Szapołowska wspomina PRL. Tak zarabiała w trudnych czasach
Grażyna Szapołowska przez lata była symbolem klasy i ekranowej charyzmy. Dla wielu widzów pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy polskiego kina. Jej kariera pełna jest ról, które zapisały się w historii, ale za tym sukcesem kryje się mniej znana, bardziej wymagająca codzienność.
W jednym z wywiadów aktorka wróciła do momentów, które dziś mogą zaskakiwać. Okazuje się, że zanim osiągnęła stabilizację zawodową, musiała radzić sobie w realiach, które niewiele miały wspólnego z blaskiem reflektorów.
Początki dorosłego życia Szapołowskiej przypadły na okres, w którym codzienność bywała wyzwaniem. Mieszkała w niewielkiej miejscowości, w domu ogrzewanym piecem, gdzie brakowało podstawowych surowców.
Jak wspominała, ogromne wsparcie dawała jej mama, która podjęła trudną decyzję, by pomóc córce w opiece nad dzieckiem: "Moja mama zrezygnowała z pracy kosztem niższej emerytury, ale poszła za mną i opiekowała się Kasią".
Warunki nie były łatwe. Aktorka nie ukrywała, że zimą brakowało opału, a życie toczyło się w bardzo skromnych realiach: "Mama siedziała w tym Pustelniku zimnym, bo nie było koksu, był trudno dostępny".
W takich momentach liczyła się każda pomoc i każda decyzja podejmowana była z myślą o przetrwaniu trudniejszego czasu.
Choć dziś kojarzona jest z elegancją, Szapołowska nie ukrywa, że w przeszłości podejmowała różne działania, by zapewnić sobie stabilność. Jednym z nich były wyjazdy zagraniczne, które dawały szansę na dodatkowy zarobek.
Podczas pracy na Węgrzech, razem z inną aktorką, przywoziła do Polski produkty, które w kraju były trudno dostępne. Wspominała to bez upiększeń:
"To był ciężki czas, zima. Z Jadzią Jankowską grałyśmy wtedy na Węgrzech i przywoziłyśmy salami, ten papier toaletowy i pieluchy z Węgier do naszego kraju".
To właśnie takie działania pozwalały przetrwać okres, gdy dochody z pracy artystycznej nie były wystarczające.
Mimo wymagających realiów Szapołowska konsekwentnie budowała swój styl. Nawet gdy codzienność nie sprzyjała luksusowi, nie rezygnowała z elegancji.
Podkreślała, że był to świadomy wybór i forma sprzeciwu wobec otaczającej rzeczywistości: "Nosiłam sobole codziennie. To był protest przeciwko szarzyźnie, która wtedy panowała".
Czytaj też: Anna Seniuk prawie nie zagrała w "Czterdziestolatku". Powód zaskakuje