Ta sama żona już od pięćdziesięciu lat. To jej zawdzięcza, że wciąż żyje

Jerzy Bończak już pół wieku idzie przez życie u boku tej samej kobiety. Ewę, która w 1976 roku została jego żoną, przedstawiła mu znana telewizyjna gwiazda - nieżyjąca już gospodyni teleturnieju "Wielka gra" Stanisława Ryster. Od razu wpadli sobie w oko, ale musiało minąć kilka miesięcy, zanim zrozumieli, że nie potrafią bez siebie żyć.

Jerzy Bończak miał 23 lata, gdy dostał propozycję dołączenia do zespołu stołecznego Teatru Rozmaitości. Jedną z pierwszych ról, jakie zagrał na scenie przy Marszałkowskiej, był Connor w spektaklu "Hultaj", który trafił na afisz 19 listopada 1972 roku.

Ten dzień okazał się dla świeżo upieczonego absolwenta warszawskiej szkoły teatralnej bardzo szczęśliwy. Na bankiecie po premierze sztuki Andrzeja Jareckiego Jerzy poznał kobietę, która okazała się miłością jego życia.

"Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Kiedy podszedł do mnie i poprosił o numer telefonu, bez wahania mu go dałam. Czekałam potem, aż zadzwoni, ale nie zadzwonił" - wspominała Ewa Bończak w poświęconych aktorowi "Kulisach sławy".

Reklama

Jerzy Bończak od początku był zauroczony Ewą

Na premierę "Hultaja" Ewa wybrała się w towarzystwie swojej koleżanki z telewizji Stanisławy Ryster. Pracowały w redakcji rozrywki, lubiły się, często chodziły razem do teatru.

Gospodyni "Wielkiej gry" znała Jerzego i to właśnie ona przedstawiła go Ewie tamtego wieczoru, nie przypuszczając, że ich znajomość będzie miała ciąg dalszy.

Parę miesięcy później Ewa i Jerzy spotkali się na korytarzu w gmachu TVP. Aktor ponownie poprosił swą nową znajomą o numer. Po latach wyznał, że celowo nie odezwał się do Ewy po ich pierwszym spotkaniu, choć od początku był nią zauroczony.

"Wydawało mi się, że człowiek odkrywający się natychmiast jest przegrany, nie ma szans na dalszym etapie" - tłumaczył "Tele Tygodniowi", dodając, że był bardzo zainteresowany kontynuowaniem znajomości z Ewą, ale chciał to rozegrać tak, by nie zostać od razu przez nią zdominowanym.

"W końcu i tak wzięła mnie pod pantofel. Jest głową naszej rodziny" - żartował w rozmowie z "Gazetą Olsztyńską".

Oświadczył się na pierwszej randce, ale wcale nie spieszyło mu się do ożenku

Po spotkaniu na Woronicza Jerzy Bończak wiedział już, że Ewa to dziewczyna, na którą czekał. Zaproponował, by wybrała się z nim na spacer do Królikarni i podczas randki oznajmił jej, że zamierza ją poślubić. Przyjęła oświadczyny, ale uznali, że nie ma się co spieszyć ze ślubem, który przecież nic by w ich życiu nie zmienił.

Dopiero kiedy ponad trzy lata później okazało się, że zostaną rodzicami, zdecydowali się zalegalizować swój związek.

"Ewie na tym zależało. Rozumiałem, że ślub da jej poczucie bezpieczeństwa, więc zostaliśmy małżeństwem" - mówił aktor w programie TVN.

Na ślubnym kobiercu stanęli w 1976 roku, tuż przed tym, jak na świecie pojawił się Piotr. Po urodzeniu syna Ewa podjęła decyzję, że poświęci się macierzyństwu i domowi. Osiem lat później rodzina powiększyła się o Anię.

Tuż po ślubie Jerzy Bończak znalazł się - jako aktor - w dołku. Po świetnym starcie w zawodzie po prostu przestał dostawać jakiekolwiek role. Winą za to obarczył ślubną obrączkę.

"Kiedy ją założyłem, jak nożem uciął, skończyły się dla mnie propozycje pracy. Nikt nie zadzwonił. Zdjąłem obrączkę i następnego dnia posypały się oferty" - wspominał w rozmowie z autorką książki "Zacisza gwiazd".

Poprosił wtedy Ewę, by pozwoliła schować mu obrączkę do szuflady. Do dziś ją tam trzyma.

Stracił kontrolę nad swoim życiem. Dla żony podjął walkę o siebie

Praca odciągała Jerzego od rodziny, a stres związany z kolejnymi premierami doprowadził go do wyczerpania fizycznego i psychicznego. Odreagowywał, zaglądając do kieliszka. Niestety, zanim zdążył się zorientować, stracił kontrolę nad piciem.

Był moment, że Ewa chciała zabrać dzieci i uciec jak najdalej od męża. Bała się, że tkwiąc w małżeństwie z osobą uzależnioną, zmarnuje sobie życie. Aktor podjął walkę o siebie i wygrał ze swoimi demonami. Jest trzeźwy już ponad ćwierć wieku.

"Rzuciłem to świństwo z pomocą lekarzy" - przyznał w "Uwadze".

Kiedy dzieci państwa Bończaków były już nastolatkami, Ewa wróciła do pracy. Otworzyła butik. Postanowiła też wybudować dom. To zadanie jednak ją przerosło.

"Gdyby nie interwencje Jurka, budowa skończyłaby się fiaskiem. Przeżyliśmy kilka okropnych miesięcy w kurzu, smrodzie wapna i z ciągłą obecnością budowlańców. To był koszmar dla całej rodziny. Ale warto było" - wyznała w cytowanym już wywiadzie.

Tym, co Ewie spędzało kiedyś sen z powiek, były cotygodniowe wypady Jerzego na Mazury. Aktor praktycznie każdą wolną chwilę spędzał, siedząc z wędką nad jeziorem, co doprowadzało ją do szału. W końcu uznała, że powinni całą rodziną przenieść się w okolice Olsztyna. Znaleźli wymagający kapitalnego remontu domek w Naterkach i w ciągu jednego lata zmienili go w przepiękną letnią rezydencję.

Do dziś jest to ich ukochane miejsce na ziemi.

Chce jak najdłużej cieszyć się wnuczętami

Z Naterkami wiążą się, niestety, także nieprzyjemnie wspomnienia - to właśnie tu w 2011 roku serce Jerzego na chwilę się zatrzymało.

Aktor miał 61 lat, gdy otarł się o śmierć. Tylko dzięki Ewie, która natychmiast wezwała pogotowie, przeżył zawał. Po operacji, której został poddany w olsztyńskim szpitalu, obiecał żonie, że będzie o siebie dbał.

Państwo Bończakowie mają za sobą wiele pięknych chwil, ale też parę ciężkich momentów, które z chęcią wymazaliby z pamięci. Na szczęście udało się im wyjść razem z życiowych zakrętów.

"W naszym małżeństwie namiętność nie wygasła. Może dlatego, że także w tej sferze nadajemy na tych samych falach" - powiedział reporterowi "Uwagi".

Jerzy Bończak już ponad dekadę temu osiągnął wiek emerytalny. Postanowił wtedy, że nieco zwolni tempo. Chce jak najdłużej cieszyć się wnuczętami, a doczekał się ich już aż czworga. Olę, Luizę, Milę i małego Gustawa nazywa swoimi najdroższymi skarbami.

Dziś dla Jerzego i Ewy najważniejsze jest, by wciąż pielęgnować uczucie i namiętność, które połączyły ich pół wieku temu. Od dawna już nie wyobrażają sobie życia bez siebie.

Źródło: AIM
Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Bończak
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL