Mieczysław Hryniewicz niechętnie wraca wspomnieniami do swojego pierwszego małżeństwa. Pytany o nie, twierdzi, że wydarzyło się za wcześnie.
"Nie byłem wtedy gotowy na założenie rodziny" - wyznał w "Dzień Dobry TVN".
Z pierwszą żoną, której tożsamości nigdy nie ujawnił publicznie, aktor doczekał się syna Jakuba.
"Od 1985 roku oboje mieszkają w Stanach. Nie mam kontaktu ze swoim synem, ale to jest jego wybór, bo ja wszystko robiłem, żeby ten kontakt był. To jest dorosły człowiek i wie, co robi" - powiedział w wywiadzie dla "Dobrego Tygodnia".
Połączyła ich miłość od drugiego wejrzenia
Ewę Strebejko poznał pod koniec lat 70. we Wrocławiu. Na imprezie u wspólnych przyjaciół zamienili wtedy ze sobą kilka zdań i zapomnieli o sobie.
Dwadzieścia lat później znów się spotkali, ale tym razem zaiskrzyło.
"Była piękna pogoda, zrywaliśmy jabłka w ogrodzie. Ujrzałem wysoką, smukłą kobietę w dżinsach. Miała w sobie coś, co przykuwało uwagę - nonszalancki sposób bycia, prowadzenia konwersacji" - wspominał w rozmowie z "Echem Dnia".
"Była po prostu intrygująca" - dodał.
Wkrótce potem Hryniewicz dostał od dyrektora poznańskiego Teatru Polskiego zaproszenie do zagrania głównej roli w "Don Juanie" Moliera. Pojechał do stolicy Wielkopolski. Okazało się, że scenografię do spektaklu zaprojektowała Ewa. Kiedy ją zobaczył, pomyślał, że to przeznaczenie.
"Od razu zaprosiłem ją na randkę. Po dwóch latach znajomości wzięliśmy ślub. To, że na starość ktoś mnie jeszcze zechciał, uważam za swoje największe szczęście" - opowiadał "Dobremu Tygodniowi".
Pobrali się 29 lutego 2000 roku, więc kolejne rocznice ślubu świętują co cztery lata, za to - jak żartują - bardzo hucznie.
Dzięki córce drugiej żony jest podwójnym dziadkiem
Mieczysław Hryniewicz nie przypuszczał, że kobietę swojego życia spotka dopiero przed pięćdziesiątką. Pogodził się już z myślą, że spędzi resztę swoich dni jako singiel.
"Kiedyś myślałem sobie, że jeśli miałbym się w kimś zakochać, to chciałbym, żeby była to artystka, kobieta uczuciowa, z wiedzą, wyobraźnią. I tak się stało" - wyznał podczas jednej z wizyt w "Dzień Dobry TVN".
Kilka lat temu spokojne, szczęśliwe życie Mieczysława i Ewy zakłóciła plotka, że aktor ma nieślubne, dorosłe już córki bliźniaczki.
"Jak się coś dementuje, to zwykle to jest prawda, ale ja nie mam o tym zielonego pojęcia" - tak gwiazdor "Na Wspólnej" skomentował te rewelacje w rozmowie z serwisem ShowNews, dodając, że ma tylko jedną córkę, a właściwie pasierbicę Matyldę, dzięki której jest też podwójnym dziadkiem.
Aktor nie zaprzecza, że znał matkę mieszkających na Podkarpaciu kobiet, których ojcostwo przypisały mu media. Poznał ją w 1979 roku na planie filmu "Wolne chwile" Andrzeja Barańskiego, którego była II kierowniczką produkcji. Nigdy jednak nie potwierdził, czy łączyło go z nią coś więcej niż niezobowiązująca znajomość.
Szkoda im czasu na kłótnie
Niespełna dziesięć lat po ślubie z Ewą Mieczysław Hryniewicz dowiedział się, że jest chory. Nowotwór zdiagnozowano na szczęście na tyle wcześnie, że po kilkumiesięcznej terapii nie było po nim ani śladu.
"Mam dla kogo żyć" - powiedział w "Dzień Dobry TVN", gdy okazało się, że jest zdrowy.
"Różnie w moim życiu bywało. Raz lepiej, raz gorzej, ale jestem szczęściarzem, bo mam u boku cudowną, fascynującą kobietę. Nie wyobrażam sobie życia bez Ewy" - wyznał.
Odtwórca roli Włodka Zięby w "Na Wspólnej", pytany o żonę, nazywa ją kobietą pod wieloma względami wyjątkową.
"Ma w sobie niespożytą energię, delikatność i wielką siłę jednocześnie. I jeszcze tyle talentów" - zachwycał się nią w rozmowie z "Relaksem".
Aktor i scenografka są ze sobą bardzo szczęśliwi. Twierdzą, że najważniejszym składnikiem recepty na trwałość związku jest dążenie do zgody w każdej sprawie.
"Oboje cenimy sobie harmonię. Łatwo nam dojść do porozumienia. W naszym dojrzałym już wieku żal tracić czas na szarpaninę. Mamy dwadzieścia pięć lat stażu i liczymy na co najmniej drugie tyle" - mówi Mieczysław Hryniewicz.












