Dorota Landowska doskonale pamięta, jakie wrażenie zrobił na niej Mariusz Bonaszewski, gdy los po raz pierwszy skrzyżował ich drogi.
"Zobaczyłam go w tramwaju. Jeszcze się wtedy nie znaliśmy, ale od razu zwróciłam na niego uwagę. Charakterystyczny, wyrazisty... Patrzę, wysiada, biegnie gdzieś, macha rękami. Pomyślałam: 'O rany, co za facet? Co on wyprawia?'. Obserwowałam go rozbawiona" - wspominała w wywiadzie dla "Pani".
Kilka tygodni później spotkali się w studiu radiowym, by nagrać audycję poetycką z wierszami Mirona Białoszewskiego. Wówczas jednak nic nie wskazywało na to, że kiedyś się w sobie zakochają.
"Gdyby ktoś mi wtedy powiedział, że ten mężczyzna będzie dzielił ze mną życie, parsknęłabym śmiechem" - twierdzi Dorota.
On ją uwodził, ona się broniła
Mariusz Bonaszewski nie kryje, że obserwował zawodowe poczynania Doroty, zanim poznał ją osobiście. Uważał ją za znakomitą aktorkę.
"Widywałem ją w warszawskich spektaklach. I chciałem, żeby ich było jak najwięcej" - wyznał na łamach "Vivy!".
Był bardzo zadowolony, gdy w 1996 roku dostał rolę w spektaklu "Ninoczka" i dowiedział się, że będzie partnerował Dorocie.
"Dorota wystąpiła w tytułowej roli, ja wcielałem się w uwodziciela. Uwodziłem, uwodziłem, a ona broniła się... mało skutecznie" - opowiadał po latach w rozmowie z "Panią".
"Ninoczka" z ich udziałem odniosła wielki sukces. Jeździli z nią po całej Polsce.
"Przy okazji rozmawialiśmy. Po raz pierwszy tak się przed kimś otworzyłem. Miałem ogromną potrzebę opowiedzenia Dorocie o tym, z czym się zmagam i byłem bardzo ciekawy jej reakcji. Zakochany człowiek nie wie, co się z nim dzieje" - wspominał w cytowanym już wywiadzie.
Kilkanaście razy prosił ją, by została jego żoną
Dorota i Mariusz najpierw się zaprzyjaźnili, potem w sobie zakochali.
"Zbliżaliśmy się do siebie bardzo powoli, czasem robiąc parę kroków w tył. Najdziwniejsze, że zanim do czegokolwiek doszło między nami, zrozumiałam, że jest dla mnie bardzo ważny, może najważniejszy w życiu. I że chcę mieć z nim dziecko" - opowiadała po latach Magdzie Rozmarynowskiej z "Pani".
Gdy w 2002 roku na świat przyszła ich córka Marysia, Bonaszewski po raz pierwszy poprosił Dorotę, by za niego wyszła. Powiedziała "tak", ale wcale nie chciała zmieniać stanu cywilnego.
"Ślubu nie wzięliśmy. Mariusz nieustannie mi się oświadcza. Dostałam od niego dwa pierścionki zaręczynowe, a oświadczał mi się kilkanaście razy" - wyznała "Życiu na gorąco" wkrótce po tym, jak znów zostali rodzicami.
Staś miał niecałe pięć lat, a Marysia jedenaście, gdy Dorota Landowska uznała, że nadszedł czas, by zalegalizować swoje "rzymskie małżeństwo" z ich tatą.
To ona zaproponowała, żeby zalegalizowali swój związek
Aktorka pewnego dnia zaproponowała Mariuszowi, żeby się pobrali.
"Zaproponowałam, żebyśmy jednak wzięli ślub. Znajome pary z kilkunastoletnią historią częściej się rozchodzą, niż trwają. A my chcemy być razem, dlaczego więc nie jako mąż i żona" - stwierdziła w wywiadzie dla "Twojego Stylu".
"Nie stały za tym powody finansowe, wspólne kredyty czy sprawy formalne. Mam w sobie takie pokłady uczucia, że nawet gdybyśmy się rozstali, nie przestałabym go kochać. Inny mężczyzna? Ja nie widzę innych mężczyzn" - dodała.
O tym, że zamierzają się pobrać, Dorota i Mariusz powiedzieli tylko najbliższym znajomym. Na ich ślubie nie było paparazzich, za to towarzyszyły im ich dzieci - Marysia i Staś, świadkowie i muzyk grający na pile.
"Marysia była zachwycona, Stasiu zawstydzony. Nie wiedział, co się dzieje. Zachowywał się, jakby wkroczył w zupełnie nową rzeczywistość" - wspominał Mariusz Bonaszewski w rozmowie z "Vivą!".
Dorota i Mariusz uchodzą za bardzo zgodną i szczęśliwą parę. Są razem już 30 lat i - jak żartują - wciąż się sobie nie znudzili.
"Ciągle jesteśmy ciekawi siebie" - mówią.











