Karol Strasburger widzi problem na planach seriali
Strasburger nie mówi o tym wyłącznie jako obserwator. Wciąż regularnie gra, między innymi w "Pierwszej miłości" i "M jak miłość", dlatego z nowymi sposobami kompletowania obsady spotyka się bezpośrednio na planie.
W rozmowie z Plotkiem przyznał, że jego zdaniem do filmów i seriali trafiają dziś osoby, które wcześniej zajmowały się zupełnie innymi rzeczami, ale zdobyły dużą popularność w sieci.
"W tej chwili dość często, a szczególnie młodzi reżyserzy, angażują do pracy aktorów, którzy nie są aktorami. Są ludźmi pracującymi w internecie albo coś tam robią kompletnie innego, ale tylko dlatego, że mają dużo odsłon w internecie, to ich się obsadza" - mówił.
I właśnie to, a nie sam wiek nowych twarzy, jest sednem jego krytyki.
Popularność nie zastąpi warsztatu
Strasburger zwraca uwagę na bardzo konkretną rzecz: aktorstwo to dla niego zawód, którego trzeba się nauczyć. Wspomina własną edukację w warszawskiej szkole teatralnej i ćwiczenie podstaw, które później wykorzystuje się przed kamerą.
Szczególnie mocno mówi o dykcji.
"Mówią tak, że nie bardzo można ich zrozumieć, nie uczono ich dykcji, niczego ich nie uczono" - stwierdził.
Jego zdaniem problem zaczyna się wtedy, gdy liczba obserwujących zaczyna zastępować umiejętności wymagane na planie. Strasburger nie kwestionuje przy tym, że osoby znane z internetu mogą pojawiać się w produkcjach. Podważa raczej założenie, że sama rozpoznawalność automatycznie wystarczy do zagrania roli.

Strasburger mówi wprost, czego oczekuje od aktora
Aktor nie ukrywa, że reprezentuje tradycyjne podejście do zawodu. Uważa, że osoba występująca w filmie czy serialu powinna mieć za sobą naukę i świadomie rozwijać swój warsztat.
"Jestem za tym, żeby aktorzy byli tymi ludźmi, którzy się tego uczyli, są wykształceni, postawili na to w swoim życiu" - podkreślił.
Najostrzejsze słowa zostawił jednak na koniec.
"Jedyną ich zaletą jest to, że są popularni, ale to trochę mało jak na aktorstwo" - ocenił osoby, które jego zdaniem otrzymują role przede wszystkim dzięki internetowym zasięgom.
Od Toliboskiego do współczesnych seriali
Głos Strasburgera ma dodatkowy ciężar właśnie teraz. Aktor zasłynął przed laty jako Józef Toliboski w "Nocach i dniach", a dziś powstaje nowa serialowa ekranizacja powieści Marii Dąbrowskiej.
Pytany niedawno o to, kto mógłby przejąć jego dawną rolę, nie wskazał konkretnego nazwiska. Zastrzegł jednak coś bardzo prostego: dobrze byłoby, żeby nowy Toliboski po prostu potrafił grać.











