Od finału wiosennej edycji "Tańca z Gwiazdami" minęło już dwa i pół miesiąca, a Magdalena Boczarska nie może przestać myśleć o tym, jak wiele pozytywnych emocji dał jej udział w programie.
Aktorka przyznaje, że wcale nie miała zamiaru przyjąć zaproszenia do występów w show, a wręcz wiele razy je odrzuciła.
"Jeden z producentów powiedział mi, że byłam rekordzistką odmawiania udziału w tym programie" - wyznała w najnowszym wywiadzie, dodając, że po prostu nie widziała siebie w roli tancerki.
"Przychodzi jednak moment, że masz ochotę zrobić coś szalonego, o co nikt cię nie podejrzewa" - powiedziała "Twojemu Stylowi", tłumacząc, dlaczego w końcu zdecydowała się zatańczyć.
Potrzebowała zmiany, ale bała się "co ludzie powiedzą"
Magdalena Boczarska twierdzi, że kiedy na początku roku po raz kolejny zaproponowano jej udział w wiosennej odsłonie najpopularniejszego telewizyjnego show, była akurat na życiowym i zawodowym zakręcie.
"Znalazłam się w takim miejscu, że musiałam wyjść ze strefy komfortu. Potrzebowałam zmiany. Intuicja podpowiadała, że program mi w tym pomoże, czułam jednak wewnętrzny opór, że środowisko filmowe nie będzie tego dobrze postrzegało" - opowiadała na łamach "Twojego Stylu".
Ostatecznie przesądziło zdanie partnera aktorki. Mateusz Banasiuk był jedną z gwiazd 15. edycji "Tańca z Gwiazdami" i wspomina swój udział w nim z wielkim sentymentem. To właśnie on zachęcił Magdę, by zatańczyła u boku Jacka Jeschke - męża Hanny Żudziewicz, która w 2014 roku partnerowała jemu.
Także menedżerka Magdy była za jej pojawieniem się na parkiecie w studiu Polsatu.
"Czasem potrzebujesz impulsu, gdy chcesz coś zrobić, ale się boisz. I ja ten impuls od nich dostałam, więc z duszą na ramieniu powiedziałam 'tak'. Nie miałam pojęcia, czy dam radę" - wyznała w cytowanym już wywiadzie.
Na parkiecie musiała być sobą
Jeszcze kilka lat temu Magdalena Boczarska nie schodziła z planów filmów i seriali. Zdarzało się, że pracowała jednocześnie na planach kilku produkcji. Dziś nie przyjmuje zbyt wielu propozycji i, jak zapewnia, jest to jej świadomy wybór.
W 2024 roku zagrała tylko w filmie "Napad", w 2025 roku widzieliśmy ją w zaledwie dwóch wcieleniach - na wielkim ekranie w "Zapiskach śmiertelnika" i na małym w "Langerze".
"Jakiś czas temu poczułam, że aktorstwo przestało mnie rozpalać, dodawać skrzydeł. Uwielbiam ten zawód, ale bywa tak samo piękny jak okrutny. Po wzlotach przychodzą upadki, po euforii - często stagnacja" - powiedziała "Twojemu Stylowi".
Aktorka nie kryje, że choć świętuje w tym roku jubileusz 25-lecia pracy artystycznej, wciąż nie uodporniła się na krytykę. A jednak wystawiła się na oceny jurorów i widzów "Tańca z Gwiazdami", mimo że bardzo się ich bała.
"W kinie i w teatrze mogę ukryć się za rolą. Mogę zbrzydnąć, przytyć, postarzeć się, być odpychająca. Ale to nie jestem ja, tylko postać, którą gram. W programie tańczyłam po prostu ja" - wspomina.
"Długo czułam się zniewolona tym, co sądzą o mnie inni. Byłam więźniem tego, co myślą o mnie inni aktorzy, reżyserzy. Taniec pomógł mi złapać dystans" - stwierdziła w rozmowie z "Twoim Stylem".











