Marcin Bosak z wielkim sentymentem wspomina dzieciństwo. O drewnianym domu na Bałutach w Łodzi, w którym się wychował, mówi, że był jego przystanią. Kiedy dziś znajduje się w okolicy Parku Julianowskiego, wracają wspomnienia i nostalgia.
Aktor miał niespełna dziewięć lat, gdy na świecie pojawiła się jego siostra Anna. Mama zrezygnowała wtedy z pracy, by zająć się dziećmi.
- Odprowadzała do szkoły, gotowała, zajmowała się domem - wspominał Bosak w rozmowie ze "Zwierciadłem", dodając, że wszystko było na jej głowie.
Ojciec miał w rodzinie zupełnie inną rolę.
- Tata był od weekendowych rozrywek, zabierał do kina, woził na treningi karate. To on zachęcił mnie do uprawiania sportu - opowiadał.
Ojciec Marcina Bosaka chciał, by syn został mistrzem świata
Rodzice, otwiera się w nowym oknie poświęcali Marcinowi i Ani bardzo dużo czasu. Dzieci mogły zwrócić się do nich z każdą sprawą i wiedziały, że zostaną wysłuchane.
- Mam rodziców godnych pozazdroszczenia - stwierdził aktor w wywiadzie dla portalu Polki.pl.
- Zawsze mnie wspierali, inwestowali we mnie, aprobowali wszystko, co robiłem - dodał.
Szczególną więź Marcin miał z ojcem, który zaraził go miłością do karate. Chłopiec trenował bardzo intensywnie, a tata wiązał z jego sportową przyszłością ogromne nadzieje.
- Jeździł ze mną na zawody po całej Europie. Chciał, żebym był mistrzem świata. Ostro trenowałem przez dziewięć lat, potem doznałem kontuzji i zakończyłem karierę sportową. Wtedy tata zaczął jeździć z Anią na turnieje tańca - wspominał Bosak na łamach Gazeta.pl.
Kontuzja przekreśliła więc plany o wyczynowym sporcie. Choć ojcu było przykro, że syn musiał zrezygnować z karate, nigdy nie dał mu odczuć, że jest nim zawiedziony.
Sportowa pasja ojca o mało nie udzieliła się zresztą także młodszej z rodzeństwa.
- Tata tak bardzo kochał karate, że niewiele brakowało, a mnie też by zapisał na zajęcia. Na szczęście mama zaprotestowała i zaprowadziła mnie na rytmikę - opowiadała Anna Bosak w "Gali".
Opiekował się młodszą siostrą. "Trzymaliśmy sztamę"
Tancerka i aktorka nie kryje, że starszy brat od najmłodszych lat bardzo się o nią troszczył.
- Zabierał mnie na spacery, na rower, sanki i łyżwy, bawił się ze mną resorakami. Przed rodzicami trzymaliśmy sztamę - wspominała.
Więź, która połączyła rodzeństwo w dzieciństwie, przetrwała próbę czasu.
Gdy kilka lat temu Marcin znalazł się w bardzo trudnym momencie życia, Anna była jedną z pierwszych osób, do których zwrócił się o pomoc.
- Po prostu była przy mnie - wyznał Gazecie.pl.
- Był moment, że nie mogłem być sam w moim wielkim domu, bo bym zwariował. Poprosiłem Anię o pomoc i dostałem ją od niej - dodał.
Dziadek był artystą cyrkowym. Aktorstwo miał w genach?
Kiedy sportowa droga Marcina dobiegła końca, w jego życiu pojawił się zupełnie inny pomysł. Po maturze postanowił zdawać do szkoły teatralnej. Także wtedy mógł liczyć na wsparcie ojca.
Jak się okazuje, artystyczne zainteresowania nie były w rodzinie Bosaków niczym nowym.
- W młodości sam grywał w amatorskim teatrze. A dziadek, jego tata, był artystą cyrkowym. Genów nie oszukasz... - powiedział aktor w jednym z wywiadów.
W domu Bosaków się nie przelewało, ale dzieciom - jak wynika ze wspomnień aktora - nigdy nie brakowało tego, co najważniejsze. Rodzice dbali również o to, by Marcin i Anna mieli ze sobą jak najlepsze relacje. Pozwalali im się kłócić, ale wymagali, by po każdej sprzeczce podali sobie ręce na zgodę.
Do dziś rodzeństwo pozostaje ze sobą bardzo blisko.
Wciąż czuje się chłopakiem z Bałut
Pytany o dzieciństwo, Marcin Bosak podkreśla, że było ono normalne i bezpieczne. Wie, że w dużej mierze była to zasługa rodziców, którzy pozostawali czujni i reagowali, gdy - jak sam żartuje - pakował się w kłopoty.
- Miałem sąsiada, boksera. Fundował nam poczucie zagrożenia, którego jednak do końca sobie nie uświadamiałem. Raczej odbierałem je przez napięcie rodziców - opowiadał "Zwierciadłu".
Choć jego rodzice już dawno zmienili miejsce zamieszkania, aktor wciąż wzrusza się, gdy przechodzi obok starego domu, w którym spędził dzieciństwo.
- Jako dziecko zupełnie nie miałem świadomości, że żyję w miejscu o niezbyt dobrej sławie. Po prostu miałem kolegów, byłem chłopakiem stamtąd, więc nie czułem jakiegoś zagrożenia - wspominał w wywiadzie dla Gazeta.pl.
I choć od tamtych czasów w jego życiu zmieniło się niemal wszystko - zamiast sportowych medali przyszły role teatralne, filmowe i serialowe - jedna rzecz pozostała niezmienna.
- Ciągle się czuję chłopakiem z Bałut - zapewnia Marcin Bosak.











