Przez pięć lat codziennie kładąc się spać, myślała, że rano będzie wdową
Małgorzata Niemirska przez 35 lat była żoną Marka Walczewskiego. Aktor pod koniec życia zmagał się z okrutną chorobą, która odebrała mu wszystkie wspomnienia. "To było straszne patrzeć, jak najukochańsza osoba traci rozum" - twierdzi odtwórczyni roli Lidki z "Czterech pancernych i psa", dodając, że codziennie żegnała się z mężem, bo - kładąc się spać - nie wiedziała, czy rano wciąż będzie żył.
Gdy na początku 1974 roku 27-letnia Małgorzata Niemirska dostała propozycję zagrania w trzyczęściowym spektaklu "Desperaci" w telewizyjnym Teatrze Sensacji "Kobra", była już wielką gwiazdą. Ogromną popularność i wielką sympatię Polaków dała jej rola Lidki w serialu "Czterej pancerni i pies".
Zaproszenie do udziału w "Desperatach" przyjął też Marek Walczewski, znany wtedy głównie z przedstawień Teatru Telewizji. Aktor od razu zwrócił uwagę na młodszą o dekadę koleżankę. Bardzo mu się spodobała.
"W czasie prób Małgosia się przeziębiła, a ja, żeby ją jakoś rozweselić, rysowałem różne śmieszne rzeczy na egzemplarzu scenariusza. Potem okryłem ją swoim kożuchem. I tak już zostało" - wspominał w wywiadzie dla "Przyjaciółki".
"Poczułam jakieś ciepłe, przyjemne fluidy, kiedy siedziałam w tym kożuchu. I pomyślałam, że jego właściciel musi być bardzo dobrym człowiekiem. Nie myliłam się" - wyznała z kolei Małgorzata.
Zanim na planie "Desperatów" padł ostatni klaps, Niemirska była już po uszy zakochana w Walczewskim. Nie miała pojęcia, że Marek ma żonę. On z kolei nie wiedział, że ona jest mężatką.
Małgorzata Niemirska dopiero po latach wyznała, że gdy poznała Marka, od razu postanowiła zostawić dla niego męża. Jej małżeństwo z reżyserem Andrzejem Makowieckim od jakiegoś czasu istniało już tylko na papierze. Była w szoku, kiedy dowiedziała się, że Walczewski jest związany małżeńską przysięgą z wybitną aktorką, Anną Polony.
"Prowadził tryb życia niewskazujący na to, że jest żonaty. Tego tematu nie było między nami. Ja o tym, że on jest żonaty i z kim, dowiedziałam się, kiedy już było za późno" - opowiadała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Decyzję, by związać się na dobre i na złe, Małgorzata i Marek podjęli po zaledwie dwóch miesiącach znajomości. Zanim jednak w grudniu 1974 roku wzięli ślub, musieli zakończyć poprzednie małżeństwa.
"Rozwody są okropne, ale większym grzechem byłoby, gdybyśmy nie wykorzystali szansy, jaką dał nam los" - powiedziała po latach "Dobremu Tygodniowi".
Kiedy na jaw wyszło, że są parą, wybuchł skandal. Większość znajomych odwróciła się od nich, ale dla nich nie miało to żadnego znaczenia.
"Patrząc z perspektywy na to, czym byliśmy dla siebie, nie mogliśmy postąpić inaczej. Byliśmy dla siebie stworzeni" - wyznała aktorka w wywiadzie dla "Wyborczej.pl", wspominając początek ich związku.
Do Urzędu Stanu Cywilnego pojechali wartburgiem, którego Marek Walczewski kupił za honoraria za występy w krakowskiej Jamie Michalikowej. Uroczystość trwała 10 minut i - poza nowożeńcami i ich świadkami, reżyserką "Desperatów" Anną Minkiewicz i aktorem Jerzym Kamasem - nie było na niej nikogo.
O tym, że Małgorzata po raz drugi wyszła za mąż, nawet jej rodzice dowiedzieli się po fakcie.
Po ślubie Małgorzata i Marek zamieszkali najpierw w maleńkiej kawalerce, którą udostępnił im znajomy, później w mieszkaniu w bloku, które dostali z przydziału, a w końcu we własnym domu, którego dorobili się po 25 latach małżeństwa.
"Mam dar organizowania domu gdziekolwiek jestem, więc staram się, żeby nawet w pokoju hotelowym było ciepło i przytulnie" - opowiadała aktorka "Echu dnia".
"Ciepło i przytulnie jest wszędzie tam, gdzie jest Małgosia. Jest między nami coś, co przypomina uzależnienie. Chyba nie potrafimy już żyć oddzielnie" - twierdził Marek Walczewski.
Małgorzata i Marek, wbrew przestrogom, że na nieszczęściu poprzednich partnerów nie uda się im stworzyć trwałego związku, byli razem 35 lat, aż do śmierci aktora.
Niestety, nie dane im było zostać rodzicami, choć bardzo tego chcieli.
"Marzyliśmy o dziecku. Przeżyłam szereg ciężkich zabiegów, ale na nic to się zdało. Ktoś rodzi dziesiąte dziecko z kolei, nie chcąc go mieć, a ktoś nie ma żadnego. Tak widocznie miało być" - żaliła się Małgorzata Niemirska na łamach "Gazety Wyborczej".
"Dlatego myśmy byli dla siebie nawzajem ojcem, matką, dzieckiem. Stworzyliśmy dom, w którym byliśmy samowystarczalni. Opiekowaliśmy się sobą. On mną jak ojciec" - powiedziała Donacie Subbotko.
Marek Walczewski opowiadał w wywiadach, że ceni żonę za to, jak bardzo dba, by dobrze im się żyło.
"Ja jestem strasznym bałaganiarzem, często brakuje mi konsekwencji w tym, co robię, zapominam, o co chodzi. Biorę na siebie tylko to, co umiem, a poza zakiszeniem barszczu umiem niewiele" - żartował w rozmowie z "Echem dnia".
Problemy z pamięcią aktor zaczął mieć 20 lat po ślubie. Małgorzata Niemirska jako pierwsza to zauważyła.
Odtwórca roli komendanta Stępnia z "13 Posterunku" bardzo długo lekceważył pierwsze objawy choroby, która ostatecznie odebrała mu wszystkie wspomnienia.
"Zaczęło się od drobiazgów: niezamkniętej szuflady, niezakręconego kranu. Obracał to w żart, bagatelizował" - wspominała Niemirska w "Gazecie Wyborczej".
W 1996 roku, podczas zdjęć do spektaklu telewizyjnego "Szkarłatna litera", Marek Walczewski zapomniał tekstu, a reżyser Maciej Dejczer zrobił z tego aferę, zerwał zdjęcia i obarczył winą za to aktora. Nie miał pojęcia, że była to wina choroby.
Na pierwszą wizytę u specjalisty Marek zdecydował się dopiero gdy w 2000 roku, prowadząc samochód, niemal nie zabił siebie i żony. Diagnozy jednak wcale nie potraktował poważnie.
"Bronił się. Nie nazywaliśmy tej choroby. Mówiliśmy, że są zmiany w mózgu i trzeba brać lekarstwa. W końcu przestał odróżniać, gdzie co jest w domu. Jak już podpalił piwnicę, zalał kuchnię, spadł ze schodów, to zaczęło być groźnie" - wyznała Małgorzata Niemirska w rozmowie z "Wyborczą.pl".
W 2004 roku aktorka zdecydowała się umieścić męża w prywatnym domu opieki. Tłumaczyła, że Marek i tak nie miał już świadomości, gdzie jest, że było mu wszystko jedno, a wymagał całodobowej opieki. Żeby opłacić pobyt męża w specjalistycznym ośrodku, pracowała bez wytchnienia, grając w kilku serialach jednocześnie.
"Jeżdżąc do niego przez pięć lat, codziennie się z nim żegnałam" - opowiadała.
Aktor od czasu do czasu przypominał sobie, kim był. Brakowało mu sceny, ukłonów, braw.
"Całe życie grał i tak nagle przestał. Tak się z tym męczył, że jak do innych pacjentów przychodzili ludzie w odwiedziny, to myślał, że to publiczność" - wyznała Małgorzata po śmierci męża.
Marek Walczewski zmarł 26 maja 2009 roku. Żona była przy nim, trzymała go za rękę.
"Spojrzał na mnie, powiedział, że jestem piękna. I odszedł" - wspomina Małgorzata Niemirska.
