Krystyna Chimanienko miała zadatki na gwiazdę, ale nie umiała się "sprzedać"
Krystyna Chimanienko – zupełnie dziś zapomniana polska aktorka – była w latach 60. uważana za wschodzącą gwiazdę kina i... piosenki. Niestety, nie miała szczęścia do ról, także na estradzie nie przykuwała uwagi, na jaką zasługiwała. Mówiono, że jest najbardziej tajemniczą artystką w kraju, bo – rzeczywiście – nie opowiadała w wywiadach o swoim życiu, nie epatowała prywatnością. "Jestem zwykła, mam zwykłe życie, o czym tu mówić?” - przekonywała dziennikarzy próbujących namówić ją na zwierzenia.
Krystyna Chimanienko - znana m.in. z kultowej "Rzeczpospolitej babskiej" i pierwszego polskiego serialu "Barbara i Jan" - zadebiutowała na scenie jeszcze w czasie studiów na wydziale łączności Politechniki Warszawskiej. Wybrała ten kierunek, bo nie przyjęto jej do PWST.
Marzyła o zostaniu aktorką, więc gdy koledzy z uczelni, którzy występowali w klubie Stodoła zaproponowali jej, by dołączyła do Studenckiego Teatru Dramatycznego, bez wahania przyjęła ich ofertę. Okazało się, że ma wielki talent.
Za pierwszą gażę Krystyna wyprawiła przyjęcie dla kolegów z zespołu.
Ci, którzy ją znali, wspominają, że nie miała siły przebicia i nie umiała walczyć o role. Kiedy w 1963 roku, a więc dwa lata po pomyślnie zdanym eksternistycznym egzaminie aktorskim dostała angaż w Ateneum - teatrze uważanym wtedy za jeden z najlepszych w Polsce - uznała, że jej przeznaczeniem jest tzw. drugi plan i nawet nie próbowała starać się o główne role.
W 1967 roku Krystyna Chimanienko podjęła współpracę z legendarnym Studenckim Teatrem Satyryków. Wydawało się, że wszechstronnie uzdolniona, świetnie śpiewająca aktorka wreszcie znalazła idealne dla siebie miejsce. Nie dostała jednak możliwości rozwinięcia skrzydeł, bo - podobnie jak wcześniej w Ateneum - dostawała jedynie epizody.
Przełom w karierze Krystyny mógł nastąpić po premierze filmu "Rzeczpospolita babska". Z dnia na dzień udało się jej przebić. Zrobiło się o niej głośno, ale niestety jedynie na chwilę. Miała już 33 lata i reżyserzy po prostu nie wiedzieli, jak wykorzystać jej talent i charyzmę.
Krystyna próbowała swych sił nie tylko w aktorstwie. Był moment, że miała szansę odnieść sukces jako piosenkarka. Wystąpiła na 1. Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu i dostała nawet wyróżnienie, ale nikt nie chciał pisać piosenek specjalnie dla niej, więc dała sobie spokój ze śpiewaniem.
Tak naprawdę Krystynie Chimanienko wiodło się tylko w dubbingu. To jej głosem mówi główny bohater kultowych produkcji dla młodzieży "Paragon gola" i "Do przerwy 0:1" Stanisława Jędryki (dubbingowała grającego Paragona Mariana Tchórzewskiego) oraz Huck Finn z "Przygód Tomka Sawyera" i tytułowy "Piotruś Pan" z animacji Disneya.
Aktorka - co wyszło na jaw dopiero po jej śmierci - często nie miała za co kupić chleba, nie mówiąc już o opłaceniu mieszkania. Henryk Machalica, z którym się przyjaźniła, zdradził, gdy nie było jej już wśród żywych, że po prostu klepała biedę, a żeby jakoś przetrwać, zajmowała się kopiowaniem nut dla radia. Nigdy nikogo nie prosiła o pomoc.
"Mieszkała kątem w jakiejś rupieciarni w 'Stodole', dostawała za darmo zupę w tamtejszej stołówce. Poza sceną jej życie nie było wesołe" - wyznał Machalica, wspominając ją na antenie Polskiego Radia.
Kto wie, jak potoczyły się losy Krystyny, gdyby potrafiła się "sprzedać". Tymczasem nawet jej przyjaciele z teatru nie mieli pojęcia, jak wygląda jej życie prywatne.
"Ja się nie lubię zwierzać" - mawiała.
Wiadomo, że była skłócona z ojcem, który nie mógł jej wybaczyć, że będąc na ostatnim roku studiów na politechnice, przestała nagle chodzić na zajęcia i postanowiła poświęcić się aktorstwu. Rodzice nigdy nie pogodzili się z tym, że została “komediantką" i, gdy rzuciła studia, przestali wspierać ją finansowo.
Był 27 marca 1972 roku, gdy Krystyna Chimanienko wracała nad ranem do domu, siedząc za kierownicą auta aktora Tomasza Andrzejewskiego, który nie był tego dnia w stanie sam prowadzić samochodu. Nagle straciła panowanie nad kierownicą - auto wpadło na tory tramwajowe i roztrzaskało się o słup trakcyjny, a potem o mur Pałacu Zamoyskich.
Ani Krystyna, ani towarzyszący jej Andrzejewski nie przeżyli wypadku. Z raportu policyjnego wynikało, że jechali za szybko.
Krystyna Chimanienko spoczęła na cmentarzu Bródnowskim w Warszawie. W dniu śmierci miała zaledwie 37 lat.