Zwierzał się jej z miłosnych dokonań
Hanka Bielicka i Jerzy Duszyński poznali się przed wojną podczas nauki w Państwowym Instytucie Teatralnym. Obydwoje wyróżniali się spośród studentów, choć każde z innego powodu. O nim od początku wiadomo było, że może pozbawić Aleksandra Żabczyńskiego tytułu pierwszego amanta RP. Jej zaś nie wróżono kariery w rolach dramatycznych i doradzano komedię.
Ta dwójka studentów zbliżyła się do siebie, ale długo byli tylko przyjaciółmi. Ona wysłuchiwała jego opowieści o kolejnych podbojach i w pewnym momencie poczuła, że chciałaby, żeby to o niej mówił. On zaś powtarzał, że jeśli kiedyś się ożeni, to tylko z Hanką i z czasem sam zaczął przekonywać się do tego pomysłu.
W łóżku z mężczyzną bez ślubu!?
Studia skończyli w 1939 roku i wyjechali do Wilna, by grać w tamtejszym teatrze. Towarzyszyły im koleżanki - Irena Brzezińska i Danuta Szaflarska. W Wilnie zastał ich wybuch wojny. Tę czwórkę przygarnęła pewna pani dysponująca trzypokojowym mieszkaniem. Koleżanki zadecydowały, że Hanka i Jerzy zamieszkają razem.
- Ja na to: z mężczyzną w pokoju, do tego w jednym łóżku? Czy wyście zgłupiały?! Bez ślubu ani rusz! A one myślały, że my już dawno jesteśmy kochankami - wspominała potem artystka.
W 1940 roku wzięli ślub. W ich stosunkach zmieniło się głównie tyle, że już nie opowiadał jej o swoich miłosnych podbojach. A wieść niesie, że zdradził ją już trzy dni po ślubie. - Jak wypił, to chodził na baby - mówiła po latach Hanka Bielicka o swoim byłym mężu.
- Nasze życie romantyczne było pod zdechłym Azorkiem. Istniałam tylko od pasa w górę, a w dół to były zakazane rejony. Zakończyłam małżeństwo jako półdziewica - zapewniała gwiazda.
Ich drogi zaczęły się rozchodzić
Minęła wojna, świat zaczął wracać do starego porządku, a Hanka Bielicka i Jerzy Duszyński mogli zacząć spełniać swoje zawodowe marzenia. On dzięki roli najpierw w "Zakazanych piosenkach", a potem w "Skarbie", stał się bożyszczem kobiet. Ona radziła sobie równie dobrze, rozśmieszając powojenną publiczność. Tyle że widywali się coraz rzadziej i coraz mniej ich łączyło.
-Tkwiliśmy tak długo w tym nieudanym związku, może z wygodnictwa, może z przyzwyczajenia. I tak to przyjacielskie małżeństwo trwało, niepotrzebnie i za długo, aż stało się fikcją - powiedziała w jednym z wywiadów.
I w końcu zapadła decyzja o rozwodzie.
Nie była jedyną kochanką
Był koniec lat 50. Hanka Bielicka była sama i nie planowała tego stanu zmienić. Amor miał jednak wobec niej swoje niecne plany.
W 1958 r. los postawił na jej drodze Jerzego Baranowskiego, satyryka zaangażowanego w reaktywację popularnego przed wojną programu "Podwieczorek przy mikrofonie". Bielicka miała być jedną z gwiazd programu. No i stało się. Artystka natychmiast się zakochała, a jej uczucie zostało odwzajemnione.
Jeśli wierzyć Zbigniewowi Korpolewskiemu, autorowi książki "Umarłam ze śmiechu" poświęconej Hance Bielickiej, to z Baranowskim "po raz pierwszy doznała pełnej satysfakcji. Odkrył przed nią zupełnie jej wcześniej nieznane tajniki miłości. To nagłe olśnienie uzależniło ją całkowicie od tego partnera".
Miała ta znajomość pewien minus - ukochany był żonaty. Wspólne wykradane chwile w hotelach przestały artystce wystarczać. Źle znosiła bycie tą trzecią. Zaczęła naciskać na kochanka, by się rozwiódł. I rzeczywiście w końcu to zrobił, ale nie dla niej. Okazało się, że miał na boku jeszcze jedną kochankę, która zaszła z nim w ciążę.
Dla Hanki Bielickiej był to cios w sam środek serca. Doszło do tego, że targnęła się na własne życie. Na szczęście lekarze interweniowali w porę i przeżyła.
Już jednak nikomu nie oddała serca, a jej jedyną miłością stała się praca. I tak było do samego końca. Zmarła 9 marca 2006 roku.












