Jacek Koman miał 25 lat, gdy zdecydował się opuścić Polskę na zawsze.
"Był rok 1980. Bałem się, że zatrzasną się drzwi do wolności. I rzeczywiście, rok później klatka się zamknęła" - wspominał w wywiadzie dla "Twojego Stylu".
"Uznaliśmy z bratem Tomkiem, że jeśli wyjeżdżać, to do Australii. Po kilku miesiącach dojechała moja dziewczyna Magda" - dodał.
Pierwsze małżeństwo aktora nie przetrwało próby czasu
Zanim Jacek Koman i jego brat dotarli do Perth, spędzili ponad pół roku w Wiedniu, gdzie czekali na pozwolenie na osiedlenie się w Australii.
"Po ośmiu miesiącach dostaliśmy azyl. Do dziś mam paszport z australijską wizą uciekiniera... Ambasada kupiła nam bilety w jedną stronę" - opowiadał aktor "Twojemu Stylowi".
Na początku Jacek imał się różnych zajęć, żeby zarobić na utrzymanie. Pracował na budowie, na zmywaku w restauracji, czyścił baseny, sprzedawał warzywa na targu. Jednocześnie uczył się angielskiego i studiował... medycynę.
"Po dwóch latach otrzymałem obywatelstwo. Cała rodzina je dostała, bo pobraliśmy się z Magdą i urodziła nam się córka" - powiedział w cytowanym już wywiadzie.
Jacek Koman, którego dyplom ukończenia łódzkiej Filmówki okazał się w Australii bezużyteczny, długo - jak sam mówi - udawał, że aktorstwo go nie interesuje.
"Ale w 1984 roku spotkałem dwoje polskich aktorów, którzy też tęsknili za sceną, i postanowiliśmy założyć teatr" - wspomina i dodaje, że spektakl, który zaprezentowali na festiwalu sztuki w Perth, dostał świetne recenzje.
"Tam też zobaczył mnie reżyser z Melbourne i zaproponował rolę" - mówi.
Do Melbourne Jacek Koman pojechał sam.
"Moje małżeństwo się rozpadło. Walczyliśmy z Magdą o przetrwanie, rzeczywistość nas przytłaczała. W takich warunkach kończą się największe miłości" - wyznał po latach na łamach "Twojego Stylu".
On zakochał się w niej od razu, ona dopiero po pewnym czasie
Po dołączeniu do zespołu Anthill Theatre życie zawodowe Jacka, jak sam żartuje, nabrało rumieńców. Wreszcie mógł robić to, co kochał, a w dodatku mu za to płacono.
Podczas prób do spektaklu "Chory z urojenia" Jacek Koman zakochał się w partnerującej mu Catherine McClements. Aktorka nie od razu odwzajemniła jego uczucia.
"Związaliśmy się dopiero kilka lat później" - wspominała w wywiadzie dla "The Age".
"Nasza miłość zaczęła się od teatru, ale wkrótce potem był taniec. Nadal bardzo lubimy ze sobą tańczyć" - opowiadał Koman w rozmowie z "Galą".
W 2001 roku Jacek i Catherine powitali na świecie córkę Clementine Coco, a sześć lat później ich rodzina powiększyła się o Quincy'ego.
Coco urodziła się w momencie, gdy jej ojciec grał u boku Nicole Kidman w filmie "Moulin Rouge". Wcześniej przez wiele miesięcy występował w "Hamlecie", w którym partnerował Cate Blanchett. Jeździli z tym spektaklem po całych Antypodach.
Po premierze "Moulin Rouge" Jacek Koman zaczął myśleć o powrocie do pracy w Polsce.
"Tyle lat nie pracowałem we własnym języku i zwyczajnie zatęskniłem" - wspominał w "Twoim Stylu".
W Australii praktycznie nie schodził z planów filmowych. Dopiero w 2008 roku - od razu po zakończeniu zdjęć do filmu "Australia", w którym znów zagrał z Nicole Kidman - zdecydował się przyjąć rolę w polskiej produkcji.
O żonie mówi, że jest wspaniałą partnerką
Sukces komedii romantycznej "Kochaj i tańcz" sprawił, że Jacek postanowił częściej grać w ojczyźnie.
"Polska jest teraz dla mnie nowym wyzwaniem. Chciałbym przyjechać tu z moją rodziną. Nie wykluczam, że na kilka lat" - zadeklarował po premierze filmu w marcu 2009 roku.
"Catherine już kilka razy była w Polsce. Do końca tego roku Catherine gra w serialu. A później zobaczymy" - powiedział "Gali".
Żona aktora nie zdecydowała się jednak na przeprowadzkę do Warszawy. Jacek dzieli więc swój czas między Australię, gdzie jest jego dom, a Polskę, gdzie często pracuje.
"Przez ostatnie lata wyszłoby pół na pół" - stwierdził w wywiadzie dla "Twojego Stylu".
Jacek i Catherine idą razem przez życie już 36 lat. Koman mówi o żonie, że jest nie tylko piękna, ale też niewiarygodnie mądra.
"Jest wspaniałą partnerką, co przy tak długim stażu jest ogromnie ważne" - wyznał "Twojemu Stylowi".











