Joanna Kuberska zawsze była oczkiem w głowie rodziców.
"Jestem jedynaczką i wiem, jak ludzie postrzegają i oceniają jedynaków, ale ja mam poczucie, że zostałam wychowana w dobrym balansie" - opowiadała w rozmowie z Prestige Bag News.
"Ani nie byłam w domu zagłaskiwana i chwalona za nic, ani też nie miałam tak zwanego zimnego chowu. I tak jest do dzisiaj" - dodała.
Nie chciała kontynuować rodzinnej tradycji
Aktorka od najmłodszych lat wyróżniała się urodą, ale rodzice pilnowali, żeby nawet do głowy jej nie przyszło, by zachwycać się sobą.
"Nie próbowali zrobić ze mnie 'małej miss'. Miałam normalny dom i normalnych rodziców, którzy mnie kochali, ale nie rozpieszczali. To dało mi siłę na wszystko - i na życie, i na pracę" - wspomina.
Rodzice zadbali, by Joanna w dzieciństwie nie miała czasu na nudę.
"Chodziłam do szkoły muzycznej, na jazdę konną, na lekcje pływania i języka obcego. Nie biegałam beztrosko po podwórku, ale nie uważam, że coś przez to straciłam. Miejsce na zabawę też w moim życiu było" - wyznała po latach w cytowanym już wywiadzie.
Państwo Kuberscy nie wymagali od córki, by była we wszystkim najlepsza. Dobrze się uczyła, nie sprawiała im żadnych problemów. Ufali jej i wierzyli, że ich nie zawiedzie.
Kiedy, będąc już nastolatką, powiedziała im, że nie będzie kontynuowała rodzinnej tradycji i nie zostanie - jak oni - lekarką, nie mieli do niej pretensji. Wiedzieli, że od dziecka marzy o karierze aktorki. Najważniejsze było, żeby czuła się szczęśliwa i robiła to, co kocha.
Po raz pierwszy była w teatrze, gdy miała dwa lata
Rodzice bardzo przeżyli porażkę Joanny na egzaminach wstępnych do wszystkich państwowych szkół teatralnych w Polsce. To dzięki ich wsparciu nie załamała się.
Nie mieli nic przeciwko temu, by za rok znów stanęła do walki o indeks, ale poradzili jej, żeby wykorzystała ten czas na dobre przygotowanie się do rekrutacji.
"Poszłam na wiedzę o teatrze na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poznałam teatr od innej strony, doświadczyłam uroków studiowania" - opowiadała w rozmowie z "Anywhere".
Joanna Kuberska nie kryje, że miała wątpliwości, czy ponownie zdawać do PWST. W ostatniej chwili złożyła podania do szkół teatralnych w Krakowie i Warszawie.
"W obu przeszłam do ostatniego etapu, ale zdecydowałam się na studia w stolicy. Na finał do Krakowa już nie musiałam jechać" - wspomina.
W rodzinnym domu Joanny dużo rozmawiało się o sztuce. Rodzice często chodzili do teatru i zaszczepili w córce miłość do niego.
Po raz pierwszy na spektakl do krakowskiej Groteski pojechała, gdy miała niespełna dwa lata. Jej babcia pracowała jako bileterka, po przedstawieniu zaprowadziła ją za kulisy.
"Już wtedy wiedziałam, kim chcę być, jak dorosnę" - żartuje aktorka.
Stworzyła sobie własny raj w centrum miasta
Joanna już dawno wyfrunęła z rodzinnego gniazda, ale często wraca na Podhale, gdzie się wychowała.
W Warszawie brakuje jej - jak mówi - powietrza. Ma w stolicy niewielki ogródek, w którym hoduje ukochane hortensje i rododendrony.
"Ten mój kawałek zieleni daje mi wytchnienie i spokój. Śmieję się, że zapewniłam sobie raj w centrum miasta" - powiedziała podczas wizyty w "Pytaniu na śniadanie".
Mama Joanny Kuberskiej prowadzi w Nowym Targu prywatny gabinet okulistyczny, ojciec pracuje w szpitalu w Zakopanem. Często jeżdżą razem po świecie, są szczęśliwi, gdy ich córka może im towarzyszyć.
Zobacz również:
O ojcu Joanna mówi, że jest dla niej wzorem mężczyzny, a mama kobiecości.
Z obojgiem łączy ją serdeczna przyjaźń.
"Najlepsi na świecie" - napisała pod ich wspólnym zdjęciem z jednej z podróży.





