O nieślubnej córce nie powiedział prawie nikomu. Nawet własnej matce
Jan Nowicki oczekiwał na narodziny syna - owocu jego nieformalnego związku z lekkoatletką Barbarą Sobottą, gdy dowiedział się, że jego dziecko nosi też pod sercem Irena Paszyn, z którą zdradzał swą "nieślubną żonę". Sajana przyszła na świat pół roku po Łukaszu, ale aktor nikomu się tym nie pochwalił. Dopiero po latach wyszło na jaw, że podpisał zgodę na adopcję Sajany przez męża jej mamy. "Zrobił to, żeby ułatwić mi życie" - twierdzi córka niezapomnianego "Wielkiego Szu".
Jan Nowicki przyznawał się do wielu związków, ale podkreślał, mówiąc o nich w wywiadach, że nigdy nie planował żadnego legalizować.
Aktor dopiero tuż przed 70. urodzinami zdecydował się w końcu ożenić. Goście, którzy w maju 2009 roku przyjechali na jego ślub z tancerką Małgorzatą Potocką, byli w szoku, gdy Jan przedstawił im Sajanę - swoją 36-letnią już wtedy córkę. Nikt nie miał pojęcia o jej istnieniu...
"Kiedy Jasiek mówił o tej dziewczynie: 'A to moja córeczka', nie brałem tego poważnie. O tym, że ona naprawdę jest jego córką, dowiedziałem się kilka lat później" - zdradził biografce Nowickiego Andrzej Grabowski, który był świadkiem przyjaciela na jego ślubie z Potocką.
Kiedy w 1972 roku Jan Nowicki poznał na festiwalu FAMA w Świnoujściu Irenę Paszyn, żył już od paru lat w nieformalnym związku z biegaczką Barbarą Sobottą. Irena zrobiła na nim piorunujące wrażenie, więc gdy kilka tygodni później spotkał ją na imprezie w krakowskim Klubie Dziennikarzy, od razu ją rozpoznał i zaczął uwodzić.
Z imprezy w lokalu "Pod Gruszką" wyszli razem.
"Gdy przechodziliśmy obok sklepu, kupiłem jej fiołki, no i poszliśmy do jej domu. A potem pojawiła się Sajanka" - opowiadał aktor w wywiadzie dla "Przekroju".
"Nasz związek trwał krótko, ktoś mi powiedział, że on jednocześnie jest w innej 'konstelacji'. Doszło do konfrontacji i się okazało, że nasza relacja jest nie do utrzymania. A kiedy dowiedział się, że na świat przyjdzie jego dziecko, nie zachował się odpowiedzialnie" - wspominała Irena Paszyn w rozmowie z autorką książki "Jan Nowicki. Trochę anioł, trochę bies".
O narodzinach Sajany Jan Nowicki nie powiedział nikomu, nawet własnej matce. Marianna Nowicka poznała wnuczkę, dopiero gdy ta miała 9 lat.
W 1981 roku Irena Paszyn wyjechała do Niemiec, rok później dołączyła do niej córka. Zamieszkały w Monachium razem z mężczyzną, z którym Irena zdecydowała się ułożyć sobie życie. Po ślubie jej mąż postanowił adoptować Sajanę.
Zanim jednak mogło się to stać, Jan Nowicki musiał... zrzec się praw rodzicielskich. Polskie prawo nie przewidywało takiej możliwości, więc Irena zaprosiła aktora do Monachium, by tu sfinalizować sprawę.
"Rozmawialiśmy o tym, czy on jeszcze chce być ojcem Sajany. W efekcie zrzekł się praw ojcowskich. Sajana miała 12 lat, chodziła do szkoły i chciała nosić to samo nazwisko, co cała nasza rodzina. Została adoptowana przez mojego męża" - wyznała na kartach cytowanej już książki.
Syn aktora - Łukasz Nowicki - bardzo długo nie miał pojęcia, że nie jest jedynakiem. O to, by w końcu poznał przyrodnią siostrę, zadbała Márta Mészáros - węgierska reżyserka, z którą jego ojciec związany był przez niemal trzy dekady. Dzięki jej staraniom Janowi udało się odbudować relacje z córką.
"Dzieciaki mam fajne, kocham je. Traktowałem je z ojcowską miłością na tyle, na ile potrafię. A potrafię niewiele" - stwierdził aktor pod koniec życia w wywiadzie dla "Rzeczpospolitej".
Sajana Hoffmann czasem odwiedzała Jana. Przyjeżdżała do niego z mężem i dziećmi - Weroniką i Pawłem, przyjaźniła się z drugą żoną ojca, Anną Kondratowicz. Była mu wręcz wdzięczna za to, że wyraził zgodę na jej adopcję, bo to bardzo ułatwiło jej życie w Niemczech.
"Tata był człowiekiem niełatwym... Interesował się moimi sprawami, ale nie ingerował. Nie miał takiej pozycji w moim życiu, aby miał do tego prawo. Jedynie za każdym razem, gdy się spotykaliśmy, mówił mi, że to jest dla niego straszne, że moje dzieci nie mówią po polsku" - wspominała Sajana w rozmowie z biografką Jana Nowickiego.
"Było między nami zabawne podobieństwo, chyba genetyczne: oboje lubiliśmy żelki bananowe, a nie znosiliśmy papryki" - dodała.