Marek Cichucki przez wiele lat należał do zespołu Teatru Nowego w Łodzi.
Pewnego dnia, pod koniec czerwca 2014 roku, miał wystąpić podczas akcji publicznego czytania tekstu sztuki Rodriga Garcii "Golgota Picnic". Wyszedł na scenę i oznajmił widzom, że "Golgota" to bełkot i dlatego wycofuje się z udziału w przedsięwzięciu.
Za decyzję, by nie firmować swoim nazwiskiem "wątpliwego artystycznie wydarzenia", aktor zapłacił bardzo wysoką cenę - został wyrzucony z pracy.
Oskarżono go o naruszenie zasad etyki zawodowej
Dyrektor Teatru Nowego, Zenon Jaskuła, oskarżył Marka o to, że - przerywając przedstawienie, w którym wcześniej zgodził się wystąpić - naruszył zasady etyki zawodowej.
Cichucki tłumaczył, że chciał tylko zaprotestować przeciwko tekstowi zawierającemu bluźnierstwa i mogącemu, jego zdaniem, obrażać uczucia religijne.
"Miałem prawo do wyrażenia własnych poglądów. Moje wcześniejsze wsparcie dla spektaklu było nieprzemyślane i nieprzygotowane" - tłumaczył w wywiadzie dla "Expressu Ilustrowanego".
Marek Cichucki był pewien, że tak naprawdę został wyrzucony z teatru nie za zerwanie przedstawienia, ale za poglądy. Postanowił pójść do sądu, a znana warszawska kancelaria zgodziła się poprowadzić jego sprawę pro bono.
"Mam wrażenie, że w Polsce zaczęła się gra w wybijanego, w której usuwa się z pracy ludzi o innych światopoglądach. To dopiero początek" - mówił w rozmowie z prowadzącym programu "Maskacjusz TV".
Sąd nakazał przywrócić go do pracy i wypłacić mu odszkodowanie
Wyrzucony z teatru Marek Cichucki przez dwa lata, bo tyle ciągnął się proces przed Sądem Rejonowym dla Łodzi-Śródmieścia, domagał się przywrócenia do pracy oraz odszkodowania za dyskryminację. Zenon Jaskuła zarzekał się, że aktor nie został zwolniony ze względów ideologicznych.
"Decyzja o wręczeniu wypowiedzenia związana jest z jego nieprofesjonalnym i niekoleżeńskim zachowaniem podczas próby odczytów 'Golgota Picnic'. Poza tym, pan Cichucki często się spóźniał i nie pojawiał się na próbach" - stwierdził dyrektor Nowego przed kamerą TVN24.
Po dokładnym zbadaniu sprawy i przesłuchaniu kilkunastu świadków sąd uznał, że aktor został jednak zwolniony za poglądy i nakazał dyrektorowi przyjąć go do swojego zespołu z powrotem.
Dodatkowo na rzecz Cichuckiego zasądzone zostało odszkodowanie w wysokości dwudziestu czterech tysięcy złotych za - jak wynikało z uzasadnienia orzeczenia - "naruszenie przepisów o zakazie dyskryminacji w pracy".
Dorabia do teatralnej gaży jako coach
Niestety, od Marka Cichuckiego odwróciła się niemal cała tzw. branża.
Aktor, który przed 2014 rokiem nie miał prawa narzekać na brak pracy w filmie i telewizji, nagle przestał być angażowany.
Po przywróceniu do pracy wytrzymał w Teatrze Nowym zaledwie kilka miesięcy. W końcu opuścił Łódź i osiadł w Białymstoku, gdzie do dziś mieszka i pracuje w tamtejszym Teatrze Dramatycznym im. Aleksandra Węgierki.
W ciągu ostatnich dwunastu lat, a więc od chwili, gdy oskarżył dyrektora Jaskułę o dyskryminację i bezpodstawne wyrzucenie z pracy, Marek Cichucki zagrał jedynie w trzech produkcjach - kolejnych częściach filmowej serii "U Pana Boga...".
Do teatralnej gaży aktor od pewnego czasu dorabia jako coach. Skończył podyplomowe studia Coaching i Mentoring oraz Zarządzanie Kulturą na Uniwersytecie Łódzkim, ma też dyplom Master of Business Administration.
"Prowadzę warsztaty, realizuję przedstawienia z amatorami i nie tylko. Zdarza się, że wyjeżdżam na warsztaty na trzy weekendy, bo na tyle akurat dom kultury zdobył pieniądze, a zostaję trzy miesiące i zamiast prób czytanych robimy przedstawienie" - opowiadał "Kurierowi Porannemu".
W ubiegłym roku 65-letni Marek Cichucki został odznaczony Brązowym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".








