Popularna aktorka wie, kto pomógł jej w karierze. Była w nim zakochana po uszy
Zanim Ewa Błaszczyk została studentką Andrzeja Łapickiego, podkochiwała się w nim skrycie. Nie jest tajemnicą, że aktor miał opinię „pierwszego amanta PRL-u”, a o jego romansach krążyły legendy. Spotkanie z nim w szkole teatralnej było dla Ewy spełnieniem marzeń. Nie przypuszczała, że stanie się jego ulubienicą.
Ewa Błaszczyk miała 19 lat, gdy dostała się do warszawskiej szkoły teatralnej. Dziekanem wydziału aktorskiego był wtedy Andrzej Łapicki - jeden z najpopularniejszych polskich aktorów, o którym mówiono, że potrafi zawrócić w głowie każdej kobiecie. Nie przypuszczała, że Andrzej Łapicki zwróci na nią uwagę.
W latach 60. i 70. cała Polska ekscytowała się romansami Łapickiego. Na liście aktorek, którym zawrócił w głowie, było wiele znanych nazwisk: Kalina Jędrusik, Beata Tyszkiewicz, Irena Karel, Elżbieta Czyżewska czy Anna Nehrebecka.
Wszyscy jednak wiedzieli, że dla żadnej z nich nigdy nie zdecydowałby się zostawić żony. Zofia Chrząszczewska była miłością jego życia i, choć nie był jej wierny, po każdym skoku w bok wracał do niej.
"Była i jest kapitanem portu. Przypływam do tego portu czasami z poobijanymi bokami, po sztormach, ale zawsze ten port jest. I to jest wspaniałe. Najważniejsze w życiu jest to, żeby w każdej chwili mieć przy sobie wielkiego przyjaciela. Żona jest najważniejszą osobą w moim życiu" - napisał Andrzej Łapicki w autobiografii.
Większość kobiet, które łączono z Łapickim, Ewa Błaszczyk doskonale znała z ekranu. Były jej idolkami, niedościgłymi wzorami. Nie przypuszczała, że wpływowy gwiazdor zwróci na nią uwagę. A jednak - zauroczył się nią od pierwszego wejrzenia i wcale tego nie krył.
To, że Ewa była ulubienicą dziekana, nikogo nie dziwiło. W połowie lat 70. należała do grona najzdolniejszych studentek stołecznej PWST, wróżono jej wspaniałą karierę. Jeszcze przed dyplomem zadebiutowała rolą Marianny w "Grach kobiecych" na scenie Teatru Współczesnego. Gdy w 1978 roku opuszczała mury uczelni przy ul. Miodowej, miała już na koncie poruszającą kreację w jednym z odcinków kultowych "Polskich dróg".
Tajemnicą poliszynela było, że występ w serialu oglądanym przez miliony Polaków Ewa Błaszczyk zawdzięczała Andrzejowi Łapickiemu.
Aktor przyznał po latach w swojej książce, że szepnął o Ewie dobre słowo reżyserowi Januszowi Morgensternowi i polecił ją jego uwadze. Nie krył, że była jego najzdolniejszą uczennicą. Relacja aktorki z profesorem przetrwała prawie pół dekady.
Ewa Błaszczyk była "sekretem" Andrzeja Łapickiego. Aktor robił wszystko, by o ich wzajemnej fascynacji nie dowiedziała się jego żona. "Łapicki romansował z większością ładnych aktorek, które mu partnerowały, ale zawsze kończył przygodę wraz z ostatnim ujęciem kamery. Miał zwyczaj zaraz po zamknięciu pracy nad filmem urywać nieformalne związki i powracać na łono rodziny" - napisał o aktorze Sławomir Koper w książce "Zachłanne na życie".
Ewa była wyjątkiem. Jej relacja z profesorem przetrwała prawie pięć lat. Zdecydowała się ją zakończyć, dopiero gdy zrozumiała, że Andrzej nie zostawi dla niej żony. Wkrótce po rozstaniu z Łapickim aktorka dostała niewielką rolę w filmie "Alicja" i zauroczyła się Jackiem Bromskim, który reżyserował go razem z Jerzym Gruzą.
Ewa i Jacek przez dwa lata uchodzili za jedną z najszczęśliwszych par polskiego show-biznesu, wszystko wskazywało na to, że się pobiorą. Ich związek nie przetrwał próby czasu, bo Błaszczyk poznała Jacka Janczarskiego i to on okazał się mężczyzną jej życia.
Aktorka nigdy nie zdradziła, co tak naprawdę łączyło ją ze starszym od niej o 31 lat Andrzejem Łapickim, który - co do czego nie ma wątpliwości - pomógł jej w karierze.
Zobacz też: Jedna rola zniszczyła polskiej aktorce karierę. "Pluli za mną na ulicy"