- Tato kończył mecz przed przerwą, bo musiał szybciutko jechać na sztukę do teatru - wspominała po latach jego córka Laura Łącz.
Jak opowiadała aktorka, trener zdejmował jej ojca z boiska kilka minut przed końcem pierwszej połowy, a kibice żegnali swojego ulubieńca owacją. Warszawa uwielbiała "Makusia". Na stadionie zachwycał skutecznością, a wieczorem stawał na scenie.
Niektórzy twierdzą nawet, że kiedyś tak bardzo spieszył się z meczu do teatru, że dopiero na scenie zorientował się, iż... na nogach ma jeszcze getry i piłkarskie korki.
Najpierw podbił piłkarskie boiska i reprezentację Polski
Urodzony w 1921 roku w Rzeszowie Marian Łącz od nastoletnich lat żył piłką. Grał w Resovii, podczas wojny występował w konspiracyjnych meczach, a po jej zakończeniu został napastnikiem Baltii Gdańsk, później ŁKS-u Łódź i Polonii Warszawa.
W 1949 roku został wicekrólem strzelców ligi z dorobkiem 18 bramek i zadebiutował w reprezentacji Polski. Jan Englert, który poznał Łącza w czasach, gdy sam był trampkarzem w Polonii, po latach porównywał go do Gerda Müllera.
- Był egzekutorem. Strzelał bramki, rządził na boisku, krzyczał, domagał się piłek, sterował kolegami. Był liderem - wspominał aktor starszego kolegę.
Łącz rozegrał w reprezentacji trzy spotkania, ale wielu historyków futbolu uważa, że gdyby nie aktorstwo, jego sportowa kariera mogłaby być znacznie dłuższa.
To piłka otworzyła mu drzwi do aktorstwa
Paradoksalnie również teatr zawdzięczał futbolowi.
Do egzaminów do szkoły aktorskiej przygotował go Jerzy Duszyński, który znał Łącza z piłkarskich boisk.
- Znał mnie z boiska. Nauczył mnie roli. No i zdałem - wspominał po latach aktor.
Od tej pory jego życie zamieniło się w nieustanny wyścig z czasem. Za dnia trenował i rozgrywał mecze, wieczorami występował na scenie. Jednym z powodów, dla których wybrał Polonię Warszawa, była bliskość stadionu przy Konwiktorskiej do Teatru Polskiego.
Przez kilka lat wszystko udawało się pogodzić. Do czasu.
Po jednym z meczów nie zdążył na czas na przedstawienie, w którym partnerował Ninie Andrycz.
- Panie Łącz, albo piłka, albo teatr - usłyszał od dyrektora.
Laura Łącz wspominała, że ojciec miał już wtedy ponad trzydzieści lat i wiedział, że sportowa kariera zbliża się do końca.
- Tata był już wtedy po trzydziestce, wybrał teatr, który kochał. Dla moich rodziców teatr był najważniejszą świątynią sztuki - opowiadała.
Sam Marian Łącz mówił o tym z właściwym sobie spokojem:
- Grałem równolegle w Polskim i Polonii. W teatrze i drużynie. W końcu wszystko samo się ułożyło. Jako zawodnik dobiegałem kresu swojej kariery, jako aktor byłem natomiast na początku drogi. To nawet ładnie brzmi: równocześnie kończyłem i zaczynałem.
Stał się królem drugiego planu w filmach i serialach PRL-u
Choć nigdy nie należał do aktorów pierwszoplanowych, widzowie doskonale go pamiętają. Wystąpił w dziesiątkach filmów i seriali, tworząc charakterystyczne epizody, które często kradły całe sceny.
Zagrał m.in. w "Janosiku", "Misiu", "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz", "Alternatywach 4", "Kochaj albo rzuć". Słynna rozmowa dwóch chłoporobotników (z Józefem Nalberczakiem) w komedii "Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz" Stanisława Barei do dziś uchodzi za jedną z najbardziej kultowych scen polskiego kina.
Jan Englert trafnie zauważył, że na boisku Marian Łącz był egzekutorem, ale w teatrze świetnie odnalazł się w roli aktora zespołowego.
- W teatrze przypadła mu rola raczej wystawiacza piłek i wypełniał ją w pełni profesjonalnie. Był przede wszystkim bardzo lubiany - mówił.
Zobacz również:
Przyszłą żonę zdobył dzięki piłkarskim golom
Jego wielką miłością została aktorka Halina Dunajska. Początkowo nie odwzajemniała jego uczuć, ale wszystko zmieniło się, gdy zaprosił ją na mecz.
- Kiedy zobaczyła, jak strzela gole, a kibice noszą go na rękach, zakochała się - opowiadała Laura Łącz.
Małżeństwo przetrwało ponad trzydzieści lat. Ich córka również została aktorką i od lat jest związana z serialem "Klan".
Laura w wywiadach wspomina ojca jako człowieka pełnego pogody ducha.
- Ojciec był bardzo pogodnym człowiekiem. Od rana podśpiewywał i pogwizdywał. Wszystko go cieszyło, wszystko mu smakowało - mówiła.
Humorem podbijał plan filmowy i serca przyjaciół
Przyjaciele wspominają go przede wszystkim jako człowieka o niezwykłym poczuciu humoru. Witold Pyrkosz opowiadał historię z planu "Janosika", gdy podczas gry w kierki Łącz, zamiast pokazać przegraną rękę, po prostu... wyrzucił wszystkie karty przez okno hotelu z dwunastego piętra.
Był też zapalonym wędkarzem, kolekcjonerem antyków i majsterkowiczem. Własnoręcznie odnawiał stare meble, rzeźbił w drewnie i naprawiał porcelanę.
2 sierpnia 1984 roku Marian Łącz zmarł nagle we śnie w swoim letnim domu pod Warszawą. Miał zaledwie 63 lata. Pozostawił po sobie nie tylko dziesiątki filmowych i teatralnych ról, ale także niezwykłą historię człowieka, który z równą pasją walczył o gole na piłkarskich boiskach i o brawa publiczności.
Do dziś pozostaje jedynym tak spektakularnym przykładem kariery, w której reprezentacja Polski i wielka scena szły ramię w ramię.












