Przez ponad 40 lat była wierna mężowi. Znany reżyser chciał mu ją odbić
Wanda Neumann uchodziła w latach 70. XX wieku za jedną z najpiękniejszych gwiazd polskiego kina. Była jeszcze studentką, gdy zadebiutowała w filmie "Julia, Anna, Genowefa". Stworzyła w nim przejmującą kreację, którą władze łódzkiej Filmówki potraktowały jako rolę dyplomową. Sławę przyniósł jej występ w dramacie psychologicznym "Drzwi w murze" Stanisława Różewicza. Reżyser nie krył, że Wanda to jego muza - fascynowała go i jako aktorka, i jako kobieta. Wszyscy wiedzieli, że jest nią zauroczony. Nie miał u niej jednak żadnych szans, bo była szaleńczo zakochana w swoim mężu.
Wanda Neumann przez ponad cztery dekady była żoną aktora, poety i reżysera Wiesława Nowickiego, którego poznała w czasie studiów w łódzkiej Szkole Filmowej. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia, a gdy wkrótce po dyplomie stanęli na ślubnym kobiercu, byli pewni, że spędzą ze sobą resztę życia. I tak też się stało...
Wanda i Wiesław cieszyli się opinią bardzo zgodnej i szczęśliwej pary. Doczekali się dwóch córek, założyli i przez 35 lat prowadzili razem poetycki Teatr na Przymorzu, byli nierozłączni.
Nie jest tajemnicą, że o względy Wandy Neumann rywalizował z jej mężem reżyser Stanisław Różewicz. Była na czwartym roku studiów, gdy powierzył jej niewielką, ale ważną rolę w filmie "Samotność we dwoje".
"Partnerowałam w nim Barbarze Horawiance i Mieczysławowi Voitowi. Różewicz czuł obraz, był zawsze dobrze przygotowany do każdego dnia zdjęciowego, nie improwizował. Praca z nim była przyjemnością" - wspominała aktorka po latach w rozmowie z "Trybuną".
Stanisław Różewicz był w latach 70. bardzo ważną personą w filmowym "światku". Kierował Zespołem Filmowym "Tor", kręcił film za filmem, reżyserował też spektakle Teatru TV. Kiedy kompletował obsadę do swoich kolejnych produkcji, zawsze brał Wandę pod uwagę, choć nie zawsze pasowała do roli, w jakiej ją widział.
"Chciał mnie obsadzić w głównej roli w 'Pensji pani Latter', ale byłam trochę za młoda, więc znalazł mi coś innego" - opowiadała na łamach "Głosu Wielkopolskiego", dodając, że w ekranizacji pierwszego tomu "Emancypantek" Prusa wcieliła się w pannę Malinowską.
Wanda Neumann nie kryje, że Różewiczowi zawdzięcza swą najsłynniejszą rolę. W filmie "Drzwi w murze" zagrała córkę cierpiącej na manię prześladowczą kobiety uwikłaną w romans z młodym dramaturgiem.
"Zachowałam ten film w pamięci jako ważny moment mojej aktorskiej biografii" - wyznała aktorka w cytowanym już wywiadzie.
Tak naprawdę filmowcy - oprócz zafascynowanego nią Stanisława Różewicza - nie mieli na Wandę pomysłu. Inna sprawa, że ją zawsze najbardziej pasjonował teatr.
Od razu po ukończeniu studiów aktorka i jej mąż przeprowadzili się z Łodzi do Poznania, gdzie przez trzy sezony występowali na scenie Teatru Nowego. W 1974 roku przenieśli się do Trójmiasta. W Gdańsku grali w przedstawieniach Teatru Wybrzeże i spektaklach Teatru na Przymorzu, który założyli i którym kierowali.
"Tworzyliśmy z Wiesławem dynamiczne, przebojowe artystyczne małżeństwo. Od początku naszej pracy w teatrze prowadziliśmy równolegle własną działalność artystyczną, która była naszą osobistą wypowiedzią. Realizowaliśmy monodramy, spektakle publicystyczne o treści aktualnej, kameralne spektakle poetyckie" - wspomina aktorka.
"W naszych spektaklach graliśmy po kilka ról. Występowaliśmy w nich tylko we dwójkę" - dodaje.
Gdy w maju 2012 roku Wiesław Nowicki zmarł, Wanda Neumann zdecydowała się kontynuować ich wspólne dzieło. Wydała też wiersze męża, na co namówiła ją młodsza córka.
Kilka lat temu aktorka przyjęła zaproszenie Juliusza Machulskiego i zagrała w dwóch sztukach, które wystawił na deskach Teatru Powszechnego w Łodzi.
"Moje życie jest ciągle atrakcyjne i nie pozwalam sobie na jakiś dłuższy odpoczynek. Gdy ludzie słyszą moje nazwisko, otwierają swoje umysły i serca. I zapraszają mnie do siebie. Ciągle gram, organizuję spotkania z wierszami mojego męża. Roboty mam do końca swoich dni" - powiedziała niedawno w wywiadzie dla "Głosu Wielkopolskiego".
Wanda Neumann już dawno osiągnęła wiek emerytalny (w listopadzie świętowała 80. urodziny) nie wyobraża sobie życia bez pracy. Bardzo żałuje, że nie dostaje propozycji od twórców seriali, ale rozumie, że nie jest dla nich zbyt atrakcyjna...
"Nie jestem osobą, którą się ogląda na ściankach, omawia, jak się ubrała i jak się zaprezentowała. Ja tych rzeczy nie robię i nie będę robić" - mówi.
Na małym ekranie aktorkę mieliśmy okazję oglądać m.in. jako Annę w kultowym "Radiu Romans", Niedzielską w kilku odcinkach "Na dobre i na złe", matkę Patrycji w "Sąsiadach" i matkę Basi w "Na Wspólnej".
"Jestem spełniona. Miałam szczęście działać na niwie teatralnej, ale także filmowej, spotkałam wielu inspirujących ludzi" - twierdzi aktorka.
Wanda Neumann wyznała niedawno, że tak naprawdę wcale nie miała zamiaru zostać aktorką. Jej rodzice byli przekonani, że poświęci swoje życie muzyce - chodziła do Liceum Muzycznego w Poznaniu, grała na skrzypcach, fortepianie i wiolonczeli. Pomysł, by zdawać do szkoły teatralnej, przyszedł jej do głowy tuż przed maturą.
"Siostra mojej mamy grała amatorsko w Gnieźnie i barwnie o tym opowiadała. Interesowałam się filmem i gwiazdami. Czułam, że jest mi to bliskie" - wspominała na łamach "Głosu Wielkopolskiego".
"Ojciec pojechał ze mną na egzaminy do Łodzi. Zdałam za pierwszym razem" - wyznała.
Mimo że Wanda nie została muzykiem, to jednak w tej dziedzinie także czuje się spełniona, bo miała okazję wiele razy śpiewać na scenie.
"A reszty dopełniła moja córka Ewelina Nowicka, utalentowana skrzypaczka" - twierdzi.
Obie córki Wandy Neumann i Wiesława Nowickiego już lata temu wyfrunęły z rodzinnego gniazda.
"Starsza, Dorota jest europejskim menedżerem, ma mieszkanie w Anglii, ale krąży gdzieś między Nowym Jorkiem a Kopenhagą. Młodsza, Ewelina, skończyła Hochschule für Musik und Theater w Hamburgu, występuje z najlepszymi orkiestrami na świecie" - mówi aktorka.
