Choć od tragicznej śmierci męża Joanny Racewicz minęło już ponad półtorej dekady, dziennikarka wciąż go kocha i nazywa mężczyzną swojego życia.
Paweł Janeczek nie był jednak pierwszym wyborem jej serca. Była dopiero na początku swej zawodowej drogi, gdy poznała pisarza Jerzego Pilcha, który wcześniej - jak plotkowano - zawrócił w głowie Małgorzacie Kożuchowskiej.
Deklarował, że to ona jest "tą jedyną"
Kiedy Joanna i Jerzy po raz pierwszy pojawili się razem na jednej z imprez, na stołecznych salonach zawrzało, a media zaczęły prześcigać się w domysłach, co tak naprawdę łączy znanego intelektualistę z młodszą od niego o 21 lat wschodzącą gwiazdą telewizji.
"Czy to wielka miłość, czy tylko romans salonowy?" - pytał w 2003 roku "Głos Szczeciński".
Dziennikarka i pisarz nie kryli, że są sobie bardzo bliscy.
Mimo sporej różnicy wieku wydawali się wprost stworzeni dla siebie. Jerzy imponował Joannie przede wszystkim erudycją. Sprawiała wrażenie, że świata poza nim nie widzi.
Jerzy Pilch znany był z niestałości w uczuciach i pociągu do mocnych trunków, ale Joanna miała nadzieję, że przy niej się ustatkuje i przestanie pić.
"Szukam kobiety na całe życie" - mówił w wywiadach autor wyróżnionej w 2001 roku Nagrodą Literacką "Nike" powieści "Pod Mocnym Aniołem".
Gdy w jego życiu pojawiła się Racewicz, deklarował, że to "właśnie ta jedyna", u której boku pragnie spędzić resztę życia.
"Ustabilizowałem się. Tracę gębę uwodziciela, a dostaję człowieka zakochanego, wiernego, który uwierzył w powagę miłości" - wyznał w rozmowie z "Głosem Szczecińskim".
Uczucie się wypaliło, przyjaźń przetrwała
Joanna Racewicz poznała Jerzego Pilcha w redakcji "Polityki", na której łamach publikował swoje felietony.
Pewnego dnia przyszła na spotkanie z naczelnym tygodnika.
Zamieniła kilka zdań ze spotkanym na redakcyjnym korytarzu Pilchem i, jak wspominała, poczuła motyle w brzuchu.
Od razu się polubili, a że oboje byli wtedy świeżo po rozstaniach z poprzednimi partnerami, nic nie stało na przeszkodzie, by otworzyli przed sobą swoje serca.
Niestety, dziennikarka - zajęta karierą, która nabierała akurat oszałamiającego tempa - nie była w stanie przekonać pisarza, by podjął walkę ze swoimi demonami.
"Jestem wszetecznikiem. Dlaczego każdej nowo poznanej kobiecie obiecuję wspólne życie? Dlaczego, choć wiem, że kłamię, wyobrażam sobie, że mówię prawdę?" - zastanawiał się w jednym z felietonów.
Rozstanie z Jerzym było dla 30-letniej wówczas gwiazdy TVP bolesne, ale - jak sama twierdzi - konieczne. Nie chciała za wszelką cenę tkwić w związku bez przyszłości.
Przestali się spotykać, ale gdy później wpadali na siebie "na salonach", zawsze znajdowali czas na pogawędkę.
Chociaż uczucie, jakie ich łączyło, wypaliło się, udało się im zachować przyjaźń.
Spotkała ją wielka tragedia
Niedługo po rozstaniu z Jerzym Joanna Racewicz znalazła szczęście w ramionach funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu, Pawła Janeczka.
"Miłość to tęsknota za drugim człowiekiem, czekaniem na niego, wiarą, że nic nas nie rozdzieli, nadzieją, że spełnią się wszystkie nasze plany. Miłość jest w trzymaniu się za ręce, w budzeniu się i zasypianiu obok siebie. Długo na nią czekałam, ale wreszcie jest" - wyznała "Gali", gdy wyszło na jaw, że w tajemnicy przed mediami wyszła za Pawła.
"O naszym ślubie wiedzieli tylko nasi najbliżsi. To jest nasze prywatne życie, mamy do niego prawo. I będziemy chronić tę prywatność. Nie jest na pokaz" - dodała.
Cztery lata po ślubie Joanna i Paweł powitali na świecie syna Igora. Niestety, wkrótce potem los okrutnie doświadczył dziennikarkę - jej ukochany zginął w katastrofie samolotu, który 10 kwietnia 2010 roku rozbił się pod Smoleńskiem.
Jerzy Pilch tymczasem ożenił się po raz drugi z Kingą Strzelecką. Druga żona była przy nim do końca. Odszedł po długiej chorobie 29 maja 2020 roku.
Kiedy Joanna Racewicz dowiedziała się o śmierci byłego partnera, zamieściła w sieci ich wspólne zdjęcie sprzed lat. Napisała tylko jedno słowo: "Jerzy" i dodała czarne serduszko.










