Nic im nie zostawił. Latami próbowali podważyć jego ostatnią wolę

Krzysztof Chamiec - niezapomniany Jan Burski z "Na dobre i na złe" i Lothar ze "Stawki większej niż życie" - doczekał się czwórki dzieci, ale w swej ostatniej woli uwzględnił tylko jedno z nich: syna Michała. Majątek legendarnego artysty oszacowano na kilkanaście milionów złotych i zapewne właśnie z tego powodu pominięte w testamencie dzieci poszły do sądu. Spór o podział spadku po aktorze trwał prawie piętnaście lat.

Wkrótce po śmierci Krzysztofa Chamca, który 11 października 2001 roku przegrał walkę z nowotworem płuc, wyszło na jaw, że swoim jedynym spadkobiercą aktor uczynił syna Michała, którego urodziła mu trzecia żona, aktorka Joanna Sobieska.

Laura Łącz jeszcze za życia męża wiedziała, że Michał dostanie wszystko, co należało do jego ojca, i - jak twierdzi - nie miała z tym żadnego problemu. Uszanowała ostatnią wolę Chamca i, działając w imieniu 11-letniego wtedy syna Andrzeja, zaakceptowała fakt, że aktor nie zostawił ich wspólnemu dziecku ani grosza.

Zastrzeżenia do testamentu zgłosiły natomiast dzieci Krzysztofa Chamca z pierwszego małżeństwa.

Reklama

Najstarsze dzieci aktora poczuły się skrzywdzone jego decyzją

Syn Krzysztof i córka Anna nie chcieli przyjąć do wiadomości, że zostali wykluczeni z dziedziczenia, zwłaszcza że w grę wchodziła prawdziwa fortuna. Majątek ojca oszacowali na kilkanaście milionów złotych.

Najstarsze dzieci aktora nie przekonały przyrodniego brata, by podzielił się z nimi pieniędzmi, które zostawił ich ojciec, więc zwróciły się do sądu z wnioskiem o przeprowadzenie postępowania spadkowego.

Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi i toczyła się przez kilka lat. Gdy w końcu zapadło rozstrzygnięcie, zadowolony z niego był tylko Michał. Sąd uznał, że skoro Krzysztof Chamiec to właśnie jego wskazał w testamencie jako jedynego dziedzica, to tak właśnie ma być.

Roszczenia wysunięte przez Krzysztofa juniora i jego siostrę Annę zostały oddalone.

Dlaczego nie zostawił im ani grosza?

Laura Łącz, która w sprawie o spadek po Chamcu brała udział w charakterze świadka, a nie strony, stwierdziła po wysłuchaniu postanowienia sądu, że w pełni się z nim zgadza.

"Przykre, że dzieci Krzysztofa skoczyły sobie do oczu z powodu pieniędzy. W rodzinie należy dążyć do zgody i do polubownego załatwienia sprawy" - powiedziała "Życiu na gorąco".

Dzieci Krzysztofa Chamca z małżeństwa z aktorką Aleksandrą Grzędzianką musiały obejść się smakiem. Miliony należące tak naprawdę nie do ich zmarłego ojca, ale do jego rodziny (pochodziły z rekompensaty wypłaconej im za przepadłe po II wojnie światowej mienie zabużańskie) przeleciały im koło nosa.

Kto wie, może aktor uwzględniłby Krzysztofa juniora i Annę w swym testamencie, gdyby utrzymywali z nim kontakt.

Źródło: AIM
Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Chamiec
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL