Nazywali ją polską Audrey Hepburn. Na złość byłemu wyjechała z Polski
Krystyna Stypułkowska była świetnie zapowiadającą się aktorką – chwalono ją za kreację w „Niewinnych czarodziejach” Wajdy, wróżono wielką karierę. Była u szczytu popularności, gdy podjęła współpracę z SB i zaczęła donosić na... Elżbietę Czyżewską, której szczerze nie znosiła, bo ta odbiła jej ukochanego – amerykańskiego dziennikarza Davida Halberstama. Żeby zrobić byłemu narzeczonemu na złość, wyszła za jego kolegę i wyjechała z nim z Polski.
Krystyna Stypułkowska miała 19 lat i była na pierwszym roku romanistyki, gdy do Polski przyjechali słynni francuscy filmowcy - reżyser René Clair i aktor Yves Montand.
"Mieli w planach spotkanie ze studentami Filmówki, mnie zatrudniono jako tłumaczkę" - wspominała w wywiadzie dla "Przekroju".
René Clair był Krysią zauroczony. Powiedział profesorowi z łódzkiej szkoły filmowej, reżyserowi Antoniemu Bohdziewiczowi, że powinien się jej przyjrzeć. Niedługo potem Bohdziewicz dał jej epizod w "Kaloszach szczęścia".
Dwa lata później Krystyna przypadkiem spotkała Bohdziewicza na warszawskiej Starówce. Powiedział jej, że Andrzej Wajda szuka jakiejś dziewczyny do filmu i że powinna pojechać do Łodzi na zdjęcia próbne.
"Pojechałam, bo Wajda był dla mnie po 'Popiele i diamencie" Bogiem. Tam było dużo dziewcząt, które marzyły o roli, a ja chciałam tylko zobaczyć pana Andrzeja" - wyznała po latach "Wysokim Obcasom".
"Pamiętam, że wyklepałam tekst roli, a potem rozmawiałam z Wajdą o francuskim teatrze. Po jakimś czasie znowu mnie zaprosili na przesłuchanie, wtedy już moim partnerem był Tadzio Łomnicki. W międzyczasie zdałam ostatni egzamin na romanistyce, a zaraz potem dowiedziałam się, że gram w 'Niewinnych czarodziejach' główną rolę" - wspominała.
Cała ekipa widziała, jak o względy Krysi walczą na planie dwaj jej partnerzy: Tadeusz Łomnicki i Zbigniew Cybulski. Tajemnicą poliszynela było, że wygrał ten pierwszy. Stypułkowska nigdy jedna nie zdradziła, czy z Łomnickim łączyło ją coś więcej niż sympatia.
"Niewinni czarodzieje" czekali na premierę ponad rok. Gdy film w końcu wszedł na ekrany polskich kin, Krystyna mieszkała już od paru miesięcy w Rzymie. Na wyjazd do Włoch namówił ją jej chłopak.
"Spędził tam dzieciństwo, był synem dyplomaty, dostał stypendium na wyjazd na studia reżyserskie w Rzymie. Wymyśliłam, że pojadę z nim. Tak się jednak złożyło, że on nie dostał paszportu, a ja dostałam. Pojechałam sama, bez znajomości włoskiego, bez pieniędzy" - opowiadała w cytowanym już wywiadzie.
W Italii zajęli się nią znajomi rodziców. Zanim jej ukochany parę miesięcy po niej dotarł do Rzymu, ona była już studentką Centro Sperimentale di Cinematografia i miała na koncie występ we włoskim filmie "La vita provvisoria".
Tymczasem doszło w końcu do premiery "Niewinnych czarodziejów" i cała Polska oszalała na punkcie "polskiej Audrey Hepburn", jak nazywano Stypułkowską. Młodej aktorce wróżono wielką karierę, czekano na jej powrót do kraju.
Krystyna wróciła z Włoch w 1962 roku - prosto na plan "Dziewczyny z dobrego domu" w reżyserii jej dobrego znajomego Antoniego Bohdziewicza, który tym razem powierzył jej nie epizod (jak w "Kapeluszu szczęścia"), ale główną rolę.
W "Dziewczynie z dobrego domu" Krystyna Stypułkowska zagrała u boku Ignacego Gogolewskiego, Tadeusza Janczara i Elżbiety Czyżewskiej, z którą się zaprzyjaźniła.
W połowie lat 60. Krysia i Elżbieta poznały Davida Halberstama - amerykańskiego dziennikarza, korespondenta "New York Timesa". Obie zakochały się w nim po uszy, a on wdał się w romans z... obiema.
Amerykaninem bardzo interesowały się służby. Agenci śledzili każdy jego krok, więc doskonale wiedzieli, że spotyka się jednocześnie z dwiema aktorkami. Gdy David w końcu zdecydował się ułożyć sobie życie z Czyżewską, służby zgłosiły się do Krystyny i namówiły ją do współpracy. Została zarejestrowana jako "kontakt poufny". Po latach wyszło, że Stypułkowska regularnie donosiła na swą rywalkę i nie oszczędzała jej w swoich raportach. W jednym z nich napisała:
"Czyżewska to klasyczny przypadek tzw. człowieka z lumpenproletariatu, który mając wielkie ambicje, talent i brak skrupułów - w zawrotnym tempie robi karierę zawodową i towarzyską. Współżyła m.in. z Aleksandrem Fordem, Jerzym Skolimowskim, Andrzejem Łapickim, Igorem Śmiałowskim i innymi".
Ta notatka autorstwa Krystyny Stypułkowskiej do dziś znajduje się w archiwach IPN-u, a na światło dzienne wyciągnął ją kilka lat temu Filip Gańczak, autor książki "Filmowcy w matni bezpieki".
Pewnego dnia Krystyna wpadła na jednej z warszawskich ulic na Halberstama. Był w towarzystwie swojego kolegi ze Stanów - młodego nauczyciela, który po studiach postanowił pojeździć po świecie i znalazł pracę w szkole amerykańskiej w Warszawie.
"David przedstawił nas sobie, a niedługo potem bawił się z Czyżewską na naszym ślubie" - opowiadała.
Krystyna Stypułkowska, niestety, nie wykorzystała szansy na zrobienie kariery. Po powrocie z Włoch zagrała w jednym filmie, dwóch spektaklach Teatru Telewizji i w serialu "Podziemny front".
Po wydarzeniach marca 1968 roku aktorka i jej mąż zdecydowali się opuścić Polskę i osiedlić się w Stanach, podobnie zresztą jak Czyżewska i Halberstam.
"Po drugiej stronie oceanu jeszcze trochę sobie postudiowałam - zrobiłam doktorat na komparatystyce i zostałam lektorką włoskiego, później przeniosłam się na inny uniwersytet, tam z kolei uczyłam francuskiego" - wspominała w rozmowie z "Przekrojem".
"A później mąż zażądał rozwodu. Puścił mnie w trąbę, że tak powiem. W St. Louis byliśmy dość znani i nie chciałam robić sensacji, więc postanowiłam wyjechać do Paryża" - dodała.
Do Stanów Krystyna wróciła po czterech latach pobytu we Francji. Zamieszkała w Nowym Jorku, ale szybko uznała, że to jednak nie jest miasto dla niej i przeniosła się do Waszyngtonu, gdzie poznała uroczego dyplomatę, ekonomistę i prawnika Michaela Smitha, który został jej drugim mężem.
Krystyna znalazła pracę w sekcji polskiej waszyngtońskiego Instytutu Służby Zagranicznej. Podstaw naszego języka uczyła m.in. Madeleine Albright. Była aktorka była też tłumaczką podczas wizyt polskich polityków w Białym Domu.
"Mówiłam za Laurę Bush, gdy był tu prezydent Kwaśniewski" - potwierdziła w wywiadzie dla "Przekroju".
Krystyna Stypułkowska nigdy nie żałowała decyzji o porzuceniu aktorstwa. Nie kryje, że dostawała oferty powrotu przed kamerę, ale nie chciała grać. Wolała jeździć z mężem po świecie. Michael był miłością jej życia, spędzili razem prawie 40 lat.
Gwiazda "Niewinnych czarodziejów" zmarła 20 października 2020 roku w Arlington. Miała 82 lata. W listopadzie 2022 roku krewni Krystyny Stypułkowskiej-Smith sprowadzili jej prochy do Polski i złożyli w rodzinnym grobie na cmentarzu ewangelicko-augsburskim w Łodzi.
Zobacz też: Polska aktorka kochała go ponad wszystko. Za miłość zapłaciła... życiem
