Anna Polony deklaruje, że naprawdę kochała tylko dwóch mężczyzn - reżysera Konrada Swinarskiego, z którym, co wiedziała od początku ich znajomości, nie mogła być z powodu jego powszechnie znanej "dwoistości natury", oraz aktora Marka Walczewskiego, który był jej mężem i który złamał jej serce, zostawiając dla ich koleżanki po fachu.
"Spełnienia artystyczne konsekwentnie nie szły w moim życiu w parze z miłosnymi. To moja wina, bo mam trudny charakter, skłonność do zazdrości, jestem apodyktyczna i nerwowa. Musiałabym mieć za towarzysza uległego mężczyznę, a tacy mnie kompletnie nie interesowali" - powiedziała "Twojemu Stylowi".
O tym, że jej mąż prowadzi podwójne życie, dowiedziała się od znajomych
Los nie oszczędzał Anny Polony.
"Pierwsze lata mojego życia to okupacja - strach i wycie syren. Po wyzwoleniu wcale nie było lepiej" - wspominała w "Twoim Stylu", dodając, że dopiero gdy dostała się na wymarzone studia do krakowskiej szkoły teatralnej, poczuła się naprawdę szczęśliwa.
Po ukończeniu studiów Anna dołączyła do zespołu Teatru im. Słowackiego w Krakowie, a cztery lata później związała się na prawie pół wieku z Narodowym Starym Teatrem.
"Opatrzność obdarzyła mnie hojnie, dała mi zdolności, intuicję, wrażliwość, wszystko, co potrzebne jest artyście. Natura natomiast obeszła się ze mną niedobrze. Nie otrzymałam od niej wzrostu, urody, kondycji" - stwierdziła w rozmowie z "Wysokimi Obcasami".
Była na trzecim roku studiów, kiedy poznała Marka Walczewskiego. Zakochała się w nim do szaleństwa i myślała, że u jego boku spędzi całe życie.
Pewnego dnia - 13 lat po ślubie - ukochany poprosił ją o rozwód. Od znajomych dowiedziała się, że jej mąż prowadzi podwójne życie i już od pewnego czasu układa sobie codzienność z Małgorzatą Niemirską.
Po rozwodzie przestała wierzyć mężczyznom
Rozstanie z Walczewskim Anna Polony przypłaciła ciężkim rozstrojem nerwowym. Wkrótce potem Konrad Swinarski, o którym mówi, że stworzył ją jako aktorkę i kobietę, zginął w katastrofie lotniczej.
"Mój świat runął" - wspominała na łamach "Twojego Stylu".
"Po rozwodzie już się w nikim nie zakochałam. I dlatego nie zdecydowałam się na byle jakie małżeństwo. Zraziłam się i przestałam wierzyć mężczyznom, a poza tym ślub kościelny jest jeden" - opowiadała "Wysokim obcasom".
Pogodzenie się z tym, że jest sama, Anna Polony uważa za swój wielki sukces. 87-letnia aktorka mówi, że miała po prostu limit nieszczęść, który - na szczęście - chyba się już wyczerpał.
"Teraz spokojnie czekam na koniec. Wokół mnie jest coraz mniej bliskich mi ludzi. Poumierali. A starość? Starość jest po to, żeby lżej odchodziło się z tego świata. Żeby człowiek nie żałował, że ten koniec się zbliża" - powiedziała w cytowanym już wywiadzie.











