Elżbieta Panas już prawie pół wieku idzie przez życie u boku byłego piłkarza i trenera reprezentacji Polski Henryka Apostela. To właśnie on, gdy w 1988 roku dostał propozycję trenowania Orłów Chicago, przekonał ją do wyjazdu do Stanów.
"Heniek to najlepszy człowiek, jakiego znam. Ma w sobie dużo życzliwości. Zawsze mi imponowało jego podejście do ludzi i do pracy" - stwierdziła aktorka, opowiadając o ukochanym na łamach "Sportu".
Od początku kariery wiedziała, jak przyciągać uwagę widzów
Elżbieta była jeszcze studentką Studia Wokalno-Aktorskiego przy Teatrze Muzycznym w Gdyni, gdy Sylwester Chęciński zaoferował jej rolę przedstawicielki najstarszego zawodu świata w "Wielkim Szu".
24-letnia debiutantka, choć na ekranie pojawiła się zaledwie na chwilę, zapadła w pamięć milionom kinomanów. To, że jest utalentowana i potrafi przyciągać uwagę widzów, pokazała również w filmach "Piętno" i "Lubię nietoperze" oraz w kultowej komedii "Och, Karol", po której premierze poleciała z mężem za ocean.
O ponad trzyletnim pobycie w Stanach Elżbieta Panas nie mówi zbyt wiele, a wręcz nie mówi w ogóle. Nie jest jednak tajemnicą, że jej próby zrobienia kariery w Ameryce zakończyły się porażką.
Decyzja o powrocie do kraju nie była łatwa, ale aktorka miała nadzieję, że widzowie wciąż ją pamiętają i będą chcieli oglądać. Tymczasem przez kilka lat musiała, jak twierdzi, brać wszystko, co proponują jej producenci i reżyserzy.
"Aktorstwo jest bardzo zazdrosnym zawodem, tęskni się za każdą kolejną rolą. Dlatego też staram się nie odrzucać żadnych propozycji" - wyznała w wywiadzie dla "Kuriera Południowego".
"W czasie mojej nieobecności pojawiło się dużo młodych aktorek, więc dla starszych po prostu nie było za dużo miejsca. Aktorstwo pod tym względem przypomina sport - młodzi zastępują starych" - stwierdziła.
Dzieli z mężem wielką miłość do sportu
Na to, by producenci i reżyserzy przypomnieli sobie o niej, Elżbieta Panas czekała po powrocie do kraju dwa lata. Od 2000 roku zagrała mnóstwo ról, ale żadna z nich nie przyćmiła tych, w które wcieliła się przed wyjazdem z Polski.
Tak naprawdę dopiero w 2019 roku aktorka została odkryta na nowo. Występami w serialach "Łowcy cieni"’ "Klan" i "Święty" udowodniła, że wciąż ma charyzmę i potrafi wzbudzać emocje. Dziś jest jedną z gwiazd "Dzielnicy strachu".
Elżbieta Panas nie kryje, że zawsze podchodziła do aktorstwa z wielką pokorą, której uczyła się od męża. Podziwiała Henryka Apostela za to, jaki był w pracy. Choć zawsze - i jako piłkarz, i jako trener - miał liczne grono fanów, nigdy nie chodził z tego powodu z głową w chmurach.
"Pracując, miał dużo pokory w tym, co robił. A jeśli się w coś angażuje, to bez reszty. Był dla piłkarzy przyjacielem. Taki ma charakter, że nie życzy ludziom źle. Zawsze wspierał reprezentację Polski, zanim był jej selekcjonerem i gdy przestał nim być" - powiedziała o mężu w rozmowie z dziennikiem "Sport".
Elżbietę i Henryka łączy wielka miłość do sportu.
Świetnie radzi sobie i przed kamerą, i na polu golfowym
Nie wszyscy wiedzą, że aktorka jest czterokrotną mistrzynią Polski seniorek amatorek oraz międzynarodową mistrzynią Słowacji w golfie. Jest także prezesem Polskiego Stowarzyszenia Golfa Kobiet.
Odtwórczyni roli hrabiny Wiśniowieckiej w "Klanie" nie wyobraża sobie życia bez golfa.
"To dyscyplina, którą można uprawiać niezależnie od wieku. Aktorstwo, niestety, nie jest taką dyscypliną" - stwierdziła w wywiadzie dla magazynu "Tygrysy Europy".
Dziś Elżbieta Panas świetnie radzi sobie i na polu golfowym, i przed kamerą.







