Marek Kondrat obejrzał tylko jeden odcinek "Lalki"
Netflix od początku zapowiadał swoją "Lalkę" jako autorską i współczesną reinterpretację klasyki. Paweł Maślona wraz z Pawłem Demirskim i Jagodą Dutkiewicz rozbudowali znaną historię o nowe wątki, tajemnice i elementy, których w książce nie było.
Kondrat najwyraźniej nie dał się przekonać takiemu podejściu.
"Obejrzałem pierwszy odcinek i to wszystko, co mogę zrobić dla tego serialu" - powiedział w rozmowie z "Polityką".
Aktor stwierdził również, że produkcja nie wytrzymuje, jego zdaniem, intelektualnego porównania z powieścią Prusa.
Sam wraca jako Rzecki. Jego "Lalka" ma być bliżej Prusa
Sytuacja jest o tyle ciekawa, że za kilka dni widzowie zobaczą Kondrata w zupełnie innej ekranizacji tej samej książki. Film Macieja Kawalskiego trafi do kin 30 września. Stanisława Wokulskiego gra Marcin Dorociński, Izabelę Łęcką Kamila Urzędowska, a Kondrat wciela się w Ignacego Rzeckiego.
Aktor nie twierdzi, że ich wersja pokaże każdy element wielowątkowej powieści. Podkreśla jednak, że twórcy nie chcą zniekształcać jej podstawowego zamysłu.
To właśnie "Lalka" skłoniła go do powrotu przed kamerę po latach przerwy. Kondrat przyznawał wcześniej, że ponownego grania właściwie nie planował.
Zobacz również:
Dwie "Lalki" dzieli zaledwie kilkanaście dni
Rzadko zdarza się, by w tak krótkim czasie widzowie dostali dwie duże ekranizacje tej samej polskiej powieści. Tym razem mogą niemal od razu porównać dwa zupełnie odmienne podejścia.
Netflix postawił na swobodniejszą reinterpretację, film Kawalskiego ma mocniej trzymać się ducha literackiego pierwowzoru. Kondrat już wybrał, które podejście jest mu bliższe. Serialowej wersji wystarczył mu jeden odcinek.
Cytat i stanowisko Kondrata pochodzą z jego rozmowy z "Polityką"; obsada i data kinowej premiery filmu są zgodne z aktualnymi informacjami o produkcji.










