Od razu po ukończeniu studiów w krakowskiej szkole teatralnej Renata Kretówna dołączyła do zespołu Starego Teatru.
Wieczorami grała w spektaklach Andrzeja Wajdy, Jerzego Jarockiego i Krystiana Lupy, a w ciągu dnia nagrywała piosenki, z którymi później jeździła na festiwale i przeglądy.
Renata Kretówna: po drugim rozwodzie wyjechała z kraju
Renata Kretówna nigdy nie kryła, że na estradzie czuje się lepiej niż na scenie, więc gdy dyrektor stołecznej Syreny zaproponował jej angaż, bez wahania porzuciła Kraków.
W Warszawie jednak nie dostawała ról, o jakich marzyła. Nic dziwnego, że kiedy dostała z Pagartu ofertę czteroletniego kontraktu na występy na Zachodzie, nie zastanawiała się ani chwili.
W Polsce nic Renaty Kretówny nie trzymało. Oba jej małżeństwa - z kompozytorem Januszem Stroblem i aktorem Andrzejem Nowakowskim - rozpadły się, a że nie miała żadnego nowego mężczyzny na oku, wyruszyła na podbój Europy ze swoimi recitalami złożonymi z piosenek Edith Piaf, Dalidy i Lizy Minnelli.
Na przełomie lat 80. i 90. polska gwiazda na dłużej zakotwiczyła na Sardynii, gdzie poznała uroczego Włocha, który gotów był zrobić wszystko, by ją uszczęśliwić.
Giuseppe okazał się idealnym kandydatem na męża. Gdy oświadczył się Renacie, od razu usłyszał upragnione "tak". Niestety, do ślubu nie doszło.
Renata Kretówna: Włosi ją uwielbiali, a ona tęskniła za Polską
Tydzień przed wyznaczoną datą ślubu narzeczony aktorki zginął w wypadku samochodowym.
Renata długo nie mogła się z tym pogodzić. Była pewna, że nigdy już się nie zakocha. Tymczasem kilka miesięcy po śmierci Giuseppe w jej życiu pojawił się starszy od niej o dekadę Sardyńczyk Alessandro - trener młodzieżowej drużyny piłkarskiej.
Alessandro poprosił, by za niego wyszła, ale nie czuła do niego tego, co do poprzednich swoich partnerów. Zamiast miłości zaoferowała mu przyjaźń, a zaraz potem wróciła do Polski.
"Tęskniłam za krajem. Cóż z tego, że w Italii byłam sławna, występowałam w najlepszych piano-barach, publiczność przyjmowała mnie wspaniale? Z jednej strony czułam się wolna jak ptak. A z drugiej - odczuwałam wielką, przytłaczającą wręcz samotność" - wspominała w rozmowie z "Retro".
Renata Kretówna: nigdy nie użalała się nad sobą i swoim losem
W Polsce doskonale pamiętano Renatę. Od razu dostała rolę Maryni Kirłowej w ekranizacji "Nad Niemnem", a jej kariera znów nabrała tempa.
Na początku XXI wieku zagrała m.in. w "Klanie", "Plebanii", "M jak miłość", później także w "Kryminalnych" i "Na dobre i na złe". Nagrała również dwie płyty.
Kretówna wspomina, że zawsze miała problem z określeniem, kim właściwie jest - aktorką czy piosenkarką.
"Trudno to rozdzielić. Najlepiej pasuje do mnie określenie 'aktorka, która śpiewa'. Kiedyś wydawało mi się, że poświęcę się wyłącznie estradzie, ale doszłam do wniosku, że pogodzenie śpiewania z aktorstwem jest najlepszym rozwiązaniem" - tłumaczyła w wywiadzie dla "Gazety Olsztyńskiej".
W 2016 roku Kretówna dostała wylewu podczas spektaklu "Zdążyć przed Panem Bogiem", w którym grała. Prosto ze sceny trafiła do szpitala, ale nie spędziła w nim dużo czasu. Bardzo szybko wróciła do pracy.
"Użalanie się nad sobą to nie mój styl. Jestem optymistką, co pozwala mi zachować młodość, energię i czerpać radość z każdego dnia" - powiedziała "Życiu na gorąco".
"Wierzę, że wszystko, co najlepsze, jeszcze przede mną. Wciąż nie powiedziałam ostatniego słowa" - stwierdziła 77-letnia aktorka i wokalistka.
Zobacz też: Na ekranie rodzeństwo, prywatnie zakochani. Wywołali obyczajowy skandal










