Danuta Borowiecka od dziecka chciała zostać aktorką. Od najmłodszych lat występowała na scenie domu kultury w Dębicy, w którym pracował jej ojciec.
"Tato zaraził mnie miłością do śpiewu i tańca" - wspominała w programie "Owszem Mazowsze".
Po maturze Danuta postanowiła zdawać do szkoły teatralnej i, na wszelki wypadek, na anglistykę.
"Nie dostałam się ani tu, ani tam, więc poszłam do studium hotelarskiego, po którym zaczęłam pracować jako recepcjonistka w jednym z krakowskich hoteli" - opowiadała na antenie TVP3.
Zawsze robiła to, co chciała
Miała 20 lat, gdy zgłosiła się do Estrady Rzeszowskiej i zaczęła występować w cieszących się wtedy ogromną popularnością widowiskach estradowych.
Podczas prób do jednego z programów Danuta zakochała się w "wypożyczonym" z rzeszowskiego Teatru im. Wandy Siemaszkowej Józefie Onyszkiewiczu. Młody aktor odwzajemnił jej uczucia i po kilku miesiącach znajomości poprosił ją, by za niego wyszła.
Wkrótce po ślubie państwo Onyszkiewiczowie pojechali do Lublina i dołączyli do zespołu tamtejszego Teatru im. Osterwy.
Mąż namówił Danutę, by przystąpiła do eksternistycznego egzaminu aktorskiego. Zdała go śpiewająco, co docenił sam Adam Hanuszkiewicz, powierzając jej rolę Małgorzaty w swojej autorskiej adaptacji "Emancypantek" Prusa.
Po debiucie w przedstawieniu "Pani Latter" 26-letnia aktorka stanęła u progu wielkiej kariery. Bardziej jednak niż teatralna scena pociągała ją estrada, więc zrezygnowała z etatu i wyruszyła w Polskę z własnym kabaretem "Ajencja".
"Zawsze robiłam to, co chciałam, a bycie aktorką bez etatu dawało mi wolność i niczym nieograniczoną twórczą wenę" - wyznała w rozmowie z "Życiem na gorąco".
Gdy w 1980 roku Danuta po raz pierwszy stanęła przed kamerą, by zagrać u boku Józefa w spektaklu Teatru Telewizji "Zjawa", ich syn Tymoteusz miał już siedem lat i właśnie poszedł do szkoły.
Jest już po osiemdziesiątce, a wciąż pracuje na pełnych obrotach
Danuta Borowiecka twierdzi, że najlepiej czuje się w monodramie. Ze swoimi spektaklami objechała cały kraj. Prezentowała je również dla amerykańskiej i kanadyjskiej Polonii.
"Większość życia spędziłam na walizkach, w niedogrzanych pociągach i autobusach, ale grzechem byłoby narzekać" - stwierdziła w cytowanym już wywiadzie.
W 1984 roku Danuta dostała rolę Grabowskiej w serialu "Pan na Żuławach", w którym jej mąż wcielał się w komendanta Wróbla. Do końca lat 80. zagrała w jeszcze kilku serialach i filmach i - jak sama mówi - odpuściła.
"Jeżdżąc z koncertami i kabaretem po Polsce siłą rzeczy odpuściłam plany filmowe" - wspomina "zapomniana komediantka", jak sama siebie nazywa.
Choć Danuta Borowiecka ma już prawie 81 lat, wciąż pracuje na pełnych obrotach. Jej monodram "Piosenka jak życie" cieszy się wielką popularnością i grany jest zawsze przy pełnej widowni.
Aktorka, pytana o receptę na "młodość po osiemdziesiątce", żartuje, że eliksirem młodości jest... praca.
"Dlatego ciągle nie zeszłam z afisza. Dzięki pracy uniknęłam stagnacji i nie dałam się zgubnej apatii" - powiedziała "Życiu na gorąco".
Największą dumą Danuty jest syn. Tymoteusz nie poszedł w ślady rodziców. Jest filozofem, naukowcem i nauczycielem jogi.












