Iwona Świętochowska zauroczyła się starszym o 28 lat Kazimierzem Kutzem od pierwszego wejrzenia. Kiedy w 1978 roku dostała rolę w reżyserowanym przez niego w Teatrze Wybrzeże "Przedstawieniu 'Hamleta' we wsi Głucha Dolna", nie przypuszczała, że trzy lata później - 10 października 1981 roku - zostanie jego żoną.
Oświadczył się jej spontanicznie
Iwona znała twórczość Kutza, była fanką jego śląskiej trylogii - filmów "Sól ziemi czarnej", "Perła w koronie" i "Paciorki jednego różańca". Z radością przyjęła propozycję pracy pod jego okiem.
Kazimierz Kutz oczarował ją swoim poczuciem humoru, pewnością siebie i inteligencją.
"Świetnie się nam rozmawiało. O sztuce, o życiu, o duchowości. Gdyśmy się poznali, był w związku, ja też. Nie mógł zrozumieć, dlaczego nie potrafi ułożyć sobie życia" - wspominała aktorka po latach na łamach "Newsweeka".
Szybko się w nim zakochała, a gdy po kilku tygodniach znajomości poprosił, by została jego żoną, bez wahania powiedziała "tak".
"Pewnego dnia klęknął na Monciaku i zapytał, co bym zrobiła, gdyby mi się oświadczył. Odpaliłam, że pękłabym ze śmiechu. No to sobie popękałam" - opowiadała "Newsweekowi".
Reżyser, zanim poznał Iwonę, był dwukrotnie żonaty. Z pierwszą żoną - aktorką Krystyną Szerenkowską - rozstał się, bo nie chciała mieć dzieci. Małżeństwo z tancerką Małgorzatą Gillert, z którą w 1970 roku doczekał się syna Gabriela, też nie przetrwało próby czasu.
"Moje małżeństwa się rozpadły, bo ten zawód jest radykalny, każdy dzień to walka" - wyznał reżyser po latach w rozmowie z autorką książki "Cały ten Kutz. Biografia niepokorna".
Kutz nie krył, że był bawidamkiem nieodpornym na kobiece wdzięki i dopiero u boku trzeciej żony się ustatkował i - to jego słowa - poczuł grunt pod nogami.
Dała mu to, czego pragnął najbardziej
Iwona Świętochowska po ukończeniu Studium Aktorskiego przeprowadziła się z rodzinnej Gdyni na Śląsk. Przyznaje, że pojechała do Katowic "za Kazimierzem". Jeszcze zanim wyszła za reżysera, zagrała w jego "Zapachu dojrzałej pigwy" na scenie Teatru Śląskiego i w spektaklu "Urlop zdrowotny", który zrealizował na zlecenie Teatru Telewizji.
Krytycy teatralni nie mieli wątpliwości, że Iwona ma szansę na wspaniałą karierę, a fakt, iż jest "muzą" Kazimierza Kutza, może jej tylko w niej pomóc. Jej jednak wcale nie zależało na karierze.
Wkrótce po tym, jak zagrała w filmie męża "Na straży swojej stać będę", Iwona Świętochowska urodziła Wiktorię i poświęciła się wychowywaniu córki. Kiedy w 1988 roku po raz drugi została matką, zdecydowała się zrezygnować z pracy w teatrze.
Trzy lata po przyjściu na świat Kamili, rodzina Kutzów powiększyła się o Tymoteusza.
Kazimierz Kutz opowiadał w wywiadach, że dzięki Iwonie czuje się bardzo szczęśliwym "family manem".
"Miałem dzieci 20 lat później niż wszyscy inni. Najpierw postanowiłem zająć się karierą i przesunąłem rodzinność na drugi plan. A gdy już osiągnąłem sukces, po czterdziestce, zająłem się na serio rodziną" - wyznał pod koniec życia w rozmowie z Wirtualną Polską.
"Zawsze chciałem mieć rodzinę" - stwierdził z kolei w wywiadzie dla "Twojego Stylu".
Była przy nim do końca. To do niej skierował swoje ostatnie słowa
W 1994 roku na katowickiej premierze "Śmierci jak kromka chleba" Kazimierz Kutz źle się poczuł. Był już wtedy chory, przed kinem czekała na niego karetka, by od razu po projekcji filmu zabrać go do szpitala w Warszawie.
"Prosto na stół operacyjny... Wraz z prostatą udało się zlikwidować źródło nowotworu. Przynajmniej tak to przez wiele lat wyglądało" - wyznała Iwona Świętochowska, wspominając męża w rozmowie z "Newsweekiem".
Kilka lat po operacji pojawiły się przerzuty. Reżyser nie przyjmował do wiadomości, że choroba wróciła.
"Opowiadał w wywiadach, że jest niepokonany. Miałam umowę z lekarzami, że mówią mnie. Nie jemu. Przez lata lekarstwem był dla niego dom. Kupiliśmy go zaraz po pierwszej operacji" - opowiadała żona reżysera w cytowanym już wywiadzie.
Stan reżysera pogarszał się z miesiąca na miesiąc. Pewnego dnia Iwona Świętochowska zauważyła, że mąż jej nie poznaje. "Miałam wrażenie, że traktuje mnie jak nowo poznaną kobietę" - wspominała.
18 grudnia 2018 roku aktorka czuwała przy łóżku Kazimierza Kutza w Międzyleskim Szpitalu Specjalistycznym w Warszawie. Nagle powiedział do niej: "Dziękuję. Przepraszam. Do widzenia".
"Wtedy chciał już odejść. I odszedł. Tego dnia wszystko się skończyło" - powiedziała Iwona Świętochowska "Newsweekowi".









