Sonia Najman, bo tak nazywała się, zanim przyjęła pseudonim Nora Ney, miała 19 lat i właśnie zdała egzamin dojrzałości, gdy pewnego lipcowego wieczora 1925 roku postanowiła odebrać sobie życie. Chciała zaprotestować w ten sposób przeciwko rodzicom, którzy zamierzali wydać ją za mąż za sporo od niej starszego przedsiębiorcę.
Na szczęście nie doszło do tragedii. Dziewczyna zdecydowała wtedy, że skoro ma żyć, będzie żyła po swojemu.
Następnego dnia uciekła z domu.
"Poszłam na dworzec, kupiłam bilet i pojechałam do Warszawy" - opowiadała po latach na łamach "Kina".
Nora Ney: ojciec w końcu pozwolił jej na studiowanie aktorstwa
Warszawa przywitała Sonię piękną pogodą i straszną drożyzną. 30 złotych, bo tylko tyle znalazła w domu i zabrała ze sobą, starczyło jej na opłacenie jednej nocy w hoteliku przy ul. Długiej i wynajęcie pokoju na stancji dla panien na kilka kolejnych.
"Musiałam znaleźć sobie jakąkolwiek, choćby nawet najcięższą posadę i zarabiając samodzielnie dążyć do mojego celu" - wspominała.
Tymczasem dowiedziała się, że trwa nabór do szkoły filmowej Wiktora Biegańskiego, więc poszła na przesłuchanie i została przyjęta.
"Zaraz potem odnalazł mnie ojciec i widząc, że nie złamie mojej woli, pozwolił mi uczęszczać do szkoły. Wyznaczył mi maleńką pensyjkę, ale miał nadzieję, że gdy zaznam różnych braków, skusi mnie dobrobyt domowy i wrócę do Białegostoku" - wyznała w rozmowie z reporterem "Kina".
Kurs aktorski w szkole Biegańskiego trwał cztery miesiące. Sonia ukończyła go z wyróżnieniem, a zaraz potem zmieniła imię i nazwisko.
Pozostało jej tylko uwierzyć, że - będąc osobą "szalenie brzydką", jak sama o sobie mówiła - ma szansę na zostanie gwiazdą.
Nora Ney: dzięki pierwszemu mężowi została gwiazdą
Nora w ogóle się sobie nie podobała. Patrząc w lustro, pomstowała na los, że dał jej "nieregularne rysy twarzy, nieznośny nosek i za duże usta".
"Ale wystarczy spojrzeć w jej przepyszne oczy, zobaczyć jeden uśmiech, wystarczy być w ciągu kilku sekund obserwatorem tej fizjonomii, by zrozumieć: Nora Ney nie jest ładna. Nora Ney jest czarująca" - napisał o niej dziennikarz "Kina".
"Dobry operator może uczynić z niej piękność nie z tej ziemi" - dodał.
Operatorem, który dostrzegł w Norze "materiał" na gwiazdę, był Seweryn Steinwurzel.
Poznali się w 1926 roku na planie filmu "Czerwony błazen", dwa lata później zostali małżeństwem.
"On wiedział, jak sprawić, by wyglądała na ekranie zachwycająco. To jemu mama zawdzięczała swój hollywoodzki blask. On ją stworzył" - stwierdzi Joanna Ney, córka Nory, w rozmowie z autorem książki "Skazane na zapomnienie. Polskie aktorki filmowe na emigracji".
Nora Ney: zamiast w Hollywood, wylądowała w Moskwie
Nora zostawiła Seweryna po siedmiu latach wspólnej drogi przez życie.
Informację o rozwodzie aktorki i operatora jako pierwsze podało "Kino". W 1935 roku Ney udzieliła magazynowi wywiadu, w którym wyznała, że mąż nie chciał mieć z nią dziecka, więc nie pozostało jej innego, jak odejść od niego.
Wywiad z gwiazdą przeprowadzał 30-letni Józef Fryd, który niedługo potem został jej drugim mężem. Wkrótce po ślubie na świat przyszła ich córka.
Po urodzeniu Joanny Nora wróciła do pracy, a jej kariera nabrała oszałamiającego tempa. Po premierze filmu "Córka generała Pankratowa" upomniało się o nią Hollywood. Tyle że era filmu niemego właśnie dobiegała końca, więc w Ameryce zaczęto od aktorek wymagać grania także głosem i to w języku angielskim, którego Ney nie znała.
Poza tym wybuchła II wojna światowa i Nora, zamiast popłynąć za ocean, pojechała z mężem i córką do Białegostoku, a stąd do Moskwy. Rosjanie dobrze znali jej filmy, liczyła na to, że będzie kręciła dla "Mosfilmu".
Tymczasem została zesłana w głąb imperium, a jej mąż wstąpił do Armii Andersa.
"To był koniec ich małżeństwa, ale rozwód miał miejsce lata później" - opowiadała Joanna Ney Grzegorzowi Rogowskiemu.
Nora Ney: udawała, że jest wielką gwiazdą
Nora wróciła do Polski dopiero po wyzwoleniu. Leonard Buczkowski zaczynał właśnie kręcić "Zakazane piosenki", pojechała więc do Łodzi na spotkanie z nim, choć uprzedzono ją, że "dla takich jak ona już nic w filmie się nie znajdzie".
Faktycznie, nic się nie znalazło, bo przedwojenne diwy nie pasowały do nowej rzeczywistości.
"Filmem zaczęły władać robotnice" - żaliła się w wywiadzie.
Na początku czerwca 1946 roku Nora z 10-letnią Joanną i siostrą Lidką popłynęła do Ameryki.
W Nowym Jorku wpadła w oko urzędnikowi imigracyjnemu, który wraz z pozwoleniem na pobyt i pracę w Stanach wręczył jej przydział na mieszkanie na Manhattanie.
Niestety ani kino, ani teatr nie dały jej szansy. Aktorka z bólem serca przyjęła do wiadomości, że jej kariera dobiegła końca, że już nigdy nie zagra.
Wciąż jednak nie chciała się z tym pogodzić. Wysyłała do Polski - do zaprzyjaźnionych dziennikarzy - listy z wyssanymi z palca informacjami o sobie. Udawała, że jest wielką gwiazdą. Pisała, że świetnie sobie radzi, dostaje wiele ofert z Hollywood i jest bardzo szczęśliwa u boku trzeciego męża.
Małżeństwo aktorki z czeskim psychiatrą Eugeniuszem Brownem przetrwało zaledwie pół roku.
Nora Ney: choroba odebrała jej wszystkie wspomnienia
Po rozwodzie z Brownem Nora wróciła do prawdziwego imienia i jak Sonia Ney podjęła pracę w fabryce lalek, którą zamieniła po pewnym czasie na posadę archiwistki w Hayden Chemical Corp.
Kilka lat po przybyciu do Ameryki aktorka została nianią i pomocą domową. Zajmowała się też opieką nad seniorami.
Dużo lepiej wiodło się jej córce. Joanna znalazła zatrudnienie w dziale PR w nowojorskim oddziale wytwórni 20th Century Fox, poznała wielu wpływowych ludzi.
Okazało się, że jeden z nich - reżyser Stanley Kubrick - jest fanem Nory, zna wszystkie jej filmy. Chciał skontaktować ją z agentem ze Screen Actors Guild, ale podziękowała, twierdząc, że aktorstwo to definitywnie zamknięty rozdział jej życia.
Była już wtedy żoną Leona Friedlanda, który spełnił jej wielkie marzenie o posiadaniu domu w słonecznej Kalifornii - mieszkali w nim razem prawie ćwierć wieku.
Ostatnie lata Nora Ney spędziła w Silverado w ośrodku dla seniorów cierpiących na problemy z pamięcią. Okrutna choroba odebrała jej wszystkie wspomnienia.
Na początku lutego 2003 roku Nora trafiła do hospicjum. 13 dni później - 21 lutego - zmarła. Miała 97 lat.
Joanna rozsypała prochy matki w nowojorskim Riverside Park.
Zobacz też: Kontrowersje wokół angażu Olbrychskiego. Gwiazdor "Rancza" komentuje decyzję









