Niedawno potwierdziła rozstanie. Jest już gotowa na nową miłość?
Ewa Kasprzyk ma za sobą rozstanie z Michałem Kozerskim. Choć nie przeszkadza jej życie singielki, aktorka zaskoczyła niedawnym wyznaniem w programie śniadaniowym. Okazuje się, że jej serce jest już otwarte na nowe emocje i doświadczenia.
Ewa Kasprzyk, czyli niewątpliwa ikona polskiego kina zapisała się na lata w pamięci widzów. Ma za sobą lata teatralnych ról, ikoniczne role filmowe - m.in. w serii "Kogel-mogel", czy "Karierze Nikosia Dyzmy". Charakterystyczny głos i wygląd sprawiają, że nie da się jej z nikim pomylić. Od 2024 roku zasiada w jury "Tańca z gwiazdami" oceniając taneczne występy innych gwiazd.
Aktorka co jakiś czas dzieli się z widzami kulisami życia uczuciowego. W 2018 roku kobieta odnalazła szczęście u boku o kilka lat młodszego od niej Michała Kozerskiego. Dla aktorki różnica wieku okazuje się nie być żadnym problemem; wyznała, że zdarzało jej się mieć młodszych partnerów, czasem nawet o 25 lat.
"On jest ode mnie niewiele młodszy. Osiem lat. To wie pan na temat różnicy wieku, ja się nie wypowiadam, bo moi partnerzy byli ode mnie starsi raz o 17 lat, raz młodsi o 25, więc nie mam tutaj jakichś standardów" - mówiła w wywiadzie dla "Na Żywo".
Niedawno jednak gwiazda oficjalnie potwierdziła zakończenie tego związku.
W weekendowym wydaniu programu "Dzień Dobry TVN" Kasprzyk odniosła się do początku nowego roku i etapu w życiu. Przypomnijmy, że 1 stycznia aktorka świętowała 69. urodziny. Podczas rozmowy w śniadaniowym formacie gwiazda zaskoczyła widzów wyznając, że jest już gotowa na kolejne doświadczenia.
"Chcę spokoju, balansu, miodu na moje serce. Założyłam sobie, że ten nowy rok będzie najszczęśliwszym rokiem w moim życiu i to afirmuję, ponieważ zaczęłam też troszeczkę afirmować i medytować, co jest w ogóle niepodobne do mnie. Uważam, że jeśli coś nie jest dla ciebie, to odrzuć to, skończ pewne rzeczy, zamknij pewien rozdział i otwórz się na nowe. Bardzo jestem otwarta na nowe" - ujawniła przed kamerami.
Zobacz też:
Chaos za kulisami "Stranger Things". Nikt nie wiedział, jak to się skończy