Musiał zaczynać życie od nowa. Po rozwodzie stracił wszystko
Pierwsza żona próbowała nakłonić Jacka Lenartowicza, by na zawsze opuścili Polskę. Poleciał z nią do Australii, ale niedługo potem ich małżeństwo się rozpadło - Jolanta zdecydowała się zostać na Antypodach, Jacek wrócił do kraju. Wkrótce po rozwodzie aktor znalazł szczęście u boku młodszej o prawie dwie dekady Kasi. Poznał ją w restauracji, którą prowadził.
Zanim Jacek Lenartowicz postanowił zostać aktorem, skończył prawo na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Z aplikacji sędziowskiej zrezygnował po roku, gdy zdał sobie sprawę, że jego miejsce nie jest na sali sądowej, ale na scenie.
Był świeżo upieczonym absolwentem studium aktorskiego przy warszawskim Teatrze im. Ester Rachel Kamińskiej, gdy dostał propozycję zagrania Wacława w "Zemście" w Teatrze Dramatycznym w Elblągu.
Już podczas pierwszej próby 30-letni wówczas Jacek stracił głowę dla wcielającej się w rolę Anieli Jolanty Juszkiewicz. Aktorka szybko odwzajemniła jego uczucie i zanim "Zemsta" z ich udziałem weszła na afisz, byli już parą.
W 1993 roku Jacek i Jolanta powitali na świecie Eryka i przeprowadzili się z Elbląga do Warszawy, gdzie dostali pracę w Operetce Warszawskiej kierowanej wówczas przez Jana Szurmieja.
"Dużo grałem, moja żona też dużo grała, ale nagle zmienił się w teatrze dyrektor i nas - aktorów nieśpiewających operowo - wyrzucono. Jolanta wymyśliła, żebyśmy wyjechali z Polski" - wspominał aktor w programie "Demakijaż".
Jacek zgodził się polecieć z Jolą i ich synem do Kanady, ale nie zagrzali tam miejsca zbyt długo.
"Nie chciałem pracować na czarno, więc wróciliśmy. W Polsce miałem pracę, znów wszystko się jakoś kręciło. Jolanta znowu chciała wyjechać. Myślała o Australii, a ja - tak na odwal się - zgodziłem się, ale byłem przekonany, że nie dostaniemy wizy. Dwoje aktorów i małe dziecko, jaka była szansa? Żadna. Wizę jednak dostaliśmy" - opowiadał w najnowszym wywiadzie dla "Życia na gorąco".
"I polecieliśmy do Australii" - dodał.
Jolanta Juszkiewicz-Lenartowicz założyła w Sydney Teatr Kropka i spełniała się jako aktorka. Jacek prowadził własny bar, a "po godzinach" pracował jako pomocnik malarza. Tęsknił za sceną.
Po pięciu latach spędzonych w Australii aktor postanowił wrócić do Warszawy. Jolanta zdecydowała się zostać. Ich małżeństwo istniało już wtedy tylko na papierze, więc załatwili wszystkie formalności, by je oficjalnie zakończyć, po czym każde z nich poszło w swoją stronę. Eryk został z mamą na Antypodach.
Po powrocie do kraju Jacek dostał angaż w stołecznej Komedii i otworzył restaurację Bistro de Paris w Teatrze Wielkim.
"Robiliśmy różnego rodzaju wieczorki kabaretowe, żeby ściągnąć ludzi. Dowiedziałem się, że jeden z moich kolegów ma znajomą, która współpracuje z kabaretami studenckimi. Poprosiłem, żeby ją ściągnął do nas. Przyszła i już została" - opowiadał aktor, wspominając w rozmowie z "Życiem na gorąco" początki swojego związku z młodszą o 19 lat Katarzyną.
Jacek i Kasia zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Nie chcieli zwlekać ze ślubem, oboje marzyli o posiadaniu rodziny, domu, dzieci.
Dziś aktor mówi, że drugą żonę dostał w prezencie od losu. Państwo Lenartowiczowie doczekali się trójki dzieci. 22-letni Aleksander, 19-letnia Nina i 10-letnia Lena są ich wielką dumą.
Jacek ma też znakomitą relację z Erykiem, który poszedł w jego ślady i też jest aktorem.
Jacek Lenartowicz nie kryje, że marzy, by spędzić jesień życia nad morzem.
"Kocham morze i chciałbym tam mieć pensjonat, ale bez restauracji. To moje marzenie mieć coś takiego na starość. Chciałbym też mieć dwa duże psy, z którymi chodziłbym na plażę na spacery" - wyznał w najnowszym wywiadzie.
Na razie aktor jest bardzo zajęty, cały czas gra, a jak ma jeden dzień w tygodniu wolny, to spędza go na kanapie. Żartuje, że żyje na wysokich obrotach, ale tego właśnie pragnął, gdy po powrocie z Australii musiał od nowa - jak mówi - zawalczyć o siebie.
"Nie wierzyłem, że mogę ułożyć sobie życie od początku. Byłem wypalony, nie miałem na nic ochoty" - twierdzi.
"Nie wiem, co jeszcze przyniesie mi życie. Wszystko się może wydarzyć. Moje życiowe motto brzmi: 'Być cały czas gotowym'. I jestem" - powiedział w rozmowie z "Życiem na gorąco".
