Pływające miasto
Kiedy w kwietniu 1936 roku MS "Batory" wyruszył w swój pierwszy rejs, był dumą II Rzeczypospolitej. Na siedmiu pokładach mieściło się niemal wszystko, czego można było oczekiwać od luksusowego hotelu. Restauracje, bary, kino, dancing, kaplica, czytelnia, basen, sala gimnastyczna, szpital, a nawet drukarnia wydająca pokładową gazetkę.
Pierwszy rejs z Triestu do Gdyni był wydarzeniem towarzyskim sezonu. Na pokład weszli politycy, przedsiębiorcy i arystokraci, ale także artyści. Płynęli m.in. Melchior Wańkowicz, Arkady Fiedler, Wojciech Kossak czy Irena Eichlerówna. Cała Polska słuchała radiowych relacji Wańkowicza, który przekonywał, że "słońce, wino i dancingi robiły swoje".
Romans Ordonki, o którym mówiła cała Polska
Na "Batorym" rodziły się nie tylko wspomnienia z podróży.
W czerwcu 1938 roku na pokład weszła Hanka Ordonówna, która płynęła na tournée po Stanach Zjednoczonych. Kapitan otoczył słynną artystkę wyjątkową opieką, ale jej uwagę przykuł ktoś inny - przystojny pierwszy oficer Jan Strzembosz.
Tańczyli razem do późnej nocy, potem spacerowali po Nowym Jorku i spotkali się ponownie podczas kolejnego rejsu. Problem polegał na tym, że Ordonka była już żoną hrabiego Michała Tyszkiewicza. Romans nigdy nie przerodził się w trwały związek, ale przez lata obrósł legendą. Mówiono, że Tyszkiewicz doskonale wiedział o uczuciu żony, lecz znosił swój ból w milczeniu.
Miłosnych historii na "Batorym" było więcej. Monika Żeromska wspominała choćby wielbicielkę Arkadego Fiedlera, która miała biegać po statku, wołając jego imię, podczas gdy zawstydzony pisarz szukał schronienia w... maszynowni.
Wańkowicz na maszcie
Pierwszy rejs "Batorego" dostarczył również wielu komicznych historii.
Melchior Wańkowicz po jednej z wizyt w pokładowym barze postanowił wspiąć się na maszt. Problem pojawił się, gdy statek zaczął mocniej kołysać. Pisarz utknął wysoko nad pokładem i przez długi czas nie potrafił zejść.
Kilka dni później kupił w Dubrowniku kosztowną butelkę czerwonego wina. Chciał zachować ją na wyjątkową okazję, ale gdy wrócił na statek, okazało się, że Wojciech Kossak właśnie świętuje imieniny. Wańkowicz podarował więc cenny trunek malarzowi, który natychmiast rozlał go wszystkim gościom. Dla ofiarodawcy... już nie wystarczyło.
Batory podbił także kino
Nic dziwnego, że tak niezwykły statek wcześniej czy później musiał zainteresować filmowców.
Do dziś jednym z najważniejszych obrazów polskiego kina pozostaje "Pasażerka" Andrzeja Munka. To właśnie na pokładzie "Batorego" spotykają się po latach była esesmanka i więźniarka Auschwitz. Film przeszedł do historii również dlatego, że Munk zginął w wypadku samochodowym przed zakończeniem zdjęć. Obraz dokończył Witold Lesiewicz, a "Pasażerka" zdobyła uznanie na całym świecie i była polskim kandydatem do Oscara.
Na pokładzie "Batorego" powstały również końcowe sceny komedii "Żona dla Australijczyka" Stanisława Barei. Reżyser, wierny swojej tradycji, przemycił do filmu także żonę Hannę Kotkowską-Bareję, która pojawiła się jako jedna z pasażerek.
Statek można zobaczyć także w filmie "Jadą goście, jadą", gdzie jest tłem zabawnych perypetii Polonusów wracających do ojczyzny.
Zobacz również:
Następca legendy
Kiedy wysłużony "Batory" zakończył służbę, jego miejsce zajął "Stefan Batory". Choć nie został zbudowany w Polsce - wcześniej pływał jako holenderski "Maasdam" - po gruntownej przebudowie szybko stał się nową wizytówką Polskich Linii Oceanicznych.
W pierwszy rejs do Montrealu wyruszył w kwietniu 1969 roku. Pasażerowie mieli do dyspozycji nowoczesne kabiny, salę widowiskową, saunę, salę gimnastyczną i liczne bary. Przez blisko dwadzieścia lat był najważniejszym polskim transatlantykiem.
Filmowy "Stefan Batory"
Także następca szybko trafił przed kamerę.
Najbardziej znany jest z kultowej komedii "Kochaj albo rzuć", w której Pawlak i Kargul wraz z Anią płyną do Stanów Zjednoczonych. Filmowcy wykorzystali autentyczny rejs, dzięki czemu na ekran trafił również prawdziwy sztorm na Morzu Północnym.
Zupełnie inny klimat ma "Spotkanie na Atlantyku" Jerzego Kawalerowicza. Tutaj cały dramat psychologiczny rozgrywa się na pokładzie "Stefana Batorego", a statek staje się niemal pełnoprawnym bohaterem filmu.
Tu powstał jeden z najsłynniejszych polskich szlagierów
Zarówno "Batory" jak i "Stefan Batory" kojarzyły się też z zabawą. Długie rejsy sprzyjały zabawie, tańcom i zawieraniu nowych znajomości. Niektórzy bawili się do tego stopnia, że następnego dnia nawet najcichsze dźwięki wydawały się nie do zniesienia.
Właśnie podczas jednego z takich rejsów Wojciech Młynarski napisał tekst piosenki "Tupot białych mew", która na zawsze związała się z legendą "Batorego".
Więcej niż statek
Dziś oba transatlantyki już nie istnieją, ale ich legenda wciąż żyje. Wraca w starych filmach, piosenkach, wspomnieniach pasażerów i rodzinnych opowieściach. Dla jednych były symbolem luksusu, dla innych oknem na świat albo ostatnim skrawkiem Polski przed wielką emigracją.
Niewiele statków może powiedzieć o sobie, że zagrały tyle filmowych ról. Jeszcze mniej takich, które do dziś wywołują nostalgię już na samo wspomnienie swojej nazwy. "Batory" był właśnie jednym z nich.










