednak związać całego życia z aktorstwem. Film traktował bardziej jako niezwykłą przygodę niż przyszły zawód.
Zobacz również:
Mógł zostać aktorem, wybrał zupełnie inną drogę
Po zakończeniu szkoły Łobodziński poszedł na iberystykę. Później zajął się tłumaczeniami, muzyką i dziennikarstwem.
Po latach próbował jeszcze wrócić przed kamerę. Zapisał się nawet do agencji aktorskiej, ale propozycje, które otrzymywał, były do siebie bardzo podobne. Miał grać... dziennikarzy.
Wtedy uznał, że nie ma potrzeby wracać do zawodu tylko po to, by na ekranie wykonywać właściwie to samo, czym zajmował się na co dzień.
Kariera, która zaczęła się od przypadkowego polecenia i rodzinnej tajemnicy, ostatecznie pozostała więc tylko jednym z kilku zupełnie różnych rozdziałów jego zawodowego życia.











