Debiutancką rolę w filmie "Filip z konopi" Filip Gębski dostał od... ojca, reżysera i scenarzysty Józefa Gębskiego.
"Tak naprawdę zadebiutowałem jako niemowlak w innym filmie ojca 'Klowni'" - twierdzi i dodaje, że był bardzo częstym gościem na planach filmowych, więc był przekonany, że zostanie aktorem.
Zdawał do szkoły teatralnej, ale cieszy się, że go nie przyjęto
Miłość do aktorstwa Filip dzielił ze swoim najlepszym kumplem. Był nim... Bartosz Opania.
"Przyjaźniłem się z Bartkiem. Pisaliśmy piosenki i sztuki teatralne. Marzyliśmy o zawodzie aktora" - opowiadał w wywiadzie dla "Angory".
Kiedy w latach 80. grał w filmach i występował na scenie warszawskiego Teatru Powszechnego, nie udawało mu się godzić swojej pasji z nauką.
"Trzykrotnie zmieniałem podstawówki albo one mnie. W ogólniaku miałem już więcej czasu na naukę, ale wcale nie miało to przełożenia na efekty" - wyznał Tomaszowi Gawińskiemu.
Filip nie kryje, że najlepszy był z języka polskiego, ale właśnie z tego przedmiotu oblał maturę ustną.
"Bo moja polonistka to zła kobieta była" - żartuje.
Na szczęście poprawkę zaliczył śpiewająco. Rok później zdecydował się zdawać na wydział aktorski stołecznej szkoły teatralnej.
"Podczas ostatniego etapu uświadomiłem sobie, że to nie dla mnie. Potem próbowałem jeszcze raz, ale na szczęście odpadłem" - wspomina.
Ostatecznie Filip dostał się na ASP. Studiował grafikę. Był znakomitym studentem, więc po dyplomie nie miał żadnego problemu ze znalezieniem pracy.
Po latach wrócił na plan filmowy
Filip Gębski zrobił oszałamiającą karierę w branży reklamowej. Zaczynał, jak twierdzi, w złotych czasach reklamy w jednej z najlepszych agencji w kraju.
"Byłem dyrektorem artystycznym, wymyślałem kampanie reklamowe. Moje billboardy wisiały wszędzie" - pochwalił się na łamach "Angory".
Filip zdobył niemal wszystkie branżowe nagrody. Nigdy nie żałował, że zrezygnował z aktorstwa.
"Może trochę, na początku, ale szybko przestałem. Cieszę się, że udało mi się zostać... sobą, nie aktorem" - twierdzi.
Swoją ostatnią rolę zagrał w 1987 roku w dramacie psychologicznym "Bez grzechu".
Na plan filmowy wrócił dopiero 35 lat później jako fotosista. Zatrudnił go jego sąsiad... Jerzy Skolimowski.
"Mieszkamy po sąsiedzku, poznaliśmy się na spacerach z psami. Po jednym ze spacerów spotkaliśmy się w moim atelier, żeby porozmawiać o sztuce" - opowiada Filip.
Słynny reżyser zlecił mu wykonanie fotosów i zaprojektowanie plakatu do swojego nominowanego później do Oscara filmu "IO".
"Plakat do 'IO' znalazł się na 5. miejscu w rankingu najciekawszych plakatów filmowych na świecie" - mówi z dumą.
"Wielką satysfakcję dało mi jeszcze to, że w 'IO' zagrała moja żona. Przebiła mnie, bo zadebiutowała w filmie Skolimowskiego, i to rolą mówioną" - wyznał "Angorze".
Żonę zawdzięcza mediom społecznościowym
Anetę, którą nazywa miłością swojego życia, Filip Gębski poznał w sieci. Znalazła go na Facebooku i wysłała mu kilka swoich zdjęć.
"Zdjęcia były bardzo artystyczne, ale najbardziej spodobało mi się jej profilowe" - żartuje.
Nawiązali kontakt, zaczęli się spotykać. Zakochali się w sobie. Po dwóch latach Filip wręczył Anecie pierścionek, który sam zrobił z drutu i czterolistnej koniczyny.
Po kolejnych dwóch latach wzięli ślub.
Państwo Gębscy pracują we własnym atelier, realizują sesje fotograficzne, prowadzą też Małą Akademię Rysunku i Malarstwa.
"Jesteśmy razem w domu i w pracy przez 24 godziny na dobę" - podkreślają.
"W zawodzie aktora nie ma takiej przestrzeni i swobody, jaką mam teraz. Wolność sprzyja kreatywności, a sztuka rodzi się ze spontaniczności" - twierdzi Filip.











