Pierwszy mąż ją zostawił. Tak naprawdę nigdy nie dowiedziała się dlaczego

Pierwszą wielką miłością Teresy Lipowskiej (wtedy jeszcze Witczak) był jej kolega ze studiów Edward Wieczorkiewicz. On miał nadzieję, że spędzą razem całe życie, ona wcale nie spieszyła się z deklaracjami "na dobre i na złe". Gdy poznała przystojnego operatora Aleksandra Lipowskiego, odprawiła Edwarda. Bardzo szybko pożałowała swej decyzji o związaniu się z "Saszką".

Urodzony w Moskwie, starszy od Teresy o pięć lat, Aleksander "Saszka" Lipowski był obiektem westchnień wszystkich studentek łódzkiej Filmówki, ale wybrał właśnie ją.

"Zaczął się mną bardzo interesować, bardzo o mnie zabiegać" - wspominała aktorka w swej książce.

"A ja, młoda, głupia, zakochałam się w nim na zabój" - wyznała na kartach "Nad rodzinnym albumem".

Zrezygnowała dla niego z marzeń o romantycznym ślubie

Aleksander kończył już studia na wydziale operatorskim, gdy Adam Hanuszkiewicz zaproponował mu współpracę z Teatrem Telewizji, którego dyrektorem artystycznym miał zostać dosłownie na dniach.

Reklama

25-letni "Saszka" nie chciał wyjeżdżać do Warszawy bez Teresy, bał się, że jakiś inny mężczyzna zajmie jego miejsce u jej boku. Oferta Hanuszkiewicza miała jednak termin ważności. Operator uznał, że niemądrze byłoby ją odrzucić z powodu dziewczyny.

Jedynym wyjściem z impasu był ślub, więc - niewiele myśląc - oświadczył się.

"Kiedy byłam na ostatnim roku studiów, postanowiliśmy się pobrać. Wzięliśmy ślub w urzędzie stanu cywilnego. Pięciu gości na krzyż, a potem tylko obiad w domu" - zdradziła po latach.

Z marzeń o uroczystości w kościele aktorka musiała zrezygnować, bo Sasza był ateistą.

"Byłam tak zakochana, że schowałam wszystkie swoje zasady do kieszeni. Ku wielkiemu niezadowoleniu rodziców. To na pewno nie był ślub 20-letniej dziewczyny, która marzy o welonie. Ale zostałam mężatką, no i jak zrobiłam dyplom, to pojechałam za mężem do Warszawy" - opowiadała w wywiadzie-rzece.

Znudziła mu się, więc kazał jej się wyprowadzić

Na początku państwo Lipowscy zamieszkali u matki Aleksandra. Aktorka wspomina teściową jako apodyktyczną kobietę zapatrzoną w syna i nieznoszącą jej.

"Wszystko, co zrobiłam, było źle. Chyba żadna partnerka syna by się jej nie podobała" - twierdzi.

Los sprawił, że po paru zaledwie miesiącach starań Teresa i Aleksander dostali niewielką kawalerkę na ulicy Woronicza - pokój z kuchnią, ale nic więcej nie pragnęli do szczęścia.

"Sasza był, zwłaszcza w okresie narzeczeństwa, bardzo romantyczny, ujmujący. Co tu mówić, Rosjanie mają w sobie taki specyficzny, urokliwy romantyzm. Ale z czasem jednak przestało być tak romantycznie i pięknie" - wyznała odtwórczyni roli Barbary Mostowiak w swojej książce.

Byli razem już trzy i pół roku, gdy Aleksander wrócił pewnego dnia do domu w ponurym nastroju i oznajmił żonie, że jest znużony życiem i że mu się "wszystko znudziło". Zapytała, czy jak wszystko, to ona też. "Tak, ty też" - usłyszała.

"Powiedział to kompletnie bez emocji. Jakbym dostała siekierą w głowę" - wspomina.

Najgorsze miało jednak dopiero nadejść.

Kilka dni później "Saszka" stwierdził, że muszą się wyprowadzić i oddać mieszkanie.

"Ja się wyprowadziłam, a on tam został. Czyli tym sposobem wyrzucił mnie z domu" - twierdzi Teresa Lipowska i dodaje, że była bliska obłędu, bo przecież w jednej chwili została z niczym.

Nie miała się gdzie podziać i nikt nie mógł jej pomóc

O tym, że mąż już od jakiegoś czasu ją zdradzał, Teresa dowiedziała się przypadkiem wkrótce po tym, jak zamieszkała w hotelu robotniczym na Karolkowej w pokoju niewiele większym od windy towarowej.

Na nic innego nie było jej stać.

"Rodzice nie mogli mi pomóc, bo mieli swoje wydatki i dwoje młodszych dzieci na utrzymaniu" - wyznała po latach.

Teatr, do którego zespołu należała Teresa, współpracował z zakładami Ludwika Waryńskiego.

"Obsługiwaliśmy wszystkie akademie w tej fabryce. I jakiś tamtejszy dyrektor czy sekretarz powiedział mi, że póki sobie nie znajdę innego mieszkania, mogę zająć pokój w ich hotelu dla robotników. No, niżej nie mogłam chyba spaść" - opowiadała aktorka w wywiadzie-rzece.

Teresie dokwaterowano młodą dziewczynę, która była wielką orędowniczką "wolnej miłości" i co noc zapewniała swej współlokatorce atrakcje, jakich ta z całą pewnością nie chciała być świadkiem.

"Jak wieczorem wracałam po przedstawieniu do hotelu, to działo się" - dziś Teresa Lipowska śmieje się z tego, ale wtedy wcale nie było jej do śmiechu.

"Szybko się wyprowadziłam do cioci, ale i tam nie zagrzałam miejsca zbyt długo" - mówi.

Pierwszy mąż nigdy jej nie powiedział, dlaczego ją zostawił

Tymczasem "Saszka" skakał z kwiatka na kwiatek, czerpał z życia pełnymi garściami, a że był bardzo przystojnym mężczyzną, nie miał problemu ze znalezieniem towarzystwa na wieczór.

"Jemu po prostu wystarczała miłość na krótko" - twierdzi Teresa Lipowska.

"Po mnie miał jeszcze pięć żon. Czasem myślę, że gdybym go spotkała, to bez emocji zapytałabym, jaki był rzeczywisty powód jego odejścia" - wyznała w "Nad rodzinnym albumem".

Niedługo po rozwodzie aktorka związała się z Tomaszem Zaliwskim. Byli razem aż do śmierci aktora 13 lipca 2006 roku.

Podwójną wdową Teresa Lipowska została dopiero osiem lat później. Jej pierwszy mąż zmarł 26 sierpnia 2014 roku.

Źródło: AIM
Dowiedz się więcej na temat: Teresa Lipowska
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama