Kiedyś był filmowym amantem. Czy złamał serce także Annie Dymnej?

Są takie pary w polskim kinie, o których nie da się zapomnieć. Anna Dymna i Tomasz Stockinger w „Znachorze” stworzyli duet idealny. Po latach aktor zdradza, że fascynacja była obustronna, a ekipa filmowa musiała mierzyć się z ich prośbami o kolejne próby miłosnych uścisków. Dlaczego to uczucie nie przetrwało poza planem?

"Znachor" w reżyserii Jerzego Hoffmana to dziś jeden z najbardziej kultowych tytułów w historii polskiego kina. Reżyser, tworząc ekranizację opowieści o wybitnym chirurgu, który traci pamięć, powierzył główne role Jerzemu Bińczyckiemu, Annie Dymnej i Tomaszowi Stockingerowi.

Widzowie od lat z niesłabnącą przyjemnością wracają do tej historii, a chemia, która połączyła na ekranie Dymną i Stockingera, wciąż wzbudza ogromne emocje. Przez dekady zadawano sobie pytanie: czy ta przykuwająca uwagę relacja to jedynie wyśmienita gra aktorska, czy może przeniesienie realnych uczuć przed kamerę? Czy aktorów połączył zakulisowy romans?

Reklama

Tomasz Stockinger: uznawano go za amanta

Niektórych może zaskoczyć fakt, że przez lata Tomasz Stockinger cieszył się opinią wielkiego amanta - człowieka o wizerunku całkowicie odmiennym od statecznego doktora Lubicza, z którym kojarzy go dzisiejsze pokolenie. W młodości grywał w produkcjach budujących jego status playboya, takich jak "Lata dwudzieste... lata trzydzieste...", "Matki, żony i kochanki" czy wspomniany "Znachor".

"To byli po prostu wszyscy. Mężczyźni, kobiety... Pamiętam, że tata się pojawiał gdzieś i wszyscy się patrzyli. Wszyscy byli zwróceni w stronę taty" - wspominał kiedyś syn aktora, Robert Stockinger.

Tomasz Stockinger i Anna Dymna poznali się na planie "Znachora" w 1981 roku. Aktor dopiero debiutował, a wiedza i intelekt ikony kina wywierały na nim ogromne wrażenie. On miał wtedy 25 lat, ona 29.

"Moją uwagę zwracała zarówno jej uroda, jak i wspaniała gra aktorska. Byłem zauroczony jej kobiecością, a jednocześnie zachwycony tym, jak znakomicie się z Anią grało, jaka jest prawdziwa, jak pięknie to wszystko prowadziła" - wspominał w rozmowie z "Faktem".

W jednej z niedawnych rozmów filmowy Leszek Czyński wrócił pamięcią do czasów pracy z Anną Dymną. Prowadzący podcast - Kuba Wojewódzki i Piotr Kędzierski - postanowili sprawdzić, jak daleko zaszła relacja aktorskiej pary. Czy była to wyłącznie praca?

"Bardzo się lubiliśmy, bardzo się sobie podobaliśmy i bardzo dobrze nam szło całowanie. Okazało się, że to może być nie tylko wzruszające wykonywanie zawodu, ale to może być także przyjemność. Do tego stopnia, że ponieważ z reguły robiliśmy nie więcej niż trzy duble, to prosiliśmy jeszcze o kolejną próbę, żeby lepiej przygotować się do ujęcia. Pamiętam, że myśmy z Anią prosili reżysera, czyli Hoffmana, czy możemy jeszcze jedną próbę zrobić" - wyjaśnił aktor.

Oboje byli wtedy w stałych związkach, ale nie kryli wzajemnej fascynacji. Mimo to nie zdecydowali się na pogłębienie tej relacji, a wszystko zakończyło się wraz z ostatnim klapsem na planie.

"Stworzyliśmy piękną parę. Podczas zdjęć naprawdę się sobie podobaliśmy. Była między nami chemia. Ania była w kolejnym związku, ja byłem żonaty. Ale czasem korzystaliśmy z okazji, by się poprzytulać" - wspominał aktor w rozmowie z "Vivą!".

Wzajemny szacunek jednak nie zniknął. Tomasz Stockinger wielokrotnie wspierał fundację Anny Dymnej, a gdy zachorował na serce, to właśnie ona jako pierwsza zaproponowała pomoc i wskazała najlepszych specjalistów. I choć dziś dzielą ich kilometry i obowiązki zawodowe, wciąż mają dla siebie dobre słowo.

Tak w 2021 roku aktor mówił o swojej dawnej partnerce z planu:

"Ania została taką samą osobą, jaką była przed laty. Może jest trochę zmieniona przez czas, bo minęło już przecież 40 lat, a wszyscy się zmieniamy. Jednak Ania cały czas jest cudowna, ta sama w środku, dobra. To Ania współczująca, kobieca - wszystko to w niej zostało".

swiatseriali
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL