Śląsk dał im charakter, nauczył szacunku do pracy i przekonania, że rodzina jest najważniejsza. Niektórzy musieli ciężko pracować, żeby pozbyć się charakterystycznego akcentu, inni świadomie uczynili ze śląskiej godki swój znak rozpoznawczy. Marian Dziędziel, Piotr Polk, Anna Dereszowska, Bogdan Kalus, Jolanta Fraszyńska i ich koledzy nie mają wątpliwości, że rodzinne strony ukształtowały ich na całe życie.
Marian Dziędziel miał zostać górnikiem. Wybrał aktorstwo
Marian Dziędziel wychował się w tradycyjnej śląskiej rodzinie. Jego dziadek, ojciec i brat byli górnikami. Mama zajmowała się domem, a ojciec po szychcie w kopalni pracował jeszcze w należącym do rodziny gospodarstwie. Krewni mieszkali blisko siebie, wzajemnie się wspierali i tworzyli bardzo zżyty klan.
Sam przyszły aktor pod ziemię zjechał tylko dwa razy. Za drugim razem zobaczył kopalnię podczas normalnej pracy.
- Te kombajny na pełnych obrotach, te dziwne maszyny, ciemność. Szok. To było przerażające - wspominał po latach.
Gdy zdecydował, że zamiast górnikiem zostanie aktorem, pojawił się problem, którego wcześniej nawet nie brał pod uwagę. Podczas egzaminów do szkoły teatralnej komisja natychmiast usłyszała jego wyraźny śląski akcent.
- Pamiętam spotkanie po egzaminie z profesorem Władysławem Krzemińskim. Powiedział do mnie: "Przyjmiemy pana na studia, ale musi pan obiecać, że poprawi polski akcent". Odparłem: "Ja, naucza się" - opowiadał Dziędziel.
Obietnicy dotrzymał, ale Śląska nigdy się nie wyrzekł. Przeciwnie - z czasem stał się jednym z aktorów najmocniej kojarzonych z regionem i jego kulturą.
Piotr Polk traktuje śląską godkę jak wyjątkowy dar
Piotr Polk pochodzi z Kalet. Jako aktor musiał nauczyć się mówić czystą polszczyzną, ale podkreśla, że nigdy nie chodziło mu o wymazanie własnego pochodzenia.
- Nauczyłem się mówić po polsku, chciałem zniwelować do maksimum akcent, ale nie po to, by się pozbyć śląskości, tylko dlatego, że język jest podstawowym narzędziem pracy aktora. Mogę zagrać Ślązaka, w śląskim filmie, teatrze, ale też mogę mówić piękną poezję w języku polskim - tłumaczył w rozmowie z portalem "Śląskie Nasze Miasto".
W swoim aktorskim CV Polk wymienia gwarę śląską wśród znanych języków. Robi to z pełnym przekonaniem.
- Wymieniam, bo się jej nie zaparłem i się jej nie wstydzę. Gwara śląska, choć jest jednym z naszych regionalizmów, jest językiem obcym. Nie polega tylko na słownictwie, jest daleko więcej cech, które odróżniają ten język od innych. I zostaje na całe życie w nas, Ślązakach. Traktuję ten język jak dar, jak coś swojego, unikalnego, co nie wszyscy mają - mówił.
Polk uważa, że typowy Ślązak mocno kocha, cierpliwie znosi przeciwności, lecz niechętnie mówi o emocjach. Sam porównuje się do uśpionego wulkanu.
- Bardzo dużo zniosę, jestem bardzo cierpliwy, trudno mnie wyprowadzić z równowagi, ale jak już się mnie z niej wyprowadzi, to już jest "po ptokach" - wyznał.
Anna Dereszowska dorastała wśród familoków
Anna Dereszowska urodziła się w Mikołowie. Choć jej rodzina nie miała związków z górnictwem, dorastała wśród dzieci górników i dobrze znała życie familoków. Jest przekonana, że Śląsk dał jej solidne wychowanie.
- Dzięki Śląskowi jestem osobą porządną i dobrze wychowaną - podkreśla.
Dereszowska jest też dumna z sukcesów odnoszonych przez ludzi pochodzących ze Śląska. Jej zdaniem pomagają im wyniesione z domu pracowitość, konsekwencja i obowiązkowość. Żałuje jedynie, że sama nie mówi gwarą.
- Bardzo lubię gwarę, jest piękna i bardzo plastyczna. Ubolewam, że nią nie mówię, ale mój brat już tak. Chciałabym, by weszła do szkół, żeby dzieci mogły się jej uczyć - mówiła w jednym z wywiadów.
Bogdan Kalus wyjechał ze Śląska, ale Śląsk z niego nie wyjechał
Bogdan Kalus z dumą przedstawia się jako Ślązak z dziada pradziada. Jego rodzinne korzenie prowadzą między innymi do Orzesza, Świętochłowic i Rydułtów, on sam zaś wychowywał się w Chorzowie Batorym, czyli dawnych Wielkich Hajdukach.
- Tu urodziłem się, tu wychowałem. Jestem z dziada pradziada Ślązakiem - zapewniał.
Choć od ponad 20 lat mieszka poza regionem, nie zerwał z nim więzi. Do Chorzowa chętnie wraca i przekonuje, że miejsc o podobnym charakterze próżno szukać w innych częściach Polski.
Gwary nauczył się już jako dziecko. Dziś używa jej przede wszystkim podczas spotkań z rodziną. Aktorski warsztat sprawił jednak, że potrafi swobodnie przechodzić od czystej polszczyzny do charakterystycznego śląskiego akcentu.
- Jeśli chcę, mogę sprawić, że bardzo dokładnie słychać u mnie śląski akcent, ale w zależności od potrzeby potrafię się go pozbyć - wyjaśnił.
Zbigniew Stryj nie mógłby żyć gdzie indziej
Zbigniew Stryj nie tylko pochodzi ze Śląska, ale też od lat opowiada o nim w swojej twórczości. Jest przekonany, że właśnie tam znajduje się jego miejsce na ziemi.
- Ja jestem Ślązakiem z dziada pradziada. Chyba nie mógłbym żyć gdzie indziej. Jestem z tym miejscem związany od zawsze i na zawsze. To najlepsze miejsce na świecie, niezwykłe, mające swój charakter, wielokulturowe, specyficzne. Ten tygiel różnych kultur jest mną, we mnie - wyznał.
Stryj stworzył wiele przedstawień poświęconych Górnemu Śląskowi. Wystawiano je w niecodziennych miejscach: pod ziemią, w starej łaźni czy w budynku maszyny parowej. Wśród jego realizacji znalazły się m.in. "Żywi ludzie", "Ojcowizna", "Na Guido", "Moje miejsce" i "Karlik".
Najważniejsze wartości wyniesione z rodzinnego domu to dla niego szacunek do pracy i przywiązanie do bliskich.
- Dla Ślązaków zawsze najważniejsza była rodzina - podkreślał, ubolewając, że młodzi ludzie coraz częściej stawiają na pierwszym miejscu pieniądze, sukces i karierę.
Jolanta Fraszyńska dorastała w familoku. "Nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać"
Jolanta Fraszyńska dzieciństwo spędziła w Mysłowicach. Mieszkała w familoku, gdzie drzwi rzadko zamykano na klucz, sąsiedzi doskonale się znali, a dzieci mogły zjeść obiad nie tylko we własnym domu, lecz także u którejś z sąsiadek.
- Urodziłam się na Śląsku i uważam, że nic piękniejszego nie mogło mnie spotkać - zapewnia aktorka.
Jej dziadek Antoni prowadził na parterze zakład fryzjerski. Fryzjerką była również mama Jolanty, dlatego przyszła gwiazda wraz z siostrą Kasią dorastała po części wśród foteli, luster i buczących suszarek, a po części na podwórku. Choć była drobna i niepozorna, szybko stała się liderką dziecięcej grupy.
Fraszyńska przyznaje, że Śląsk bardzo się zmienił, lecz wciąż wyczuwa tam szczególną energię.
- Zawsze, kiedy jestem na Śląsku, czuję się swojsko. Tam jest inny gatunek ludzi i to jest zauważalne - przekonywała.
Jej zdaniem Ślązacy mają jasno określoną hierarchię wartości. Wiedzą, czym jest dobro, czym zło i co naprawdę powinno liczyć się w życiu.
Anna Guzik: Śląsk dał jej "moralne zaplecze"
Anna Guzik również nigdy nie ukrywała dumy ze swojego pochodzenia. Zarówno jej rodzice, otwiera się w nowym oknie, jak i dziadkowie byli Ślązakami. W domu przyszłej aktorki pielęgnowano tradycje, wspólnie obchodzono święta i dbano o rodzinne więzi.
- Zostałam wychowana w tej kulturze i tradycji. Należą do niej m.in. poszanowanie rodziny i wspólne obchodzenie świąt, religia. Żywe są też inne trwałe wartości: uczciwość, pracowitość, rzetelność. To moje zaplecze moralne, z którym weszłam w dorosły świat - opowiada.
Dzięki takiemu wychowaniu, gdy zaczynała samodzielne życie i aktorską karierę, wiedziała już, na jakich zasadach chce je budować.
Michał Żurawski dopiero w Warszawie odkrył, że ma śląski akcent
Michał Żurawski urodził się w Zabrzu, a połowę życia spędził w Chorzowie. Dopiero po przyjeździe do Warszawy odkrył, że mówi z wyraźnym akcentem.
- Do 18. roku życia wydawało mi się, że mówię czystą polszczyzną, a gdy dostałem się na studia w Warszawie, w Akademii Teatralnej powiedzieli: przyjmą mnie pod warunkiem, że popracuję nad językiem, nad akcentem. Nie wiedziałem, o co im chodzi - wspominał.
Po latach spędzonych w stolicy aktor zauważył, że powrót do dawnego sposobu mówienia nie przychodzi mu już tak łatwo. Wciąż jednak ma w sobie cechy, które kojarzy ze Śląskiem.
- Może to są stereotypy, ale coś w tym jest. Kiedy Ślązacy spotykają się w pracy, idzie ona sprawniej. Jest trochę inny "Ordnung" - żartował.
Żurawski zdecydowanie sprzeciwia się natomiast krzywdzącym opiniom na temat mieszkańców regionu. Wielokrotnie spotykał ludzi, którzy oceniali Ślązaków, choć nie mieli pojęcia o skomplikowanej historii tej ziemi.
Eryk Lubos: Na Śląsku liczy się tylko praca
Eryk Lubos pochodzi z Tarnowskich Gór i mówi o sobie krótko: "chłopak ze Śląska". W rodzinnym domu od najmłodszych lat uczono go, że na wszystko trzeba sobie zapracować.
- Jestem chłopak ze Śląska. I od dziecka byłem wychowywany w etosie pracy. Na Śląsku liczy się tylko praca. Najlepiej od rana do wieczora - twierdzi aktor.
Ten etos doskonale odnalazł się w jego zawodzie. Lubos długo pracował na uznanie, często wcielał się w bohaterów szorstkich, milczących i zahartowanych przez życie. Być może właśnie dlatego wypada w takich rolach tak przekonująco. Śląskie wychowanie nauczyło go przecież nie tylko pracowitości, ale też wytrwałości i niechęci do łatwego poddawania się.
Wyjechali ze Śląska, ale Śląsk został w nich na zawsze
Każde z nich opowiada o rodzinnych stronach nieco inaczej. Dla jednych Śląsk pachnie kopalnią i przypomina o szychcie, dla innych oznacza familok, otwarte drzwi sąsiadów, rodzinny stół albo charakterystyczną godkę. Łączy ich jednak znacznie więcej niż miejsce urodzenia.
Śląski akcent niektórym początkowo utrudniał aktorską karierę. Musieli nauczyć się go kontrolować, żeby móc swobodnie wcielać się w bohaterów z całej Polski. Tego, co wynieśli z rodzinnych domów, nie chcieli jednak zmieniać.
Bo dykcji można nauczyć się w szkole teatralnej. Akcent można zgubić, wyjechać setki kilometrów od familoków i kopalnianych szybów. Ale - jak pokazują historie Dziędziela, Polka, Fraszyńskiej, Kalusa i pozostałych - Śląska z człowieka tak łatwo wykorzenić się nie da.











