Ledwo wiązał koniec z końcem. Zanim stał się gwiazdą, sprzedawał pończochy

Dziś kojarzymy go z elegancją i estradowym blaskiem, ale początki w Warszawie były walką o przetrwanie. Krzysztof Tyniec szczerze opowiada o czasach, gdy jako akwizytor handlował jedwabnymi koszulami uszytymi przez żonę, by utrzymać rodzinę.

Dziś uznany artysta estradowy, uwielbiany aktor i konferansjer, kiedyś ledwo wiązał koniec z końcem. Krzysztof Tyniec obchodzi właśnie 70. urodziny i z tej okazji warto bliżej przyjrzeć się temu, jak wyglądała jego droga, by zostać jednym z najbardziej charakterystycznych polskich artystów.

Krzysztof Tyniec: to był trudny czas

Urodził się w 1956 roku w Nowej Rudzie. Wychowywał się w Zgorzelcu, a w 1980 roku ukończył studia w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej. Ekranowy debiut zaliczył w tym samym roku w serialu "Dom". Pierwszą kinową rolę aktor otrzymał 5 lat później w zapomnianym dziś obrazie "Gra w ślepca" w reżyserii Dominika Rettingera-Wieczorkowskiego. Wcielił się w nim w jąkałę Jędrka, który przyjeżdża do dużego miasta, gdzie znajduje pracę plakaciarza i zakochuje się w granej przez Monikę Doroz-Orłoś Ewie.

Reklama

Po wprowadzeniu stanu wojennego w Polsce przeprowadził się wraz z rodziną ze Słupska do Warszawy. W jednym z wywiadów wspominał, że aby się utrzymać w tym trudnym czasie, żona zaczęła szyć koszule z jedwabiu, a on sam starał się sprzedawać je jako akwizytor. Handlował też na bazarze pończochami i rajstopami, które przesyłała teściowa.

"Przekonywałem sam siebie, że żadna praca nie hańbi. Dzięki tym pończochom i rajstopom mieliśmy pieniądze na życie, bo z teatralnej gaży raczej nie utrzymałbym rodziny" - twierdził.

W kolejnych latach Krzysztofa Tyńca mogliśmy oglądać na kinowym ekranie m.in. w "Nikt nie jest winien" (1986) Ryszarda Zatorskiego, "Pannach i wdowach" (1991) Janusza Zaorskiego czy "Zwolnionych z życia" (1992) Waldemara Krzystka. Szybko okazało się jednak, że aktor lepiej czuje się na estradzie niż przed kamerą. Lata 80. i 90. upłynęły aktorowi pod znakiem programów muzycznych dla dzieci oraz występów w Kabarecie Olgi Lipińskiej. Prowadził także teleturnieje "Idź na całość" i "Koło fortuny", a w 2007 roku nieoczekiwanie zwyciężył w piątej edycji "Tańca z Gwiazdami". Zbigniew Wodecki porównał aktora do samego Freda Astaire'a, pozostali jurorzy zasugerowali zaś triumfatorowi, że powinien zmienić nazwisko z Tyniec na Taniec.

W latach 2003-2011 Krzysztof Tyniec grał w sitcomie "Daleko od noszy", w którym wcielał się w postać doktora Rudolfa Wstrząsa. Aktor zaliczał również serialowe epizody: w "Niani" wcielił się w jednego z mężów bohaterki Barbary Bielskiej, w "Kryminalnych" był adwokatem "Cichego" (Joachim Lamża), wreszcie w "Plebanii" oglądaliśmy go w kilku odcinkach w roli Alfreda.

"Jestem typem aktora, który - zapytany przez reżysera, czy mogę stanąć na głowie, obracać się w kółko i recytować inwokację 'Pana Tadeusza' - odpowiada: 'Spróbuję'" - aktor mówił w rozmowie z magazynem "Świat i Ludzie".

Żonę poznał jeszcze w szkole

W życiu prywatnym Krzysztof Tyniec jest szczęśliwym małżonkiem, przyszłą żonę poznał już w drugiej klasie liceum. Miał wtedy zespół rockowy, z którym grał w kościele w Zgorzelcu. Jagoda pojawiła się na jednym z koncertów.

"Siedziała w drugiej ławce i patrzyła na mnie, wydawało mi się, że z podziwem, co ośmieliło mnie, by do niej podejść" - wspominał aktor w rozmowie z "Dobrym Tygodniem".

Tak bardzo mu się podobała, że z miejsca poprosił, żeby została jego dziewczyną. Zgodziła się, nie przypuszczając, że młodzieńcze uczucie, jakim go obdarzyła, przerodzi się z czasem w wielką miłość. Wiedziała, że Krzysztofa ciągnie na scenę, więc mocno trzymała kciuki i go wspierała. Pobrali się po trzecim roku studiów. Nie przeszkadzało im, że gnieżdżą się w wynajmowanej kawalerce, bo byli przekonani, że kiedyś oboje odniosą sukces i zamieszkają we własnym domu.

"Nie jestem ideałem. Powiem jedynie, że po tylu latach razem nadal jesteśmy dla siebie i przyjaciółmi, i kochankami, i powiernikami. Może to zabrzmi pompatycznie, ale jeżeli Tyńca nazwać rośliną, to moja żona Jagoda jest dla tej rośliny deszczem i słońcem" - opowiadał magazynowi "Świat i Ludzie".

Państwo Tyńcowie uwielbiają uprawiać nordic walking, jeżdżą razem na długie wycieczki rowerowe i przede wszystkim spełniają się jako dziadkowie. Starsza córka pary ma trójkę dzieci: synów Bruna i Mirona oraz córkę Celinkę, młodsza wychowuje jedynaka.

swiatseriali
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL