Drugą młodość przeżył w Krakowie
Całkiem niedawno świat ekscytował się tym, że Al Pacino w wieku 83 lat doczekał się syna, a Robert De Niro jako 79-latek witał na świecie córkę. Antoni Fertner świetnie czułby się w ich towarzystwie, gdyż siły witalne zachował do późnego wieku, a i chęci na romanse mu nigdy nie brakowało.
Lata 40. aktor spędził w Warszawie. Gdy jednak zmarła jego druga żona Helena Pawłowska (z pierwszą żoną Kazimierą Habrowską rozwiódł się), przeniósł się do Krakowa, bo stolica przypominała mu o zbyt wielu przykrych wydarzeniach.
Zaczął grać w tamtejszych teatrach. Jego domem zajmowała się zaś gosposia - o pół wieku od niego młodsza Jadwiga Zaleska. Mistrz poczuł się przy niej znów młody. I to na tyle młody, że 9 października 1950 r. na świat przyszedł Antoni Fertner Jr.
Narodziny syna? "Solski mi pomagał!"
Z historią narodzin syna wiąże się zabawna anegdota. Wieczorem, jak zwykle, aktor brylował na scenie. Janina czekała na niego w domu, gdy nagle odeszły jej wody płodowe. Pojechała do szpitala.
Tymczasem niczego nieświadomy Fertner po spektaklu udał się na kolację z Ludwikiem Solskim. Gdy dowiedział się, że ma syna, wraz z towarzyszem i bukietem kwiatów udał się do szpitala. Położna, widząc dwóch gigantów sceny, wydusiła tylko:
- Mistrzu! Ale jak to?
Fertner zareagował błyskawicznie:
- Solski mi pomagał!
Przez wiele lat w Krakowie powtarzano tę anegdotkę, dodając przy okazji różne pikantne szczegóły dotyczące związku aktora.
Fertner z plotek mało co sobie robił. Janina stała się jego największym wsparciem. Czuwała nad domem, pilnowała garderoby, opiekowała się nim podczas premier i troszczyła się o jego zdrowie.
Ślub wzięli dopiero w 1958 roku, zaledwie rok przed śmiercią aktora.
Od syna cukiernika do gwiazdy kina
Droga Fertnera do sławy była niezwykła. Urodził się 23 maja 1874 r. w Częstochowie. Był najmłodszym dzieckiem i jedynym synem (miał trzy siostry) cenionego miejscowego cukiernika. Sam później żartował, że "słodycz wyssał niemal z mlekiem matki".
Gdy dorastał, nic nie wskazywało na to, że może zostać artystą. W szkole przedmiotem, z którego był najlepszy, była matematyka. I kto wie jakby potoczyły się jego losy, gdyby nie rodzinna tragedia.
Jako nastolatek stracił rodziców i przeniósł się do dalszej rodziny do Piotrkowa Trybunalskiego i w tamtejszym teatrze zaczął dorabiać jako klakier. Próbował nawet zdobyć "porządny" zawód i rozpoczął studia w warszawskiej szkole handlowej, ale ostatecznie rzucił jednak naukę dla sceny.
Był jednym z pionierów polskiego kina. Wystąpił już w 1908 roku w filmie "Antoś pierwszy raz w Warszawie", jednym z pierwszych polskich obrazów fabularnych.
Prawdziwy rozkwit kariery przyszedł jednak bardzo późno. Gdy większość aktorów myśli o emeryturze, Fertner stał się jedną z największych gwiazd polskiego kina.
W latach 30. błyszczał w takich przebojach jak "Jaśnie pan szofer", "Ada! To nie wypada!", "Papa się żeni" czy "Zapomniana melodia". Publiczność uwielbiała jego charakterystyczny wygląd: niewysoki wzrost, okrągłą twarz i dobroduszny uśmiech. Kiedy wpadał w filmową złość, widzowie dosłownie płakali ze śmiechu.
Leon Schiller określał go mianem "absolutu humoru" i "demona komizmu". W ciągu kariery stworzył około 500 ról teatralnych i filmowych. W Rosji zyskał nawet status gwiazdy kina niemego. Występował tam jako słynny "Antosza", bohater serii niezwykle popularnych komedii.
Antoni Fertner zmarł w 16 kwietnia 1959 r. w Krakowie. Pozostawił po sobie nie tylko imponujący dorobek artystyczny, ale także historię życia prywatnego, która do dziś budzi ogromne zainteresowanie.













